20 dni mieli jeść i pić, za wszystko zapłaciło miasto. Tak za Kazimierza Wielkiego urządzało się spotkania "na szczycie"

Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku.
Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku. Fot. Domena publiczna
Cesarz, królowie, książęta i nuncjusz papieski - wszyscy mieli zebrać się we wrześniu 1364 roku w Krakowie, stolicy Królestwa Polskiego, po to, aby omówić ważne sprawy. W roli gospodarza wystąpił Kazimierz Wielki, a jeśli wierzyć Janowi Długoszowi, znamienici goście biesiadowali przez... 20 dni.

Krakowski zjazd odbył się z przynajmniej kilku ważnych względów. Europie groziła wojna, trzeba było więc wspólnie wypracować zasady pokojowego współistnienia. Zasadniczą kwestią było pogodzenie dwóch zwaśnionych monarchów - cesarza i króla Czech Karola IV Luksemburskiego i władcę Węgier Ludwika I Andegaweńskiego. Widmo konfliktu, głównie za sprawą polskiego króla, udało się zażegnać.


Okazją do spotkania mogło być też otwarcie pierwszej polskiej uczelni wyższej Akademii Krakowskiej - wydarzenie, które na ziemiach polskich nigdy wcześniej nie miało miejsca. Wysłannik papieża Urbana V miał miał przy sobie zapewne zezwolenie na powstanie uniwersytetu. Tymczasem król Cypru i Jerozolimy (która pozostawała w rękach "niewiernych") Piotr de Lusignan, podróżujący w tym czasie po Europie, szukał nad Wisłą zwolenników dla poparcia koncepcji kolejnej krucjaty do Ziemi Świętej.

Ustalenia te pozwalają dość jednoznacznie stwierdzić, że polski kronikarz, autor sławnych "Roczników", który opisuje krakowski zjazd, myli się co najmniej kilkukrotnie. Według niego, cesarz miał przyjechać na Wawel dla ożenku z wnuczką Kazimierza, księżniczką Elżbietą. Dziejopis błędnie powiązał znane fakty, bezrefleksyjnie wspierając się na wcześniejszych źródłach. Mariaż Karola i Elżbiety odbył się bowiem... w maju 1363 roku. I na nim właśnie zjawił się król duński Waldemar (błędnie nazwany przez kronikarza "Zygmuntem"). Ponad rok później na pewno go w Krakowie nie było.
Oprócz trzech wspomnianych koronowanych głów oraz nuncjusza, obecni byli jednak inni wielcy - margrabia Brandenburgii Otto Wittelsbach oraz książęta: Bogusław V Pomorski, Bolko II Świdnicki, Siemowit III Mazowiecki i Władysław II Opolczyk. Zakładając, że wszyscy przybyli ze swymi świtami, zjazd w Krakowie trzeba uznać za ogromne przedsięwzięcie na kilkaset osób. Dość wspomnieć, że rozpisywano się o nim w całej Europie.


Jak zjazd, to przede wszystkim narady "na szczycie". Te odbywały się publicznie, zapewne na krakowskim rynku. Zamek na Wawelu wyglądał wtedy inaczej niż dziś, przeto nie mógł pomieścić tak wielkiej liczby gości. Z okazji "kongresu" Kazimierz zorganizował też wielki turniej rycerski. W szranki stanąć miał sam cesarz.

Ucztowano ponoć przez... trzy tygodnie. Bardziej prawdopodobne, że tyle trwał cały zjazd, choć wielu jego uczestników mogło wyjechać z Krakowa już wcześniej. Jeśli jednak Długoszowe 20 dni, poświęcone na siedzenie przy stole, potraktujemy poważnie, możemy uznać niegdysiejsze biesiadowanie za wyjątkowo "trudną sztukę".

Wilhelm de Machaut, poeta i dworzanin Jana Luksemburskiego

A jak zostali ugoszczeni, uczczeni, obsłużeni i podejmowani chlebem, winem, wszelkimi rodzajami pożywienia i napojów, wszelkim ptactwem, rybami i innymi gatunkami mięs – szalony byłby, kto by o to wszystko pytał, bo nie powinno się pytać o to, ponieważ niepodobna na takie pytania odpowiedzieć: tak zostali wspaniale ugoszczeni.

Długosz chwali organizatora wielkiego przyjęcia - Mikołaj Wierzynek stanął na wysokości zadania. Stoły aż uginały się od pieczystego. Wino i piwo lały się strumieniami. Ten, kto się na ucztę dostał, głodny nie wyszedł.

Historycy mają też inny problem - nie wiedzą, gdzie ów bogaty członek rady miejskiej mieszkał, bo na to, że zaprosił władców do swego domu, jest powszechna zgoda. Do wydarzeń z XIV stulecia odwołuje się co prawda znana restauracja na Rynku - "Wierzynek", brak jednak dowodów na ów związek.

Choć Wierzynek był niewątpliwie majętnym człowiekiem, musiał sięgnąć do miejskiej szkatuły. Marnotrawstwo publicznych pieniędzy? Wątpliwe, wszak chodziło o europejski pokój i sławę Królestwa Polskiego.

J. U. Niemcewicz, Śpiewy historyczne

Monarchów poczet wesoły
Prosi do siebie Wierzynek,
Od srebra gięły się stoły;
Każdy, biorąc upominek,
Myśli: „Szczęśliwy kraj cały,
Gdy tak mieszczanin wspaniały.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...