Nazywam się Bosch, Harry Bosch! Nowa gwiazda świata kryminałów dotarła do Polski

Fot. materiały prasowe
Ci, co przez książki Michaela Connelly'ego zarwali niejedną noc, nie muszą krępować uśmiechu i z czystym sumieniem mogą dać upust emocjom. Stało się: swojego filmowego wcielenia doczekał się właśnie syn greckiej muzy Kalliope i talentu literackiego Connelly'ego – słynny detektyw Harry Bosch! Jest to także dobra nowina dla tych, co o świecie kryminałów wiedzą tyle, co nic. Dlaczego? Bo życie jest za krótkie na liche seriale. Dlatego w gąszczu nowości wyszukaliśmy ten z serii „jednym tchem” albo – jak kto woli – „jednym łykiem”. Pierwsza seria „Boscha” już 8 lutego na kanale 13 Ulica.
Harry Bosch jest zbliżającym się do 50-ki rozwodnikiem. Za sobą ma służbę w wojsku i udział w Wojnie w Zatoce. Dziś jego życie składa się z pracy w wydziale zabójstw policji w Los Angeles i błąkania się po zaułkach tamtejszego półświatka. Jest niezłomny i wierny swojemu wewnętrznemu kodeksowi: w jego świecie „liczy się każdy, albo nikt”.
Filmowy bohater szybko zyskuje sympatie widzów. Dlaczego? Bo nie faszeruje odbiorców fałszem i przyciąga swoją autentycznością. Wszyscy po trochu jesteśmy Harrym Boschem, a już z pewnością każdy ma cząstkę charakteru tego bohatera. Jest trudny, nie znający kompromisów, enigmatyczny, miejscami cyniczny, a zarazem wrażliwy, targany demonami przeszłości i – niech tam – przystojny. W dodatku ma coś, za czym szaleją wielbicieli starych dobrych kryminałów z lat 50-tych. Chodzi o tę mroczną naleciałość rodem z filmów noir, która wyróżnia Boscha na tle pozostałych filmowych sherlocków.
Te cechy słynnego detektywa doskonale oddaje Titus Welliver, znany polskim widzom przede wszystkim z takich produkcji jak „Zagubieni” (Lost) czy „Atak na posterunek”. A nad całą produkcją czuwa sam Michael Connelly, który jest także współautorem scenariusza. O serialu można powiedzieć więc wiele, prócz tego, że jest on dziełem aroganckich filmowców, nie przejmujących się zanadto subtelnością fachu literackiego.



Nic więc dziwnego, że fabuła wciąga od pierwszej chwili. Główny bohater przeżywa bowiem poważny kryzys życiowy – znajduje się jednocześnie po obu stronach barykady. Z jednej strony Bosch próbuje znaleźć sprawcę tajemniczego morderstwa nastolatka. Kości chłopca zostają przypadkowo znalezione na wzgórzach Hollywood prawdopodobnie kilka dekad po dokonaniu zbrodni.
Z drugiej zaś strony, sam musi stawiać czoło oskarżeniom o śmiertelne postrzelenie podejrzanego o seryjne morderstwa i gwałty człowieka, do którego miało dojść podczas próby zatrzymania. Wszystko to w towarzystwie napastliwych dziennikarzy, nadgorliwego kolegi – nowicjusza oraz biurokratycznych zawiłości własnego wydziału. Akcja zbudowana jest tak, by widz zapomniał, co to ziewanie – jest wielopoziomowa, z dużą liczbą pobocznych wątków. Dowodem może być choćby fakt, że fabuła toczy się w dwóch rożnych wymiarach czasowych jednocześnie. Dzięki temu rozwarstwieniu poznajemy nie tylko szczegóły bezpośrednio związane z toczącymi się dochodzeniami, lecz także fakty z traumatycznego dzieciństwa Boscha.
Osobny ukłon twórcom serialu należy się również za to, że Los Angeles Boscha nie ma wiele wspólnego z kiczem i blaskiem krainy Hollywood. Zdecydowanie bliżej mu do noirowej scenerii klasycznych kryminałów. Wszystko to sprawia, że „Bosch” z pewnością nie rozczaruje fanów twórczości Connelly'ego, nie wspominając już o amatorach gatunku criminal fiction. Ostatni mogą być pewni, że dni ich kryminalnej ignorancji są policzone: jedna seria „Boscha” wystarczy, by zarazić się bakcylem serialowego maniactwa. – Wellinger, z przekonującym minimalizmem absorbuje uwagę widza ukazując dziką charyzmę – potwierdza amerykański magazyn Entertainment Weekly.

Na zachętę możemy tylko dodać, że serial był tak dobrze przyjęty przez widzów, że Amazon Studios, twórca „Boscha”, po emisji 10 odcinków podjął decyzję o rozpoczęciu prac nad drugim sezonem. Przypominamy, pierwsza seria „Boscha” zostanie wyemitowana 8 lutego na kanale 13 Ulica.

Artykuł powstał we współpracy z NBCUniversal.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...