Śniadanie w Pendolino prawie jak do łóżka

Fot. PKP Intercity
– Na peronie pozostała torebka z czekoladkami. Powtarzam: na peronie pozostała torebka z czekoladkami, prosimy o zgłoszenie się do patrolu es-o-ka – takim komunikatem żegnała mnie wtorkowym rankiem Warszawa Centralna.

Kto by się przejmował pozostawionym na peronie pakunkiem, kiedy już za chwilę, już za momencik koła Pendolino pójdą w ruch, para - buch, a ja – mlask – rozpłynę się nad wliczonym w cenę biletu śniadaniem, które obsługa wagonu przyniesie mi bezpośrednio na miejsce. Takie, między innymi, udogodnienie dla pasażerów pierwszej klasy postanowiło wprowadzić PKP Intercity. naTemat.pl postanowiło więc sprawdzić, jak wygląda podróż z posiłkiem na pokładzie Pendolino.



Śniadanie biznesmenów
Przedział, oddzielony od innych szklanymi drzwiami z matowym numerem jeden niektórym nadal kojarzy się z niedostępną salonką, z tą różnicą, że zamiast peerelowskiego dygnitarza rozsiada się w nim dzisiaj stereotypowy „człowiek biznesu”. Z pobieżnych obserwacji wynika, że pogląd ten jest w zasadzie uzasadniony – na oko połowa moich współpasażerów to eleganccy panowie w garniturach, względnie sweterkach „w serek” spod których wystają białe kołnierzyki.

Gdybym jednak nie skupiła się na obserwacji współpasażerów, o fakcie, że jadę kolejową „klasą business” przypomniałaby mi pani z obsługi wręczając gazetę - „Puls Biznesu”. „Dostęp do prasy codziennej” obiecany na internetowej stronie PKP Intercity – jest. Pytanie, komu potrzebna drukowana gazeta, kiedy poranną prasówkę można zaliczyć już stojąc na peronie i „scrollując” wybrany portal informacyjny? Odpowiedź: pasażerom Pendolino, o czym świadczył szelest kartek, jaki rozlegał się w całym przedziale przez dobre kilkanaście minut.
Przewracanie stron być może trwało by dłużej, gdyby nie to, że obsługa, zgodnie zresztą z oczekiwaniami, zaczęła serwis. Na początek – kawowy lub wedle życzenia – herbaciany. Do tego coś słodkiego.

Ledwie wózek z napojami zniknął z zasięgu wzroku, pojawia się kolejny członek obsługi, tym razem z naręczem ulotek. Śniadaniowe menu, które ma się zmieniać co dwa tygodnie, obejmuje dwie pozycje – obecnie jajecznicę z kurkami oraz croissanty z konfiturą na ciepło.59793 osoby, bo tyle na przestrzeni roku zamówiło kultową jajecznicę, nie mogą się mylić. Tym tropem, jak się później okazało, poszła zdecydowana większość moich współpasażerów. Niespełna kilkanaście minut później poczułam aromat domowego śniadania. Sądząc po ciszy, zakłócanej jedynie postukiwaniem sztućców – wybór większości okazał się słuszny.
– Dobra ta jajecznica? – zagadnął mnie siedzący obok siwy jegomość, a ponieważ zaskoczył mnie pomiędzy jednym kęsem, a drugim, zdołałam jedynie w miarę entuzjastycznie wymamrotać „Mhm!”. – Ja wziąłem rogaliki i teraz chyba pani zazdroszczę – stwierdził wzdychając. Obawy okazały się przedwczesne i zdecydowanie niepotrzebne, bo chwilę później przed moim sąsiadem postawiono talerz z francuskimi wypiekami i słuszną porcją konfitury. Nie pytałam czy dobre, bo teraz to ja zaczęłam zazdrościć. Wystarczyło kilka minut i po całkiem sporych rogalach pozostały jedynie okruszki.
Pendolino dociera do Krakowa w dwie godziny z niewielkim hakiem i powiem szczerze, że zaaferowana całym tym śniadaniowym zamieszaniem, nie zauważyłam, kiedy zleciały.

Porcelana nie jest zagrożeniem
- Rozszerzenie oferty w pierwszej klasie oznacza dla panów więcej pracy? - pytam konduktora w Pendolino, którym po południu wracam do Warszawy - Nie, zawsze staramy się trzymać wysoki poziom usług, być pomocni – tak jest od początku, więc wiele się nie zmienia. Czy nam to wychodzi, trzeba zapytać pasażerów – uśmiecha się Paweł Bartusiak.

Wtóruje mu kierownik pociągu – Adam Łaciak: – Więcej pracy ma pewnie obsługa Warsu. Rano trzeba wydać nie kilkanaście, ale kilkadziesiąt jajecznic. Ale za to do pociągu można wsiąść właściwie w kapciach, a śniadanie w Pendolino dostaniemy prawie jak do łóżka– uśmiecha się.

Pytam więc obsługę, czy wydawanie dodatkowych posiłków to dla nich duże obciążenie. W odpowiedzi, zarówno kelnerzy jak i kucharz tylko z uśmiechem kręcą głowami. – Nie mieliśmy jeszcze żadnych skarg – mówią z dumą. Przyznam szczerze, że moją jedyną obawą w związku z „dostawą” posiłków do miejsca siedzącego była... porcelanowa zastawa. Pendolino to bardzo nowoczesny, ale jednak pociąg - drobne „turbulencje” mogą się zdarzyć.– Jeszcze nic nikomu na głowę nie spadło – uśmiecha się zawadiacko pan kucharz.

Obiad dla wybrednych
Bilet na Pendolino odjeżdżające po godzinie 12:00 uprawnia nas do obiadu. Jeśli macie wybór godziny odjazdu, sugeruję jednak zabukować te lunchowe. Jajecznica jest pyszna, rogaliki pachnące francuskimi wypiekami, , ale co schabowy z ziemniakami, to jednak schabowy.

Jeśli nie gustujecie w tradycyjnych potrawach kuchni polskiej, do wyboru jest jeszcze penne ze szpinakiem i sałatka za kaczką. Garnitury już nie są „obowiązkowe” – obok mnie siedzi chłopak w skórzanej kurtce i czapce z daszkiem, za nim – dziewczyna w kapeluszu z dużym rondem, a parę siedzeń dalej - aż podsłuchuję ich o czym rozmawiają, żeby się upewnić – grupa studentów.
Podczas wyboru napojów po raz pierwszy widzę wyraz niezadowolenia na twarzy pasażera. – Łee... Energetyków nie macie? – pyta chłopak „z daszkiem”, ostatecznie decydując się na colę. Ja też postanawiam powydziwiać, ale przy okazji zamawiania posiłku. - Hym... a ta kaczka to dobra? - podpytuję panią kelnerkę. Oczywiście, bardzo dobra. Podana na miksie sałat – rucola, cykoria, radicchio. Nie powiem, pani kelnerka znajomością składników bardzo mi zaimponowała (po cichu googlam to ostatnie – dla zainteresowanych: „włoska cykoria” o biało-czerwonych liściach).

– A wie pani co, właściwie to nie jestem głodna, może mi to Pani spakować? – pytam i oczami wyobraźni widzę, jak kozaki na moich stopach zamieniają się w zapięte rzepami na białych skarpetach sandały, a pod nosem rośnie wąs. Z dziennikarskiego obowiązku postanawiam jednak sprawdzić, jak obsługa poradzi sobie z przysłowiowym „januszem”. - Podać pani również jednorazowe sztućce? - uśmiecha się kelnerka stawiając na moim stoliku sałatkę w plastikowym pojemniczku. Kręcę głową, ale bardziej z niedowierzania, a nie dlatego że gardzę zapobiegliwością pani z obsługi. – Zostawię – mówi kładąc komplet jednorazówek na blacie. Widać w Pendolino nawet „janusz” zasługuje na odrobinę luksusu.

Artykuł powstał we współpracy z PKP Intercity.

POLUB NAS NA FACEBOOKU