Grupa naTemat

"Nie pamiętam czegoś takiego w Sejmie. Tak nie da się pracować. Nie możemy nawet przeczytać projektów ustaw"

Wczorajsza noc w Sejmie.
Wczorajsza noc w Sejmie. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Ostatnia burzliwa noc w Sejmie zostanie zapamiętana na długo. Sześciolatki, banki, ustawa medialna, powiększony skład komisji o dodatkowych posłów PiS. Działo się. Opozycja jest przerażona. Tempem i sposobem przyjmowania ustaw. – Nie jesteśmy nawet w stanie przeczytać projektów. Wyjeżdżając na sesję Sejmu nie wiem właściwie nic o tym, co będę robił. Nie wiem, kiedy wracam, którego dnia i o której są głosowania. Przyjeżdżając tutaj nie miałem w porządku obrad ustawy medialnej – mówi naTemat poseł PO Tadeusz Aziewicz.

Jako poseł czwartej już kadencji pamięta pan podobne noce w Sejmie?

Nie. Mam złe wspomnienia z kadencji 2005-2007, która zaistniała w mojej pamięci jako czas funkcjonowania od przerwy do przerwy. To była moja pierwsza kadencja w Sejmie, przyszedłem z samorządu i chciałem pracować. Pamiętam, jak bardzo rozbijało to wewnętrznie, gdy człowiek przychodził cały gotowy do pracy i nagle okazywało się, że nie pracujemy, bo marszałek ogłasza kolejne przerwy. A my snujemy się po Sejmie. I to wraca, tylko w dużo brutalniejszym stopniu. I w bezczelnym charakterze. To wygląda fatalnie. Nie pamiętam czegoś podobnego. I myślę, że to nie koniec.

Co było najgorsze tej nocy?

Nawet trudno powiedzieć, bo to wszystko, co teraz dzieje się w Sejmie już powoli staje się standardem. Boję się, że powoli możemy do tego przywyknąć. Ta narastająca bezczelność. I argumentacja, że wygraliśmy wybory to możemy wszystko. Potężna odpowiedzialność spoczywa na marszałku Marku Kuchcińskim. On jest twarzą tego wszystkiego, choć wszyscy wiemy, że nie on podejmuje decyzje. Ale to on ponosi odpowiedzialność za przesuwanie posiedzeń, za wprowadzane przerwy. Tak nie można pracować.

Czyli jak pracujecie? Na czym polega różnica?

Nie jesteśmy nawet w stanie przeczytać projektów ustaw. Wyjeżdżając na sesję Sejmu nie wiem właściwie nic o tym, co będę robił. Nie wiem, kiedy wracam, którego dnia i o której są głosowania. Przyjeżdżając tutaj nie miałem w porządku obrad ustawy medialnej. A to przecież niezwykle ważna ustawa! Może w Nowy Rok trzeba będzie coś robić? Nie wiemy. Taki tryb praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek sensowną pracę. Przecież podstawowym prawem posła powinno być zapoznanie się z każdym projektem ustawy. A tu w końcu rozmawiamy naprawdę o projektach strategicznych, które przesądzą o sytuacji naszych mediów, naszej gospodarki, być może na lata.

Za rządów PO było inaczej?

Aniołami nie byliśmy. To normalne, że ten kto rządzi spieszy się z pewnymi ustawami, zdarzało się, że projekty były w szybkim trybie przepychane. Ale jest też kwestia skali. Teraz weszliśmy w zupełnie inną jakość. Czegoś takiego PO nie robiła. Aniołów nie ma w polityce. Przez 25 lat Sejm pewnie różne rzeczy widział, ale czegoś takiego, jak to co teraz się dzieje, nie pamiętam.

Jaka atmosfera panuje w sejmowych korytarzach? Jak posłowie PiS zachowują się w kuluarach?

Zamykają się w podgrupach, widać, że to jest klan. Nie chcę nikogo obrażać, ale mam wrażenie, że w efekcie dużego sukcesu wyborczego Jarosław Kaczyński wprowadził do Sejmu całą masę bardzo przeciętnych osób, dla których to, że są w Sejmie stanowi potężny awans społeczny, również w wymiarze materialnym. Mam wrażenie, że nawet podświadomie ci ludzie będą szukali uzasadnień dla takiego zachowania, jakie w tej chwili preferują, bo dla nich to teraz niemal dotknięcie Pana Boga. Nie widzę grup, po których byłoby widać, że próbują samodzielnie myśleć. Widać raczej spoglądanie na lidera.

Ale rozmawiają z Państwem?

W sprawach merytorycznych nie rozmawiają. Oni się zamykają, chodzą w swoich stadach, ewentualnie jak ktoś próbuje nawiązać kontakt to słyszy banalne odpowiedzi.

A na poziomie stołówki?

Nie jesteśmy niegrzeczni wobec siebie. Zdarzają się wyjątki, ale generalnie jakaś kindersztuba obowiązuje. Raczej wtedy nie rozmawia się o sprawach, które nas różnią. Przepraszam, rozmawiam trochę w sposób nieskoordynowany, bo poszedłem spać o 3, a za chwilę, o 8, muszę być na posiedzeniu komisji. Tu, w tym momencie, powinni być różni eksperci, ale kto ich nagle ściągnie na 8 rano? To też pokazuje obniżenie jakości tworzenia prawa. Ale myślę, że PiS zapłaci za to ogromną cenę. Nie wierzę, żeby Polacy chcieli akceptować tego rodzaju politykę.To straty, które poniesiemy jako państwo i naród. I albo będą nieodwracalne, albo latami będziemy musieli je odkręcać. Opozycja musi o tym przypominać.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowa
Skomentuj