Grupa naTemat

Wojciech Sumliński przepisywał ze Stiega Larssona? Czytelnicy odkrywają nowe cytaty

„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” zawierają co najmniej kilka fragmentów wyglądających na plagiat.
„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” zawierają co najmniej kilka fragmentów wyglądających na plagiat. Screen z Youtube
O „Niebezpiecznych związkach Bronisława Komorowskiego” jest ostatnio głośniej niż w dniu ich ukazania się. Wszystko przez to, że – jak pisze "Newsweek" – ich autor, dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński mógł dopuścić się co najmniej kilkakrotnie plagiatu z literatury kryminalnej. Najpierw taką sugestię wysunął pewien tłumacz, teraz w sukurs przyszli mu czytelnicy wspomnianego tygodnika.

O sprawie pisał już kilka dni temu Adam Gaafar. Wojciech Smuliński twierdzi, że "wielokrotnie podkreślał i nigdy nie krył, że w ostatnich książkach celowo i śladowo nawiązał do klimatu czy stylu klasyków, na których się wychowywał, wytwarzając na tej kanwie swój własny, indywidualny styl".


Pozostawiając na boku to, czy można sobie pozwolić na zapożyczenia z kryminałów w książce mającej aspiracje opisywać rzeczywiste zdarzenia, warto zapoznać się z tym, co, jak twierdzi dziennikarz Jakub Korus, wyłuskali sami czytelnicy "Newsweeka". Jak przytacza za nimi tygodnik, na 185 stronie „Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego” polski dziennikarz śledczy opisuje przebieg spotkania byłego prezydenta (w tamtym czasie ministra) ze służbami.
Wojciech Smuliński
„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, za: "Newsweek"

– Gdy dziś rano wyjeżdżałem z Warszawy – mówił cicho minister – byłem spokojny. Jestem bardzo zajętym człowiekiem, a mimo to zdecydowałem się przyjechać do was, bo miałem nadzieję…W pełnej napięcia ciszy pochylił się do przodu, oparł o stół i mówił dalej, zniżając głos nieomal do szeptu. – Bądźmy zupełnie szczerzy panowie. Spodziewałem się, miałem prawo się spodziewać, poparcia z waszej strony i pełnej współpracy przy jak najspieszniejszym załatwieniu tej nieprzyjemnej sprawy. Nieprzyjemna sprawa? –Uśmiechnął się kwaśno. – Dobieranie słów nic nie pomoże.

Natomiast autor kryminałów, Alistair MacLean w swej książce „H.M.S. Ulisses” pisze:
Alistair MacLean
„H.M.S. Ulisses”, za: "Newsweek"

- Gdy dziś rano odlatywałem z Londynu - mówił spokojnie - byłem niezadowolony. Bardzo niezadowolony. Jestem bardzo zajęty. Myślałem, że Pierwszy Lord Admiralicji marnuje zarówno mój, jak i swój czas. Gdy wrócę, będę musiał go za to przeprosić. Sir Humphrey miał rację. Jak zwykle zresztą... (...) - Bądźmy zupełnie szczerzy, panowie. Spodziewałem się, miałem prawo się spodziewać całkowitego poparcia z waszej strony i pełnej współpracy przy jak najspieszniejszym załatwieniu tej nieprzyjemnej sprawy. Nieprzyjemna sprawa? - Uśmiechnął się kwaśno. - Dobieranie słów nic nie pomoże.

Dalej akcja konstruowana jest niemal identycznie. Jeden z bohaterów krzyczy w pewnym momencie "bzdura!" przy czym czyni takie zastrzeżenie:
Wojciech Sumliński

– Usprawiedliwiać się? – oficer uśmiechnął się ze zmęczeniem. – Nie, panie ministrze, tego nie potrafię, ale chętnie uzasadnię swoje stanowisko

a u autora kryminałów:
Alistair Maclean

- Usprawiedliwiać się? - uśmiechnął się ze zmęczeniem. - Nie, panie admirale, tego nie potrafię. - Starr poczerwieniał lekko, słysząc ton tej wypowiedzi. - Lecz postaram się wytłumaczyć moje stanowisko

Scena w obydwu książkach kończy się tymi samymi dwoma zdaniami:
Wojciech Smuliński, Alistair Maclean

Przez dłuższą chwilę w sali panowała martwa cisza. Wysokie, delikatne zawodzenie wiatru i szelest gradu, który właśnie zaczął padać, wydawały się nienaturalnie głośne.

Ustka z książki Smulińskiego do złudzenia przypomina miasteczko opisane przez Stiega Larssona w "Millenium":
Wojciech Sumliński

W nocy napadało dużo śniegu, ale rano niebo się wypogodziło. Gdy wysiadałem z pociągu, uderzyło mnie przejrzyste, lodowate, morskie powietrze. Nadkomisarz przywitał mnie z dobrodusznym uśmiechem na peronie i szybko poprowadził do nagrzanego opla. W miasteczku trwało intensywne odśnieżanie. Mój informator manewrował ostrożnie między usypanymi przez pługi zwałami śniegu. Białe masy tworzyły dramatyczny kontrast z szarą Ustką, jak gdyby pochodziły z innego świata.

U skandynawskiego autora:
Stieg Larsson

W nocy napadało bardzo dużo śniegu, ale rano niebo się wypogodziło i wysiadającego z pociągu Mikaela uderzyło przejrzyste i lodowate powietrze. Od razu zrozumiał, że ma nieodpowiednie do pogody ubranie. Dirch Frode przywitał go z dobrodusznym uśmiechem na peronie i szybko poprowadził do nagrzanego mercedesa. W miasteczku trwało intensywne odśnieżanie. Frode manewrował ostrożnie między usypanymi przez pługi zwałami śniegu. Białe masy tworzyły dramatyczny kontrast z szarym Sztokholmem, jak gdyby pochodziły z innego świata.

Jak zwrócili uwagę czytelnicy "Newsweeka" w książce Smulińskiego Ustka jest przykryta śniegiem w dniu 3 grudnia 2006 roku. Tymczasem archiwalne prognozy pogody znalezione dzięki PAP wykluczają taką sytuację. Termometr wskazywał bowiem 5 stopni w plusie i nie było opadów śniegu.

Uderzająco podobne są też opisy wnętrza pewnego domu w Darłówku, w którym miał przebywać Komorowski i opis pewnego skandynawskiego domu, jaki dał Larsson w książce „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Smuliński pisze:
Wojciech Smulinski

Podążyłem wskazaną przez nadkomisarza drogą. Podeszliśmy do drzwi po kamiennych schodach. Gospodarz otworzył drzwi i znaleźliśmy się w obszernym pokoju w szczytowej części domu. Jedną ze ścian zajmował kilkumetrowy regał, od podłogi po sufit wypełniony książkami. Przeciwległą ścianę zdobiły półki z setkami pamiątek i rozmaitych akcesoriów ze wszystkich kontynentów. Okno szczytowe i stojąca obok kominka sofa oraz fotele stanowiły świetny punkt obserwacyjny z widokiem na położone w oddali miasteczko…

Natomiast u Szweda:
Stieg Larsson
„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, za "Newsweek"

Weszli do podłużnego, obszernego pokoju w szczytowej części domu. Jedną ze ścian zajmował dziesięciometrowy regał, od podłogi do sufitu wypełniony niesamowitą mieszanką beletrystyki, biografii, skoroszytów A4 oraz książek na temat handlu i przemysłu. Nie zostały ułożone według jakiegoś oczywistego klucza, ale wyglądały na używane i Mikael wywnioskował, że Henrik Vanger jest człowiekiem czytającym. Po przeciwnej stronie stało ogromne dębowe biurko; siedziało się przy nim z twarzą zwróconą do pokoju. Na ścianie w pedantycznie równych rzędach wisiały ramki z zasuszonymi roślinami. Okno szczytowe i stojące obok sofa i fotele stanowiły świetny punkt obserwacyjny z widokiem na most i kościół.

źródło: "Newsweek"

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Książki
Skomentuj