Grupa naTemat

Dlaczego sklepy internetowe zapłacą podatek obrotowy? "Niezłomni" z PiS ulegli lobbingowi wielkich marketów

Podatek handlowy miał objąć sklepy wielkopowierzchniowe, a dotknie wszystkie 354 tys. sklepów w Polsce. Również internetowe.
Podatek handlowy miał objąć sklepy wielkopowierzchniowe, a dotknie wszystkie 354 tys. sklepów w Polsce. Również internetowe. Fot. Piotr Bernao / Agencja Gazeta
Wystarczyło kilka tygodni chodzenia lobbystów wokół ustawy, a podatek dla handlu wielkopowierzchniowego zmienił się w podatek dla wszystkich sklepów: małych, dużych i internetowych.

Pamiętacie Andrzeja Dudę z kampanii prezydenckiej? Wszedł do sklepu i zagrzmiał:"Polska przedsiębiorczość powinna być chroniona i wspierana choćby przez to, że ciężary podatkowe będą ponoszone przez wielkie sieci hipermarketów, które dzisiaj w stosunku do swoich obrotów płacą grosze podatków".


Efektem kampanii prezydenckiej był projekt ustawy "o podatku od wielkopowierzchniowego handlu detalicznego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej". W założeniach miał być uciążliwy dla największych, w domyśle zagranicznych, sieci handlowych Biedronki, Lidla z Kauflandem, Tesco, francuskich Carrefoura i Auchan. Jakim więc cudem aktualna ustawa o podatku od handlu obejmuje dziś wszytskich detalicznych handlowców wraz ze sklepami internetowymi?

Grupy interesów
Wystarczyło kilka tygodni urabiania polityków przez lobby handlowe, a rzekomo "niezłomnym" politykom zmiękło to i owo. – Nie ma rozróżnienia w polskim prawie na sklep, a sklep internetowy – mówi dziś Henryk Kowalczyk, minister w rządzie Beaty Szydło, twórca programu gospodarczego PiS. Jak przekonuje "ponieważ, odstąpiono od określania stawki podatku od powierzchni sklepu na rzecz podatku obrotowego, wszystko się zmieniło". Kowalczyk dodaje, że najwyższa stawka podatkowa nie powinna być dużo większa niż 2 proc.

To zdecydowana zmiana frontu. Projekt podatku z 2012 roku, choć populistyczny, miał przykręcić śrubę wielkim zagranicznym korporacjom, a dać fory drobnym polskim handlowcom. Dla małych sklepów o powierzchni poniżej 250 m2 oraz mających nie więcej niż 700 tys. obrotu miesięcznie, stawka podatku wyniosłaby "zero". Ustawa nie obejmowała też handlu internetowego.

Kiedy jesienią PiS zaprezentowało bardziej konkretny i nowy projekt przepisów wzięli go pod lupę przedstawiciele organizacji zrzeszających wielki handel. Do gry weszła Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, reprezentująca Jeronimo Martins Polska (Biedronka), Lidl, Tesco, Auchan Carrefour i innych. Ustami dyrektora i ekspertów zaczęła przekonywać, że uzależnianie stawki podatkowej od wielkości sklepu oraz kryterium – polski czy zagraniczny właściciel – jest niezgodne z prawem.
Stanowisko POHiD

Powinien on być równy i powszechny, jednolity dla wszystkich podmiotów sprzedaży online i offline oraz prosty do wyegzekwowania. (…)Jako POHID deklarujemy pełną otwartość i gotowość przedstawiania niezbędnych informacji i analiz umożliwiających wypracowanie najlepszych rozwiązań.

Uaktywniła się też organizacja Forum Polskiego Handlu reprezentująca sklepy MarcPol, Mediaexpert, Piotr i Paweł, POLOmarket, PSB, Stokrotka.
Forum Polskiego Handlu

Dotychczasowe projekty nie obejmują szybko rosnącej sprzedaży internetowej, realizowanej także w naszym kraju przez międzynarodowe sieci handlowe. Podatek tak, ale obejmujący wszystkie podmioty prowadzące handel detaliczny, zarówno tradycyjny jak i internetowy, bez możliwości obchodzenia podatku.

Jak przehandlowano internet
8 stycznia doszło do spotkania ministra finansów Pawła Szałamachy i Henryka Kowalczyka z biznesem handlowym. Przedsiębiorcy po raz kolejny przekonywali, że markety zgodzą się na podatek o ile będzie on niski i jednocześnie obejmie wszystkie sklepy. W sprawie wysokości kwoty wolnej nie było zgody między organizacjami przedsiębiorców, proponowano by było to minimum 12 mln zł rocznego obrotu.

– W konsultacjach społecznych nad ustawą pierwsze skrzypce grały organizacje zrzeszające markety. One negocjowały i przekonały polityków, że należy zmniejszyć stawkę podatku. Jednocześnie, aby budżet nie stracił wpływów trzeba objąć podatkiem wszystkie sklepy także te małe oraz internetowe. Nas nawet nie zaproszono na spotkanie do KPRM – mówi Łukasz Kiczma z izby gospodarki elektronicznej e-Commerce Polska.

Według zapowiedzi ministra Szałamachy nowa wersja projektu ustawy o podatku handlowym miała być gotowa w ciągu 10 dni, czyli do 18 stycznia. Jeszcze nie znamy jej dokładnej treści. Jednak w pojawiajacych się przeciekach i wypowiedziach urzędników jej kształt jest zgodny z życzeniami wielkiego biznesu.

Opodatkowanie wszystkich brzmi lepiej i jest łatwiejsze do przeprowadzenia niż gimnastyka jaką pokazał Wiktor Orbán, który na Węgrzech próbował grillować podatkiem Tesco. I to jeszcze nieskutecznie, bo jego ustawy – wzór dla PiS – okazały się sprzeczne z prawem, zakwestionowała je Komisja Europejska. Orbán wycofał się z opłat nie pobierając nawet jednego forinta. Dlatego w Polsce zamiast ponad 100 mld przychodów z największych firm PiS postanowił objąć haraczem cały biznes handlowy czyli ponad 640 mld zł obrotów i 354 tys. sklepów. (dane GUS, cytat z przygotowanego uzasadnienia ustawy).

– Grabarze internetu – dosadnie skwitował ten ruch Krzysztof Bajołek, współzałożyciel i prezes Answear.com. Dwie trzecie z 20 tys. sklepów internetowych to firmy dopiero rozwijające się, które potrzebują kapitału by konkurować. Zdaniem Białka polskie sklepy mogą stać się całkiem dużymi eksporterami i promotorami polskich produktów za granicą albo odwrotnie. Jeśli polski e-commerce będzie słaby Polacy będą kupować w zagranicznych sklepach i wzbogacać budżety obcych państw.

PiS uderza w swoich
W branży internetowej ustawa zamiast wspierać polski handel jest prezentem dla zagranicznych firm. Odzieżowych: Zalando, Zara, handlujących elektroniką Redcoon, czy Amazon sprzedają dla polskich klientów za pośrednictwem zagranicznych spółek. Podatek nie będzie ich obejmował. Jednocześnie ich polscy konkurenci Answear, eObuwie, Komputronik, x-com, będą musieli ponieść koszty nowego podatku. Jeśli krakowski Answear i Zalando z Berlina oferują buty tej samej marki Ecco, w podobnych cenach to wynik rywalizacji jest łatwy do przewidzenia. Polacy podniosą ceny albo zapłacą sami tracąc kapitał na rozwój i konkurowanie.

Władze w krajach zachodnich zwykle wspierają handel internetowy jako biznes technologiczny i jako nowo tworzącą się formę działalności gospodarczej. Przykład z najwyższej półki to ulgowe traktowanie Amazona przez rząd USA. Postępują tak bo widzą w tym przyszłość, możliwość zajęcia pozycji na rynku międzynarodowym przez rodzime firmy, szansę na nowe miejsca pracy, eksport rodzimych produktów poza granicę.

Uciekać do Czech
Część przedsiębiorców internetowych planuje już ucieczkę do Czech. Tam, skąd działa największa internetowa perfumeria w Polsce – iPerfumy.pl. Nad Wisłą ma tylko punkty, gdzie klienci mogą osobiście odebrać zamówione produkty oraz adres do zwrotów. Założenie spółki jest tam tańsze, trwa krócej, jest niższy VAT.

Nie ma już wątpliwości, że nowy podatek zapłacą klienci, czyli my wszyscy. W uzasadnieniu do poprzedniej wersji ustawy sami jej twórcy piszą o tym, że jest ona tak skonstruowana iż ma "obciążać ostatecznego klienta". To cena spełniania obietnic m.in. "500 złotych na dziecko". Aby otrzeźwić wyborców – banki, sklepy, firmy ubezpieczeniowe powinny wpisywać na paragon nową rubrykę – podatek od obietnic PiS.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodatkiSklepy
Skomentuj