Grupa naTemat

Niepokorny Wrocław wybuczał Glińskiego? Nic bardziej mylnego - to "salonowa" niepokorność, ulica myśli inaczej

Niepokorny Wrocław wybuczał Glińskiego? Nic bardziej mylnego - to "salonowa" niepokorność, ulica myśli inaczej
Niepokorny Wrocław wybuczał Glińskiego? Nic bardziej mylnego - to "salonowa" niepokorność, ulica myśli inaczej Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
To się musiał wicepremier zdziwić – piszą dziś internauci po wybuczeniu "technicznego premiera". Wszystko przez to, że minister kultury Piotr Gliński wykorzystał imprezę kulturalną do uprawiania partyjnej propagandy. Ale to, że goście otwarcia buczeli i gwizdali na PiSowskiego ministra nie oznacza, że to samo zrobiliby przeciętni Wrocławianie.

– Mogło to być dobre, ciekawe przemówienie. Gdyby tylko minister nie wtrącił tego, co wtrącił – mówi mi przedstawiciel urzędu miejskiego we Wrocławiu, który nie odważył się powiedzieć tych słów pod nazwiskiem. Mimo, że krytyka PiS w tym mieście raczej nikogo nie dziwi.


Wystąpienie Piotra Glińskiemgo na otwarciu ESK nie podobało się także jego poprzednikowi, Bogdanowi Zdrojewskiemu. – Po prostu nie ta sala, nie ta publiczność i nie ta uroczystość – mówi naTemat.
Bogdan Zdrojewski
Były minister kultury i dziedzictwa narodowego

Wystąpienie premiera Glińskiego po pierwsze było za długie, po drugie nieco z boku, bez klarownego odniesienia do samej uroczystości, a po trzecie niepotrzebnie także miejscami polityczne. Nie sądzę jednakże, że został potraktowany niegrzecznie.

Lud nie dość ciemny
Prof. Gliński nie mógł się powstrzymać od wykorzystania takiej okazji do zapewnienia, że "Polska demokracja jest stabilna i odpowiedzialna". Dość naiwnym było jednak myślenie, że zgromadzeni na gali otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury pozwolą sobie na wciskanie politycznych przekazów dnia. To nie ciemny lud - przekazu nie kupił.
Marcin
Komentarz internauty

To może przypomnimy Panu premierowi, jak chciał zablokować premierę spektaklu we Wrocławiu a kilka dni później zaczął "sprawdzać" teatr w Krakowie? Czytaj więcej

Monika
Komentarz internautki

Może tym debilom z Wrocławia trzeba było Baumana na scenę wprowadzić, pewnie by klaskali. Czytaj więcej

Relacji z tego incydentu nie pokazano w "Wiadomościach", ale inne media - także te prawicowe - wspominają o nim. "Gazeta Wyborcza" pisze na przykład, że "Wrocław jest "niepokorny". Ale jeśli ktoś myśli, że wybuczenie słów prof. Glińskiego to oznaka otwartości i europejskości miasta, niech lepiej weźmie kilka głębokich oddechów. To nie do końca tak.

Wrocław nie jest szczególnie liberalnym, otwartym na świat miastem, mimo iż uchodził przez lata za bastion Platformy Obywatelskiej. Tak naprawdę wciąż boryka się z wieloma problemami, nie pasującymi do miana "liberalnego", postępowego miasta.
Socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Jacek Pluta, tłumaczy, że jedynie publiczność, która wybuczała ministra kultury. była "niepokorna", a nie wszyscy wrocławianie.

– Byli to ludzie zaproszeni nieprzypadkowo, zaangażowani w samo wydarzenie, jakim jest ESK. Uczestniczyła w nim nadreprezentacja osób, których można by określić mianem intelektualistów. Jak wiemy, mają oni bardzo krytyczne przekonanie o tym, co się dzieje w Polsce – mówi odpowiedzialny za projekt Diagnozy Społecznej w stolicy Dolnego Śląska.

Dr Jacek Pluta podkreśla, że PiS nigdy wcześniej nie wygrał wyborów we Wrocławiu, w związku z czym poglądy jego mieszkańców są nieco bardziej sceptyczne wobec tego, co robi partia rządząca. – Nie ma w tym nic dziwnego. Reakcje są spowodowane określonymi wydarzeniami, które nie są neutralne – mówi socjolog.

"Mała Ameryka"
Były prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski uważa zaś to miasto za szczególne, posiadające z jednej strony ponad tysiącletnią historię, w murach wielokulturowość, a z drugiej niezwykle młodą społeczność.
– Wrocławianie tworzą w Polsce taką naszą "małą Amerykę" - każdy skądś przybył i ma przodka gdzieś tam na Kresach. Integracja z miastem dokonała się de facto dopiero w czasie powodzi w 1997 roku. Po raz pierwszy walczono o swoje, a nie obce miasto. Z tych powodów wrocławianie są o wiele bardziej otwarci, wrażliwi i o wiele bardziej egalitarni, ale też tak "po lwowsku" - mniej cierpliwi – mówi bloger naTemat Bogdan Zdrojewski.

Wrocławskie multi - kulti
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że Wrocław jest stolicą otwartości. To właśnie tam stowarzyszenie Nomada organizuje bezpłatne szkolenia na asystenta uchodźców. Tak naprawdę jednak jest to wyjście naprzeciw problemom, które pojawią się wraz z przybyciem uchodźców. Pamiętajmy, że to właśnie o Wrocławiu mówi się bardzo często w kontekście nietolerancji wobec Romów. Również tu, podczas manifestacji przeciwko przyjmowaniu emigrantów, spalono m.in. kukłę symbolizującą Żyda.
Agnieszka Szczepaniak ze Stowarzyszenia Nomada, działającego na rzecz integracji społeczeństwa wielokulturowego przywołuje liczby, które są bardziej wymowne, niż słowa. – Na demonstracje w sprawie pomocy uchodźcom przychodzi 200 - 300 osób, a na antydemokratycznych i antyuchodźczych pochodach pojawia się 10 tys. osób – mówi działaczka.

Czy w takim układzie miasto można nazywać "furtką" Europy? Zdania są podzielone. Dorota Feliks, dyrektor Wrocławskiego Centrum Rozwoju Społecznego, przekonuje, że Wrocław jest miastem otwartym, które nieustannie swoją otwartość i tolerancyjność podtrzymuje i pielęgnuje. Potwierdzeniem tego są programy działające w mieście adresowane do różnych grup odbiorców.
Dorota Feliks
Dyrektor Wrocławskiego Centrum Rozwoju Społecznego

Ambasadorzy Dialogu to program kierowany do nauczycieli, którzy objęci są specjalnym cyklem szkoleń, które wyposażają ich w wiedzę – ta zaś jest przekazywana dalej: uczniom i wychowankom. Dla dzieci i młodzieży są także programy uczące otwartości i pokazujące jak niebezpieczne są wszelkie totalitaryzmy, rasizm i ksenofobia.

Zdaniem innych działaczy jednak, ta wielokulturowość i otwartość Wrocławia istnieją na poziomie polityki na zewnątrz i obrazu wykreowanego przez samorząd miasta. Codzienność jest chyba jednak trochę inna. W ostatnim czasie we Wrocławiu pojawia się coraz więcej rasistowskich i ksenofobicznych ataków. – Problem z nietolerancją w mieście i uprzedzeniami trwa od lat – mówi Agnieszka Szczepańska.
Agnieszka Szczepańska
Stowarzyszenie Nomada

Wielokulturowość Wrocławia istnieje na poziomie restauracji, imprez kulturalnych, festiwali, natomiast na poziomie życia codziennego nie wygląda to tak kolorowo.

Andrzej Stasiuk, ceniony pisarz, ma podobne spostrzeżenia. Mówił niedawno, że Wrocław słynął kiedyś z otwartości, ale dzisiaj po dawnej otwartości nie ma śladu. – W siedemdziesiątych latach, minionego rzecz jasna wieku, jeździłem do Wrocławia, bo tam była dość mocna i ciekawa załoga hipisowsko, powiedzmy, psychodeliczna. W latach osiemdziesiątych jeździłem, bo tam była niezła załoga ruchu Wolność i Pokój, anarchizująca. Na przełomie wieków Wrocław jawił się jako miasto otwarte, ciekawe, barwne. Ciekawsze na pewno od Krakowa. No, a teraz mamy zdaje się ogólnopolskie derby patriotyczne między Wrocławiem a Białymstokiem – powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Jedno jest pewne - z Wrocławiem trzeba się liczyć, o czym dotkliwie przekonał się minister kultury. Nie jest to miasto pozbawione problemów, ale z uwagi na swoją barwną historię, mentalność jego mieszkańców, odbiega nieco od innych polskich metropolii, choć głównie na poziomie szeroko rozumianych elit.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Piotr GlińskiWrocław
Skomentuj