Grupa naTemat

Koniec in vitro, początek Narodowego Programu Prokreacyjnego. Za kilkadziesiąt milionów

Edukacja, diagnostyka i terapia zamiast in vitro
Edukacja, diagnostyka i terapia zamiast in vitro Fot. Shutterstock
Ministerstwo zdrowia zastąpi refundację in vitro edukacją, profilaktyką i diagnostyką. To wszystko ma swoją nazwę: Narodowy Program Prokreacyjny. I częściowo wejdzie w życie już za dwa miesiące.

Nowa propozycja ministerstwa oznacza spore wydatki. Planowane są m.in. kampania edukacyjna oraz spoty reklamowe. Największe znaczenie ma jednak edukacja. – To powinna być wiedza, co zrobić, żeby nie mieć problemu z płodnością, w dużej mierze powinno to dotyczyć mężczyzn, którzy maja z tym problem – tłumaczy wiceminister, Jarosław Pinkas. – Chodzi o fatalny styl życia, ubierania się, choćby w obcisłą bieliznę, nieprzestrzeganie pewnych racjonalnych zasad dbania o siebie – dodaje.


Narodowy Program Prokreacyjny będzie dwuetapowy - pierwszy etap rozpocznie się wiosną, konkretnie w marcu, drugi zaś w czerwcu. Koszt? Kilkadziesiąt milionów złotych, które miały pokryć refundację procedury in vitro. Teraz zostaną wykorzystane do stworzenia klinik referencyjnych. Ich działalność obejmie, jak mówi Pinkas, diagnostykę i terapię. Zapowiada też otwarcie poradni andrologicznych.

Pytanie, co dalej z zapłodnieniem pozaustrojowym? Przecież wielu parom nie wystarczy rozmowa czy potwierdzenie problemu. Ale i na to jest, dość ogólnikowa, odpowiedź. – W ostatecznych przypadkach, a zdaję sobie sprawę, że takie będą, być może będziemy się pochylać nad tym problemem, ale mając precyzyjnie wyliczone środki, bo do tej pory te pieniądze były źle wydawane – uważa wiceminister.

Inaczej patrzą na to niektóre samorządy. Jak pisaliśmy, m.in. Częstochowa ma zamiar kontynuować finansowanie in vitro, ale na własnych warunkach. Będzie to robić do końca 2016 roku.

źródło: TOK FM

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZdrowieRządIn vitro
Skomentuj