Grupa naTemat

Gaz, pałki, rewolwery na gumowe kule. Tak Niemcy zbroją się w polskich sklepach militarnych

Niemcy wykupują w Polsce gaz pieprzowy i inne środki do samoobrony
Niemcy wykupują w Polsce gaz pieprzowy i inne środki do samoobrony Discovery Channel Polska / YT.Com
– Dziś wysyłam 100 paralizatorów do Niemiec. Gazy pieprzowe mam niemal wyprzedane. Mieliśmy w Sosnowcu ataki gwałciciela oraz nożownika były gorące mecze piłkarskie Zagłębia, ale takiego popytu jak teraz nie było – mówi naTemat Paweł Antas, właściciel sklepu internetowego Protarget w Sosnowcu. Jako jeden z nielicznych oferuje wysyłkę za granicę, w tym do Niemiec. Właśnie przygotowuje kolejne paczki dla zagranicznych klientów, także do Francji oraz Wielkiej Brytanii. Wszyscy zbroją się ze strachu przed imigrantami.

– Jeśli w normalny miesiąc sprzedawałem 100 puszek gazu pieprzowego, teraz mam zamówienia na 5 tys. sztuk. Jednocześnie dostawcy tych produktów mają już opróżnione magazyny – dodaje właściciel Protarget.pl

Motywacją do zakupów artykułów do samoobrony jest strach przed napaściami ze strony imigrantów. Właściciel Protarget relacjonuje historię jednego z klientów. – Pochodzi z małego miasteczka przy granicy z Polską. Podobnie jak w Kolonii policja miała tam tuszować przypadki molestowania kobiet, których dopuszczać się miały grupy uchodźców. Zamówił więc dla córki gaz pieprzowy oraz paralizator ukryty w latarce, a dla siebie rewolwer na gumowe kule do ochrony w domu. W innym wypadku po pokaźną pakę z pistoletami, gazem i pałkami teleskopowymi klient przyjechał bezpośrednio do Sosnowca. Mówił, że realizuje zamówienie w imieniu grupy znajomych – opowiada przedsiębiorca.

Niskie ceny, zero zezwoleń
– Z tego co się orientowałem w Niemczech na posiadanie pistoletu na gumowe kule czy paralizatora wymaga się jednak pewnego rodzaju zezwolenia. W Polsce to produkty dostępne powszechnie stąd lawina zamówień – opowiada. Z tego względu świetnie sprzedaje się dyskretny paralizator umieszczony w przedmiocie będącym pozornie zwykłą latarką. A dla seniora znajdzie paralizator umieszczony w lasce – niecałe 100 euro. Nie brakuje także klientów na amerykańskie paralizatory, które wystrzeliwują elektrody na 6 metrów i rażą napastnika ładunkiem elektrycznym. Promocyjna cena 1599 zł.

Oprócz formalności swoje robi cena. W Niemczech najtańszy pistolet hukowy kosztuje ponad 600 złotych. W Polsce cena porządnego wyrobu nie przekracza 400 zł. To na przykład poręczny rewolwer Zoraki, z krótką lufą, na 6 milimetrowy nabój. Skuteczny zasięg około 20 metrów. Gumowa kula powali z 5 metrów każdego napastnika trafionego w klatkę piersiową czy nogi. To ostateczność. Choć według sprzedawcy tak naprawdę odstrasza sam wygląd broni oraz głośny strzał ostrzegawczy.
W Niemczech kończy się towar
Co najczęściej sprzedaje się do Niemiec? Gaz pieprzowy. Niemcy są w zakupach bardzo praktyczni i często pytają o właściwości obalające. - Rekomenduję produkty niemieckie np. marki Umarex albo Walther, Ko Jet gdzie stężenie kapsaicyny dochodzi do 10 procent. Na to nie ma mocnych. Napastnik jest unieszkodliwiony nawet na 40 minut - dodaje

Paweł Antas potwierdza to, o czym informowały niemieckie media. Na Zachodzie brakuje już towaru. – Kontaktowałem się z przedstawicielami Umarex. Mają puste magazyny, nie nadążają z produkcją. Dlatego alternatywą dla niemieckich klientów są jeszcze polskie sklepy. Choć i tak brakuje już wielu produktów. Wtedy dzwonię do klienta i pytam czy weźmie coś innego. Dokładam 15 puszek i jest bardzo zadowolony - mówi właściciel sklepu.

Niebywały popyt na gaz pieprzowy (wzrost o 600 proc.) odnotowała firma DEF-TEC Defence Technology. – Zaczęło się w sierpniu. Od tamtego czasu nasi dystrybutorzy nie mają spokoju – powiedział na łamach dziennika "Die Welt" szef firmy, Kai Prase. W gaz pieprzowy zaopatruje się na przykład wiele osób uprawiających jogging. Tylko w jednym z landów Nadrenii Północnej-Westfalii pozwoleniem na środki samoobrony jak. np pistolet na gumowe kule dysponowało 2710 osób, obecnie już 4787, podaje serwis DeutscheWelle.com.

Po aferze z tuszowaniem serii napadów w Sylwestra Niemcy przestali ufać policji i wolą brać sprawy we własne ręce. Jednocześnie zwykłych Niemców denerwują pełne poprawności politycznej wypowiedzi, jak Rainera Wendta, szefa związku zawodowego niemieckiej policji (DPolG) mówiącego o „niepokojącym" wzroście ilości broni u osób prywatnych. W jego opinii informacje o przestępcach oraz gwałcicielach wśród uchodźców są najczęściej kłamliwe i tylko wywołują zamieszanie w internecie. Właśnie z tego powodu w witrynach wielu niemieckich klepów artykułami do obrony pojawiły się wywieszki "Nasz problem rozwiążmy sami" zachęcające do brania spraw w swoje ręce.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
NiemcySklepy
Skomentuj