Górniak, Doda, Jarzębina. Sukces musi zabić przyjaźń artystów z menadżerami?

fot. Maciej Świerczyński / Kuba Atys / Agencja Gazeta
Były menadżer Jarzębiny skarży się w mediach, że został przez panie wykorzystany.Twierdzi, że bez niego przebój "Koko Euro spoko" w ogóle by nie powstał. Zupełnie inaczej patrzą na to wokalistki, które mają do niego pretensje o to, że chciał sam o wszystkim decydować. Podobne konflikty to w showbiznesie norma. Menadżerowie wykorzystują gwiazdy, czy raczej one niewdzięcznie porzucają ojców sukcesu?

"To ja się zwróciłem do pań z Jarzębiny, to ja je namówiłem do wzięcia udziału w konkursie 'Hit biało-czerwonych', to ja wysłałem ich zgłoszenie. To ja wszystko wymyśliłem - cały ich występ, aranżację i ustawienia" - skarży się "Gazecie Wyborczej" Michał Malinowski, były współpracownik zespołu Jarzębina. Uważa się za ojca sukcesu piosenki i całej grupy, i ma pretensje, że panie porzuciły go, kiedy tylko okazało się, że ich przebój będzie oficjalną piosenką polskiej reprezentacji.


Artystki widzą to inaczej. Ich zdaniem menadżer chciał je wykorzystać i samodzielnie podejmować wszystkie decyzje dotyczące kariery grupy.

Przypadek piosenkarek z Koczudzy w Janowie Lubelskim to tylko jeden z wielu przykładów na to, że sukces zrywa nawet najściślejsze więzy i łamie nawet najbardziej wiarygodne słowa.

Jarzębina nie zaśpiewa "Koko" przed meczem otwarcia? Kłótnie o prawa autorskie

O pieniądze

O konfliktach z menadżerami wiele może powiedzieć na przykład Doda, która odprawiła z kwitkiem już kilkoro. Z Mają Sablewską rozstała się w atmosferze skandalu, kiedy menadżerka wzięła pod opiekę kolejną wokalistkę - Marinę Łuczenko. Do dziś media spekulują, czy panie pokłóciły się o pieniądze, o nielojalność wobec wokalistki, czy o piosenkę "Bad Girls", którą podobno Doda dostała w spadku po Marinie.

Maja Sablewska zarzuca Dodzie fatalny charakter i apodyktyczność, Dorota Rabczewska uważa z kolei, że jej była menadżerka wspięła się na szczyty kariery po jej plecach.

Dorota Rabczewska
piosenkarka

Moja menedżerka kłamie. Okłamała mnie, kiedy za moimi plecami zaczęła pracować z inną podopieczną. Okłamała wszystkich, że ona się zwolniła, co jest nieprawdą. Jaki honor ma ta dziewczyna? Kim ona jest? Tego się nie robi. Maja zejdź z moich pleców

CZYTAJ WIĘCEJ


Inny menadżer wokalistki, Jakub Majoch, pokłócił się z nią o pieniądze. Jego zdaniem Dorota Rabczewska nie zapłaciła mu za pracę, a jego firma w zamian zamroziła pieniądze za kontrakt na jej książkę. Majoch oskarżył Dodę także o pobicie. Od tego czasu nie jest już co prawda jej przedstawicielem, ale za to nie schodzi z pierwszych stron portali o celebrytach.

Doda królową gejów? Na Paradzie Równości w Warszawie wystąpi ze specjalną piosenką

O dziecko

Z menadżerką Mają Sablewską w atmosferze skandalu rozstała się także Edyta Górniak. Gwiazda przyznawała w wywiadach, że przyczyną rozstania jest różnica charakterów, tabloidy spekulowały jednak, że przyczyna leży gdzie indziej, a kontaktami Górniak ma zacząć zajmować się jej mąż - Dariusz Krupa. Informacja wkrótce okazała się prawdą, ale mimo to Górniak oskarżała Sablewską, że ta wypromowała się na niej, a następnie ją porzuciła.

Podobne zarzuty Górniak później miała także wobec Krupy. Początkowo ich konflikt kręcił się wokół choroby synka Allana, ale z czasem przerodził się też w spór na stopie zawodowej. Górniak najbardziej zirytowało, że nie mogła wystąpić jako główna gwiazda na festiwalu w Bydgoszczy, bo została wygryziona przez zespół Feel. Dla zespołu kontrakt wynegocjował właśnie Dariusz Krupa.

Konflikty z menadżerami doprowadziły do sytuacji, w której artystka sama postanowiła zadbać o swoją karierę.

Edyta Górniak
piosenkarka

Chciałam również podziękować mojej nowej menedżerce. Za to, że trzyma porządek w dokumentach, za to, że jest słowna i jest w dobrej formie. Nowej menedżerce, czyli... Edycie Górniak

CZYTAJ WIĘCEJ


Mazurek Dąbrowskiego kończy 85 lat. Nie zawsze napawał dumą

Umowa pomoże

Czy konflikt gwiazdy i menadżera jest nieunikniony? Łukasz Niezgoda, który zarządza karierą między innymi Barbary Bursztynowicz, Dominiki Ostałowskiej i Tomasza Stockingera, przyznaje, że on ze "swoimi" artystami kłopotów nigdy nie miał. Jego zdaniem kluczem do sukcesu współpracy piosenkarza czy aktora z menadżerem jest wzajemne zaufanie i sukces.

- Jeśli jest chemia, to współpraca będzie układać się wzorowo - mówi w rozmowie z naTemat. Przyznaje jednak, że sukces, który przychodzi zbyt szybko może te relacje nadwyrężyć. Dlatego, jego zdaniem, tak ważna jest umowa między artystą a menadżerem.

- Żyjemy w świecie, w którym umowa jest bardzo istotna. W swoich mam zawsze bardzo wiele szczegółowych zapisów, bo są one ważną rzeczą przy współpracy - tłumaczy. - Jeśli takie porozumienie określa dokładnie obowiązki obu stron, później jest się do czego odnieść.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MuzykaDoda
Skomentuj