Grupa naTemat

Ty też wynajmujesz mieszkanie pod burdel? Prostytutki: Właściciele nie mają pojęcia. Najlepsza przykrywka "na studentki"

Prostytutki nie pozostawiają wątpliwości, że większość wynajmujących mieszkania nigdy nie dowie się, co działo się w ich lokalu.
Prostytutki nie pozostawiają wątpliwości, że większość wynajmujących mieszkania nigdy nie dowie się, co działo się w ich lokalu. Photographee.eu
Niedawno spore emocje wzbudziła afera, w której wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki oskarżył jednego z posłów PO o to, iż w wynajmowanym przez niego mieszkaniu założono agencję towarzyską. Przybytek taki miał powstać bez wiedzy polityka opozycji, w co niewielu uwierzyło. Jak jednak tłumaczą w rozmowie z naTemat dziewczyny trudniące się prostytucją, w dzisiejszych czasach właściciele czy sąsiedzi żyją zwykle w błogiej nieświadomości tego, jaki biznes działa w ich bloku.

Agencje? Większość pracuje na wynajętym
– Wszystko przez spore zmiany w branży seksualnej, które sprawiają, że nie wygląda ona jak na obrazkach ze starych filmów – mówi mi Miłka, 38-latka mająca za sobą ponad 10 lat pracy w prostytucji. Zajęcie to rzuciła kilka lat temu i całkowicie zmieniła swoje zajęcie, ale nadal nieoficjalnie zajmuje się w Trójmieście wsparciem kobiet chcących porzucić seksualny fach i przy okazji amatorsko bada zjawiska wokół niego zachodzące.
Miłka
była prostytutka z ponad 10-letnim stażem

Każdy rodzaj seksu na sprzedaż zmienił się ze względu na internet. W przypadku prostytucji, przede wszystkim upowszechnił się dostęp do oferowania swoich wdzięków. Po drugie, internet w dużej mierze zabił alfonsów i utrudnił gangsterom kontrolowanie rynku. Ofert dziewczyn i chłopaków chcących dorobić ciałem jest taki zalew, że większości nie da się wyłapać i kontrolować. Na starych zasadach pozostało funkcjonować "oficjalnym agencjom" i tym grupom, które dostarczają prostytutki w klubach, czy na specjalne zamówienie.

Jak to jest "na studentkę"?Jak tłumaczy nasza rozmówczyni, pozostałe osoby prostytuujące się świadczą swoje usługi zwykle właśnie gdzieś za ścianą "przeciętnych Kowalskich". I nie chodzi tylko o wyjazdowe spotkania, ale raczej właśnie rozkręcanie biznesu we własnym lokalu. – Z tym, że słowo "własny" nie jest na miejscu. Nie kojarzę zbyt wiele dziewczyn, które pracowałyby w miejscu zamieszkania, czy zameldowania. Od wielu lat w największych miastach jest trend, by wynajmować mieszkania na pół roku, albo i mniej. Bo tyle wystarczy, by nie wzbudzać zbytniego zainteresowana sąsiadów i umożliwia łatwe odcięcie się od niechcianej klienteli – tłumaczy.

Miłka kontaktuje mnie też z 25-letnią Darią, która wciąż oferuje swoje usługi i prostytucyjną działalność prowadzi właśnie w wynajętych mieszkaniach. Gdy pytam o szczegóły takiej pracy, od razu potwierdza ona typowe obawy właścicieli mieszkań przed wynajmowaniem lokalu młodym ludziom. – Celuje się w oferty mieszkań dla studentów. Wynajmujący takie lokale sami proponują krótkie okresy. Od sesji do sesji, albo maksymalnie na rok. Jak chce się wyprowadzić, to się mówi, że na uczelni nie poszło i musimy wracać do domu – tłumaczy.

Daria dodaje, że w "studenckich mieszkaniach" dla prostytutek atrakcyjne jest jednak przede wszystkim to, iż wielkiego zdziwienia nie wzbudza tam ewentualny gwar, czy przewijająca się większa ilość osób.
Daria
prostytutka z Trójmiasta

Jak sąsiedzi coś doniosą, to robi się potulną minę i przeprasza, że była impreza. Poza tym, sporo osób z branży bierze takie mieszkania na spółkę z kilkoma innymi. W takich przypadkach oferty dla studentów są najlepsze, bo nikogo nie dziwi, że jest kilku lokatorów. Ja od roku jestem "zgadana na kwadrat" z dwiema innymi dziewczynami. Nie wzbudzamy żadnych podejrzeń, choć zdarzało się, że kilka razy pracowałyśmy wspólnie z grupą klientów i było co najmniej gwarnie. Ale wszyscy dokoła są zadowoleni. Właścicielka mieszka w drugiej klatce naszej kamienicy i co miesiąc rozpływa się, jak sumiennie płacimy czynsz. A "radiomaryjna" babcia sąsiadująca z nami na piętrze zaczęła przynosić ciasto i pierogi...

Prostytutki nie rozpoznasz
Obie nasze rozmówczynie stwierdzają, że nigdy nie przyszło im do głowy, by miejsca na pracę poszukiwać oficjalnie, czyli informując, iż w danym mieszkaniu zamierzają oferować usługi seksualne. – Przecież ludzie od razu dostaliby zawału. Skoro prostytutki, to oczami wyobraźni widzieliby mieszkanie zawalone stertą zużytych igieł po narkotykach, ściany zalane spermą i HIV w powietrzu – ironizuje Daria.

– Kiedyś zrobiłam taki eksperyment, w zasadzie dla czystej zabawy. Podzwoniłam po kilki ofertach mieszkań, by otwarcie popytać, czy ktoś chciałby wynająć swoje mieszkanie właśnie "pod jednoosobową działalność erotyczną". Zrobiłam sobie próbę ogólnopolską, po dwie-trzy oferty z Gdańska i Sopotu, Krakowa, Warszawy, Poznania, Łodzi i Wrocławia. Absolutna większość kulturalnie kończyła w kilka sekund. Reszta wręcz przeciwnie, dawała sobie nawet kilka minut na zbluzganie mnie. No i był jeszcze jeden łodzianin, który wręcz oszalał z radości i od razu zaproponował, że chętnie wynajmie mi za dodatkową opłatą w naturze – wspomina Miłka.

Zarówno ona, jak i Daria nie pozostawiają jednak wątpliwości, że jeśli osoby z branży seksualnej będą chciały wynająć twoje mieszkanie na prowadzenie tam swojego biznesu, to prawdopodobnie dowiesz się o tym tylko, jeśli posuniesz się do inwigilowania swoich najemców. Większość tak pracujących kobiet i mężczyzn jest bowiem z natury bardzo ostrożna i "wpadają" tylko ci najmniej roztropni. Być może więc tylko ściany twojego mieszkania pozostaną milczącymi świadkami tego, co się w nich działo.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ProstytucjaMieszkania
Skomentuj