Grupa naTemat

Kolejne dziury w projekcie 500 zł na dziecko, których PiS nie chce zauważyć

PiS nie chce zauważyć wielkich dziur w swoim projekcie 500 zł na dziecko.
PiS nie chce zauważyć wielkich dziur w swoim projekcie 500 zł na dziecko. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
500 złotych na każde dziecko jest sztandarowym projektem Andrzeja Dudy i PiS z obu kampanii. Podczas debaty wyborczej Beata Szydło zaprezentowała nawet teczkę, w której miały się znajdować ten i inne projekty idącego po władzę PiS-u. Jednak teraz, gdy w ekspresowym tempie PiS przepycha projekt 500 złotych, okazuje się, że zawiera on poważne luki, przez które wiele rodzin może nie otrzymać świadczenia. Tymczasem głosowanie prawdopodobnie już za kilkadziesiąt godzin.

To nie pierwszy i pewnie nie ostatni problem PiS-u z jego flagowym projektem. Obietnica wyborcza, która zdaniem wielu zapewniła – a w opinii krytyków kupiła – PiS-owi zwycięstwo wyborcze, jest teraz kwestią, z której partia rządząca musi się gęsto tłumaczyć. Powód?

Gorąca debata wokół projektu 500+
Świadczenie 500 złotych wbrew kampanijnym zapowiedziom PiS-u nie obejmie wszystkich dzieci, lecz drugie i kolejne.
Beata Szydło
20 czerwca 2015 r.

A więc mówię, że to, co jest najważniejsze i co zrobimy bez zbędnej zwłoki, natychmiast, to obniżenie wieku emerytalnego, to podniesienie kwoty wolnej od podatku i wreszcie to program dofinansowania dla rodzin - 500 złotych na każde dziecko. Czytaj więcej

O świadczeniu mogą zapomnieć między innymi samodzielne matki jedynaków, które choćby minimalnie przekraczają próg dochodowy oraz rodziny patchworkowe, w których dwoje dzieci - jedno z poprzedniego związku i jedno wspólne - jest liczonych jako jedno (1 +1 = 1). Zdaniem części krytyków, 500 zł powinno przysługiwać na każde dziecko, gdyż inne rozwiązanie to dzielenie dzieci na lepsze i gorsze.

Przyczyną zmasowanej krytyki projektu była też wypowiedź rzeczniczki klubu PiS, Beaty Mazurek, która doradziła samodzielnym matkom jedynaków, by "ustabilizowały swoją sytuację rodzinną", czyli znalazły mężczyznę i urodziły kolejne dzieci po to, by "załapać się" na 500 zł.
Luka "komornicza"
To jednak nie koniec problemów Prawa i Sprawiedliwości. Okazuje się, że mimo iż 500 zł na dziecko ma być teoretycznie wyłączone z egzekucji komorniczej, to w praktyce komornik i tak może je zająć. Oznacza to, że świadczenie 500 złotych zamiast na dziecko może de facto pójść np. na spłatę zadłużenia rodzica lub opiekuna w banku.

O sprawie napisał dzisiejszy "Super Express".
Fragment artykułu w "Super Expressie"

- 500 złotych na dziecko nie podlega żadnej ochronie, jeżeli zostanie przelane na konto. Jeżeli komornik poczeka, aż środki znajdą się na koncie, to po prostu je zajmie - mówi nam mecenas Tomasz Parol, który w tej sprawie złożył w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej propozycję poprawki.

Podobnego zdania jest również mławski komornik Jerzy Berdyga. - Przykłady nieuprawnionych zajęć można mnożyć, jeżeli nie będzie zmian w ustawie, stanie się tak też z dopłatą 500 zł. Komornik, zajmując konto, nie ma zielonego pojęcia, co się na nim znajduje i z jakiego tytułu pieniądze pochodzą, czy są chronione, czy nie - tłumaczy Berdyga.
Czytaj więcej

Tymczasem, jak relacjonuje SE, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej mówi, że nic nie wie o tej luce w projekcie.

A powinno, bo przecież analogiczna luka w przepisach od lat jest zmorą matek (ojców), których dzieci mają zasądzone alimenty. Komornik sądowy Robert Damski tłumaczy: gdy matka (ojciec) otrzymująca alimenty na dziecko jest dłużniczką i na jej konto wchodzi komornik, to egzekucji podlegają także alimenty. Dzieje się tak mimo, iż prawo wyłącza je z egzekucji komorniczej. Dlaczego? Brakuje prostego zabezpieczenia - przepisu, by bank był zobowiązany do "zamrażania" na koncie alimentów, tak by komornik nie miał do nich dostępu. Komornicy apelują o to od lat.

– Zajmowanie przez komorników alimentów jest niestety powszechne, a sam problem pojawił się już w latach 90-tych. Dlaczego komornicy zabierają dzieciom alimenty? – Komornicy nie są pozbawieni serca, ale po prostu nie wiedzą, że część pieniędzy na koncie matki (ojca) to alimenty i nie mają możliwości, by to sprawdzić. To tzw. zasada wspólnego kotła, pieniądze na koncie tracą swoją tożsamość. Oczywiście bardziej zorientowane matki mogą potem odkręcać sytuację, ale to nie jest takie łatwe - mnóstwo kobiet nawet nie wie, że mogłaby to zrobić, a jeśli wie, to nie ma na to środków. A wystarczyłoby proste rozwiązanie "zamrożenia" alimentów na koncie przez bank przed egzekucją komorniczą - mówi Damski. – Analogiczne rozwiązanie powinno być wprowadzone w projekcie 500 złotych na dziecko, inaczej znowu wpadniemy w tę pułapkę - konkluduje.

Na tym jednak nie koniec. Jest jeszcze druga, zła możliwość. - Istnieje poważne ryzyko, że komornik egzekwujący od ojca (matki) dług alimentacyjny zajmie na jego koncie pieniądze wypłacone w ramach 500 złotych na dziecko - ostrzega Damski.

Projekt 500 zł ma być przegłosowany przez Sejm już w piątek, a niektórzy posłowie przypuszczają, że nawet w czwartek. Czy PiS potwierdza słowa komorników, że luka istnieje, a jeśli tak, to czy zdąży zgłosić poprawkę przed głosowaniem?

Sztandar pełen dziur?
Niestety zarówno Rafał Bochenek, rzecznik rządu, jak i Beata Mazurek, rzeczniczka klubu PiS, będąca jednocześnie sprawozdawczynią komisji zajmującej się projektem, są nieuchwytni. Dział prasowy Ministerstwa Rodziny poprosił o przesłanie pytań pocztą elektroniczną, ale mimo zapowiedzi, że odpowie w ciągu godziny, milczy aż do momentu publikacji tekstu. (Już po publikacji tekstu poinformowano nas, że odpowiedzi w tej sprawie będą przygotowane w czwartek).

Znacznie łatwiejszy jest za to kontakt z posłankami opozycji. Joanna Augustynowska, posłanka .Nowoczesnej, mówi, że luka "komornicza" to tylko wierzchołek góry lodowej. Wtóruje jej Małgorzata Okła-Drewnowicz, posłanka Platformy Obywatelskiej. – Ten sztandarowy projekt PiS-u to sztandar, który ma dużo dziur – komentuje.

Posłanka Augustynowska mówi, że projekt PiS jest niesprawiedliwy, nieścisły i nieszczelny. Jej zdaniem nawet rząd zdaje sobie z tego sprawę, bo teraz na kolanie wprowadza kolejne poprawki. – Czas ucieka, a głosowanie może się odbyć nawet w czwartek – mówi Augustynowska.

Poproszona o przykład luki w projekcie 500 złotych przytacza dyskusję, która rozgorzała na wtorkowym posiedzeniu komisji. – Zwróciliśmy PiS-owi uwagę, że tym fatalnie napisanym projektem wyklucza z otrzymywania świadczenia pewną kategorię dzieci z rodzin zastępczych. Nawet minister Marczuk przyznał, że to problem, który trzeba rozwiązać poprawką. A to przecież tylko jedna z wielu luk, które wskazała PiS-owi opozycja – mówi posłanka .Nowoczesnej.

Wizja "strasznego bałaganu"
– Niestety rząd i politycy PiS pozostają głusi na większość wskazywanych przez nas luk, procedują projekt byle szybciej. A za ich niechlujność zapłaci społeczeństwo. Już widzę tysiące spraw, które rodzice będą prowadzić przed sądami administracyjnymi o 500 złotych, których odmówi im urzędnik. Powiedzieć, że po wprowadzeniu projektu w takim kształcie zapanuje straszny bałagan, to powiedzieć zdecydowanie za mało - podsumowuje Augustynowska.
Posłanka Okła-Drewnowicz potwierdza słowa sejmowej koleżanki. Mówi, że jako jedyna posłanka Platformy uczestniczyła w konsultacjach społecznych zorganizowanych przez rząd PiS w Kielcach. – Urzędnicy samorządowi zgłosili wtedy wiele uwag, wskazali dziury w projekcie PiS-u – mówi.

– Wskazywanie luk w projekcie to nie jest sztuka dla sztuki, bo nieudolnie napisana ustawa spowoduje, że rodzice będą się musieli walczyć o świadczenia z urzędnikami, którzy nie będą mieli pewności, jak interpretować przepisy. Sądy administracyjne będą zawalone sprawami o 500 złotych – ostrzega.

– Ale PiS jest głuchy na głos rozsądku. Zresztą nie mówię tylko o komisji sejmowej, ale nawet o konsultacjach społecznych. Czy wie pani, że nie ma żadnego protokołu z konsultacji z samorządowcami w Kielcach? Żadnego zapisu tych wszystkich cennych uwag, które padły z ust samorządowców? To po co w takim razie organizować konsultacje społeczne? – pyta.

Walec ma jechać dalej
Zapytana o wskazanie konkretnych luk w projekcie PiS, posłanka Okła-Drewnowicz wskazuje dyskryminację rodzin wielodzietnych. – Mamy rodzinę z piątką dzieci. Czworo starszych kontynuuje naukę po osiągnięciu pełnoletności, a najmłodsze nie ukończyło 18 lat. W takim przypadku rodzina z piątką dzieci nie dostanie nawet 500 złotych, bo według chorej definicji PiS-u mają tylko jedno, a więc "pierwsze" dziecko! – posłanka nie ukrywa wzburzenia. – Wie pani, co mi na to powiedział wczoraj minister Marczuk? Że w takim razie te starsze, uczące się dzieci, mogą iść do pracy!

Jak przedstawiciele rządu i partii przyjmują uwagi opozycji? – Nie ma żadnego znaczenia co mówimy, skoro nie należymy do PiS. Walec ma jechać dalej, a to że w końcu przejedzie się po rodzicach i urzędnikach, to już PiS-u nie interesuje – mówi posłanka Okła-Drewnowicz. – Politycy PiS mówią, że są od pracowania, a nie politykowania – dodaje posłanka Augustynowska.

– Utrzymują, że im, PiS-owi, zazdrościmy, że to oni zgłosili ten projekt – mówi Okła-Drewnowicz.

– Tymczasem zabezpieczony finansowo jest tylko rok wypłacania świadczenia: od października 2016 do września 2017 roku – wskazuje Augustynowska. – A co potem? Co zrobi społeczeństwo jeśli okaże się, że w budżecie nie ma pieniędzy na wypłacanie 500 złotych na dziecko w następnych latach? – pyta retorycznie.

Zobacz też: 500 zł na dziecko - udzielamy odpowiedzi na 20 najczęściej zadawanych pytań dotyczących programu.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaPrawo i Sprawiedliwość
Skomentuj