Grupa naTemat

"Bunt przeciw Schetynie kwestią czasu". Dostał władzę, ale za chwilę zostanie tylko ze skompromitowanym szyldem PO

Grzegorz Schetyna to wytrawny polityk, ale w walce o wielką władzę ma pecha, który wcale nie przestał go prześladować...
Grzegorz Schetyna to wytrawny polityk, ale w walce o wielką władzę ma pecha, który wcale nie przestał go prześladować... Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Jak się tu pojawi znowu, to sam mu zorganizuję Trybunał Stanu" – tak według jednego z tabloidów miał powiedzieć Grzegorz Schetyna o Donaldzie Tusku, gdy triumfował po przejęciu władzy w Platformie Obywatelskiej. W rozmowie z naTemat działacze PO nie pozostawiają jednak wątpliwości, że prawdziwe problemy dopiero przed samym Schetyną. I nie chodzi o walkę z PiS, a buntem szykującym się w jego własnej partii.

Koniec tego dobrego
Powierzchowność nowego przewodniczącego Platformy Obywatelskiej ma jedną specyficzną dla niego cechą. Grzegorz Schetyna ma olbrzymi problem z tym, by ukryć zadowolenie. Szczególnie ten charakterystyczny uśmieszek, który w ostatnich latach towarzyszył prawie każdej kolejnej klęsce PO. Nie inna mina pojawiła się na twarzy Schetyny po przegranej w wyborach parlamentarnych z 25 października 2015 roku. Bo wiedział, że wtedy zaczęła się era jego przywództwa w Platformie. Coś, na co ciężko pracował i czekał 15 lat.


W jeszcze lepszy humor Grzegorza Schetynę musiały wprawić kolejne miesiące, w których okazało się, że walka o pozycję lidera największej partii opozycyjnej w Sejmie będzie łatwiejsza niż się wydawało. Donald Tusk niespecjalnie mocno zaangażował się w kadrowe przetasowania i tylko pro forma wsparł skazanego na porażkę z powodu braku partyjnego zaplecza i charyzmy Tomasza Siemoniaka. Ostatecznie, tuż przed wyborami nowego przewodniczącego PO polityk z Dolnego Śląska został jedynym kandydatem.

I właśnie wtedy mina powinna mu wreszcie zrzednąć, bo wszystko poszło zbyt gładko. I efekt jest taki, że niezbyt łatwo Grzegorzowi Schetynie prowadzić dziś partyjne czystki, którymi odgrażał się w platformianych kuluarach od lat.

Ta władza przyszła zbyt łatwo
Przede wszystkim to efekt trudnego położenia partii, której lider nie może pozwolić sobie na zbyt mocne tarcia, by nie przyspieszyć u swoich posłów decyzji o transferze do .Nowoczesnej, ludowców, a tym bardziej do Prawa i Sprawiedliwości. Jednak inny problem Schetyny to fakt, iż lojalność wobec niego oficjalnie zadeklarowali właściwie wszyscy. Trudno więc pacyfikować spacyfikowanych i walczyć z tymi, którzy sami deklarują się jako przegrani.

Być może zdezorientowanie tą sytuacją i świadomość, że jest to jedynie zasłona dymna są powodami tego, iż Grzegorz Schetyna po przejęciu władzy w PO zachowuje się bardziej nerwowo i chaotycznie niż kiedy zajmował się walką o fotel przewodniczącego. Bo naprawdę jest zbyt wytrawnym politykiem, by nie zdawać sobie sprawy, że dobra passa w partii to zwiastun kłopotów...

To w rozmowie z naTemat przyznają działacze Platformy. – W Sejmie jest młyn zgotowany przez PiS, a poza tym wszyscy się wciąż "macają", liczą szable, kombinują. Ale my, tu w regionach powoli nie mamy na co czekać. Kto jest pewien, że zostaje w Platformie i aktywnej polityce, ten musi działać. A pierwsze zadanie to na serio odnowić przywództwo – słyszę od wpływowego działacza z pomorskich struktur.

Tusk wciąż rozgrywa
To region, w którym bunt przeciw Schetynie prawdopodobnie wybuchnie najszybciej i będzie najbardziej zdecydowany. Nowy szef PO nigdy nie miał tam zbyt wiele do powiedzenia, a do tego wciąż to miejsce, nad którym mniej lub bardziej oficjalnie czuwają przyjaciele Donalda Tuska. Dzięki którym to właśnie na Pomorzu najtrudniej będzie uprawiać polityczny prozelityzm ludziom Ryszarda Petru, nie będzie obaw o lojalność i wpływy w samorządzie, oraz – co dla każdej partii niebagatelne – przychylność ludzi z dużymi pieniędzmi.

Kluczowy jest też fakt, że to struktury kierowane przez przewodniczącego klubu parlamentarnego PO Sławomira Neumanna. Ten 47-letni starogardzianin to w polityce trochę człowiek-zagadka. Długo był wpływowy co najwyżej w partyjnej III lidze. Przez ostatnie lata jego głównym politycznym zadaniem było pilnowanie Bartosza Arłukowicza w Ministerstwie Zdrowia, gdzie od 2012 roku był sekretarzem stanu.

Wtedy był brany za jednego z zaufanych ludzi Donalda Tuska, ale kiedy rok temu jego kariera partyjna nabrała tempa i został szefem pomorskiej Platformy, zaczęto spekulować o tym, iż raczej osłabi wpływy przewodniczącego Rady Europejskiej w jego rodzimym regionie. Tuż po wyborach to on ostatecznie upokorzył też Ewę Kopacz namaszczoną przecież niegdyś przez Tuska, która przegrała z nim walkę o szefostwo w klubie parlamentarnym. Szybko pojawiły się jednak informacje, że Neumann zielone światło na takie rozwiązanie problemu PO z Kopacz dostał właśnie z Brukseli.

I przy okazji pokazał, że ma nie tylko wpływy, ale ujawnił też charyzmę i... przeszedł sporą metamorfozę stylistyczną. Co przecież jest nie bez znaczenia we współczesnym marketingu politycznym. – Zaczął się lepiej ubierać, zyskał tym pewność siebie. Schetyna wygląda teraz przy nim jak ubogi krewny. A ludzie oceniają przede wszystkim po wyglądzie. Niektórzy żartują, że Tusk wysłał go do swojej córki, by go wystylizowała na nowego lidera - słyszę od mojego rozmówcy z gdańskiej PO.

Niech sobie bierze tę Platformę...
Szef klubu parlamentarnego zdaje się mieć też lepszy posłuch od przewodniczącego Platformy w stolicy. – Mamy wciąż permanentny "bezplan", ale wydaje mi się, że jest coś na rzeczy w tym, że czas pożegnać się zarazem ze Grzegorzem Schetyną i starym szyldem. PO nie kojarzy się dobrze, bo zniszczyliśmy sobie markę własnymi wpadkami i oddaniem pola PiS, który przez te osiem lat zrobiło z naszej nazwy synonim wszelkiego zła. To było piękne 15 lat i fajnie byłoby budować partię trwałą na lata, jak Republikanie i Demokracji w USA, ale ważniejsza od marzeń jest realpolitik – mówi poseł Platformy z południa Polski.

Plan, o którym wspomina, miałby zakładać "załatwienie Schetyny" w ten sposób, iż pozostałby on z logo Platformy, grupką posłów i najbardziej oddanych mu działaczy, oraz wszelkimi kłopotami, które do partii przylgnęły. Pozostali, z błogosławieństwem Donalda Tuska i prawdopodobnie pod okiem Sławomira Neumanna mieliby podjąć próbę zbudowania zupełnie nowego projektu. – Petru wielu ludzi coraz bardziej wkurza, a nas ogranicza przede wszystkim skompromitowany szyld. Poza tym prosty transfer z PO do .Nowoczesnej u większości odpada, bo Petru pomiatałby nami tak, jak Schetyna. Na co to komu? – pyta retorycznie polityk.

A nawet jeśli ten plan nie wejdzie w życie i pod przywództwem Grzegorza Schetyny uda się pokonać konkurencję z .Nowoczesnej i podjąć rękawicę do walki z PiS, to te sukcesy wewnętrznych problemów też nie powinny rozwiązać. – W takim układzie zacznie mu odbijać sodówka, zacznie swoje gierki i zemsty. Wszyscy to dobrze wiedzą. Schetyna powinien pamiętać, co mawiał Tusk. Że prawdziwej władzy się nie dostaje, tylko trzeba ją wywalczyć, bo inaczej źle się kończy. Sprawdziło się choćby na Kopacz. A on myśli, że wywalczył funkcję przewodniczącego? Wolne żarty, z kim tę walkę wygrał...? – mówią w Gdańsku.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Platforma ObywatelskaGrzegorz Schetyna
Skomentuj