Grupa naTemat

Miejscy krzykacze, dajcie spokój. Przestańmy bić pianę o pseudo-kultowe miejsca

Miejscy krzykacze, dajcie spokój. Przestańmy siać ferment o pseudo-kultowe miejsca
Miejscy krzykacze, dajcie spokój. Przestańmy siać ferment o pseudo-kultowe miejsca Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
W dobrym tonie jest stanąć w czyjejś obronie. Jesteśmy wtedy tacy aktywni, zaangażowani, coś nas interesuje i przejmuje. Nie jesteśmy jakąś tam masą, czy też ludem, który wszystko kupi. Ale zamiast spożytkować swoją energię angażując się w ulepszanie świata, spalamy się na jałowej obronie pseudo-kultowych pomników. "Obrona" takich budynków jak "Emilka" to już nawet nie moda na PRL, tylko zwykłe oderwanie od rzeczywistości.

Co jakiś czas w sieci wybucha nowa wojna o kultowe miejsce. Jedną z najgłośniejszych w ostatnich latach była ta, o kino Femina w Warszawie. Pikanterii wydarzeniu dodawał fakt, że na jego miejscu ma stanąć Biedronka. Ciekaw jestem, ile osób spośród lamentujących na Facebooku w obronie Feminy choć raz obejrzało tam film. Ja bywałem tam kiedyś często, ale w dzieciństwie. Dziś wybór kin jest o wiele większy – nie płaczę za Feminą.


Płakać nie będą także mieszkańcy Grochowa, gdy już skończy się żałoba po Universamie. Najgłośniej zresztą jęczą ci, którzy nie mieszkają w tamtej okolicy i nie wiedzą, jak bardzo potrzeba jest tam rewitalizacja. Naprawdę - to nie Hala Mirowska. Łzy mają prawo się pojawić, ale za kilka miesięcy i to ze wzruszenia, gdy ten rejon Warszawy zostanie wreszcie ucywilizowany.
Rutek
Komentarz internauty

Jestem mieszkańcem Grochowa i jestem za zburzeniem tej rudery która tylko straszy. A na tyłach kręci się tyle lumpów że szkoda gadać. Najwyższy czas coś z tym zrobić. Miasto musi się rozwijać i zmieniać na lepsze, a nie stać w miejscu i niszczeć. A menelstwo wywieźć w cholerę. Czytaj więcej

Centra miast idą w górę – kropka.
Najnowsza batalia aktywistów dotyczy dawnego Domu Meblowego Emilia. Powstał oczywiście specjalny profil na Facebooku – "Nie chcemy stracić Emilki!" – NIE dla planów zburzenia pawilonu Emilia. Tyle, że nikt nie traci Emilki, bo powojenny pawilon nie należał do uczestników akcji. – My, jako Polacy uwielbiamy dysponować czyjąś własnością – mówi naTemat Marek Kuryłowicz prezes Zarządu, Kuryłowicz & Associates.
Obrońcy Emilki mają jednak swoje zdanie i apelują: "Kto z osób będących za zburzeniem Emilii jest historykiem architektury? Nie znacie wartości tego budynku. Proszę o powagę. Wypowiadacie się publicznie. Poczytajcie książki o architekturze XX wieku. Burząc Emilię Warszawa straci bardzo cenny obiekt! " – czytamy pod jednym z artykułów o próbie wpisania budynku do rejestru zabytków. A co na to eksperci?

Syn Stefana Kuryłowicza, słynnego architekta który "zmienił krajobraz Warszawy" zauważa, że lubimy traktować budynki prywatne, jako własność publiczną. A ten budynek nie jest dobrem publicznym.
Marek Kuryłowicz
Prezes zarządu Kuryłowicz & Associates

"Emilka" znajduje się w centrum miasta. Jest to niziutki budynek wpasowany między dwie wysokie wieże i patrząc na plany zabudowy, byłby niedługo tymi wieżami otoczony. Centra miast zaczynają piąć się w górę. W Warszawie taką decyzję podjęto i ścisłe centrum jest miejscem, w którym można takie budynki budować. To, co robi inwestor jest zgodne z zamierzeniem i długofalową strategia rozwoju miasta.

Podobnie jak Marek Kuryłowicz, rozumiem sentymenty. Może się on podobać jako budynek (choć akurat Emilki nie uważam za szczególnie ładną, ale nie jestem ekspertem) a funkcja, którą obecnie pełni – czyli Muzeum Sztuki Współczesnej miała być od początku tymczasowa. Również właściciele "Syreniego Śpiewu" od początku zdawali sobie sprawę, w jakiej kondycji jest budynek.

Drodzy Goście, Fani i Wielbiciele. Pragniemy zabrać jasne stanowisko w sprawie budynku Syreniego Śpiewu. Gdy wynajmowali...

Posted by Syreni Śpiew on Thursday, 11 February 2016
Warto dodać, że konserwator uznał iż Pawilon Meblowy Emilia nie ma wartości historycznej. Co innego, gdyby Warszawa nie została prawie w całości zburzona, a Emilka była budzącym zachwyt przechodniów pałacykiem. Tymczasem to jeden z tych budynków, o których w zależności od przyjętej tezy mówi się "modernistyczny", lub "komunistyczny".

– To trochę tak, jakby ktoś, kto ma w domu telewizor z lat 70 uznał go za symbol designu, zostawił w pokoju i na nadstawce zamontował nowy – komentują internauci. Budynek pochodzi z innej epoki, a jego wartość użytkowa - w porównaniu do tego, co można wybudować zamiast niego - spadła niemal do zera.

Symbole epoki? Wolne żarty
Obrońcy "kultowych budynków" piszą często, że nie można niszczyć symboli minionej epoki. Warto jednak przypomnieć sobie, dlaczego owa epoka minęła. Jej istnienie było oparte na idei, równie odległej od realiów, co niski budynek o dużej i atrakcyjnej powierzchni w centrum miasta.

O tym jak cenne są to działki, niech świadczy fakt zburzenia powstałego na początku lat 90-tych hotelu Mercure. Zastąpiono go nowoczesnym, 160-metrowym wieżowcem Q22. Trudno oczekiwać, że budynki "na miarę" Emilki unikną podobnego losu. Świat idzie do przodu, a konkretnie – w górę. Budynek na poniższym zdjęciu, to już historia.
W czasie, gdy obrońcy "kultowej architektury" walczą o Emilkę, do pracy rozbiórkowej, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej przygotowują się robotnicy. Takie budynki, jak ten 83 metrowy "wieżowiec" przy rondzie ONZ jest już za niski. Zastąpi go nowy, 188-metrowiec. Rozbiórka zacznie się jeszcze w tym roku. Gdzie są jego obrońcy? Przecież to perełka lat 90-tych!
Zaledwie pięć minut piechotą od Emilki, tuż obok słynnej Rotundy znajduje się szpetny biurowiec Universal. Już w dzieciństwie słyszałem, że "ma zostać rozebrany". Jak się okazuje – doczekał się. Jego rozbiórka ma się zacząć już za kilka tygodni.
Wojciech Wagner, Naczelnik Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej m.st. Warszawy nie jest zwolennikiem wyburzania mniejszych budynków, na rzecz wieżowców. Jak mówi, to amerykański sposób myślenia, który polega na zasadzie "jak inwestorowi pasuje, niech buduje". Jego zdaniem, miasto powinno być "komponowane". Same wieżowce w centrum stanowią zaś problem. - Po wyjściu z pracy ludzie jadą do domów, a miasto się wyludnia. To wyciąga życie miejskie - mówi. Ale czy Warszawie naprawdę grozi to zjawisko? Raczej mało prawdopodobne, aby w stolicy polski powstał drugi Manhattan.

Wszyscy jesteśmy dumni, gdy widzimy jak miasto pnie się do góry. Warszawa zaczyna wreszcie wyglądać tak jak inne, światowe stolice, a obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski nie mogą się nadziwić, że nasz kraj nie wygląda jak skansen PRL-u. Dlatego zastanówmy się, czy to czego bronimy nie jest tak naprawdę hamulcem rozwoju - również architektonicznego naszego kraju. Warto stawać w obronie pomników przeszłości, ale trzeba też patrzeć do przedu.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj