Grupa naTemat

Polak na lekach z supermarketu. Wkrótce może się to skończyć. Czy po APAP będziemy chodzić tylko do apteki?

Nadchodzą zmiany w handlu lekami.
Nadchodzą zmiany w handlu lekami. Fot. Nadesłane
Przeciętny Polak zna się na lekach. Przynajmniej tak mu się wydaje. Nic dziwnego. W sklepach, na stacjach paliwowych i kioskach ruchu wyrosło potężne zaplecze z medykamentami dostępnymi dla każdego i w każdej dawce. A skoro lek nie jest na receptę i można go wrzucić obok masła i chleba do koszyka, to czemu tego nie robić?

Apteki górą
Aptekarze już dawno wypowiedzieli wojnę takiemu rozumowaniu. Farmaceuci łapią się za głowę na widok nieodpowiedzialnej polityki sprzedażowej preparatów leczniczych w sklepach ogólnodostępnych. I najchętniej widzieliby leki bez recepty tylko w aptekach, sklepach zielarsko-medycznych i w punktach specjalistycznego zaopatrzenia medycznego.

Teraz aptekarze i ich postulaty mogą znaleźć sprzymierzeńców w Ministerstwie Zdrowia, które już zapowiedziało, że zrobi porządek z listą leków dopuszczonych do obrotu pozaaptecznego. Ma być uszczuplona i zmodyfikowana. Stanowisko w tej sprawie ma też zająć niebawem sam prezydent Andrzej Duda, do którego aptekarze wystosowali oficjalny list. Czy to oznacza, że po lek przeciwbólowy będziemy musieli wybrać się do apteki?
W obrocie pozaaptecznym dostępnych jest obecnie blisko 3 tys. medykamentów. Średnio przy kasie w sklepie, na stacji i w kiosku można wybierać spośród 100 różnych produktów: przeciwbólowych, na katar, na gardło, na problemy gastryczne, itd. – Jeśli chodzi o rynek leków dostępnych w obrocie pozaaptecznym, Polska jest prawdziwym El Dorado. To ewenement na skalę europejską - mówi Marek Tomków z Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Polak na lekach ze sklepu i kiosku
I chyba coś jest na rzeczy, co potwierdzają kolejne badania konsumenckie. Wynika z nich, że Polak po leki dostępne bez recepty coraz częściej zamiast do apteki, idzie prosto do supermarketu. Zaopatrujemy się tam już w co trzecią tabletkę przeciwbólową, co oznacza, że każdego roku poza apteką czy punktami aptecznymi kupujemy aż 489 mln takich pigułek.

Środowiska aptekarskie biją więc na alarm. Ich zdaniem, takie rozpasanie handlu pozaaptecznego szkodzi przede wszystkim samym klientom, którzy uważają, że wiedzą, co dla nich dobre, a fachową poradę magistra farmacji uznają za zbędny dodatek. Tymczasem, jak zauważają przedstawiciele branży farmaceutycznej, Polacy nie tylko często nie wiedzą, jak właściwie korzystać z leków i nie potrafią przeczytać ze zrozumieniem ulotki.

– Konsekwencje niefrasobliwego dawkowania mogą być naprawdę opłakane – twierdzą. – Znane są przypadki, kiedy niewiedza i łatwy dostęp do leków mogą prowadzić nawet do zgonu – mówi wprost Tomków. Z kolei Sylwester Dobrzański ze Stowarzyszenia Leki Tylko z Apteki dowodzi, że farmakolodzy spotykają się z namacalnymi dowodami na to, że nieodpowiedzialna dystrybucja leków najbardziej dotyka zwykłych ludzi.
Sylwester Dobrzański, Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki

Kupując lek nie zastanawiamy się nad tym, jakie są konsekwencje szerokiej dostępności leków. że biorąc bezrefleksyjnie dwa lub trzy różne leki, „na wszelki wypadek”, sięgamy w rzeczywistości po jedną i tę samą substancję. Która, jak i każda inna substancja czynna w leku, podana we właściwej dawce leczy i pomaga, ale zażyta w nadmiarze – szkodzi. . Dopiero przy okazji nieszczęścia, historia śmierci 60-latka z Opolszczyzny, który zmarł po przedawkowaniu paracetamolu. pacjenci dowiedzieli się, że jedna i ta sama substancja czynna może występować w wielu lekach przeciwbólowych i przeciwgorączkowych, pod różnymi nazwami handlowymi, w produktach wielu firm farmaceutycznych. Kolejnym jaskrawym przykładem niewłaściwego zastosowania leku jest przyjmowanie paracetamolu na ból głowy po imprezie. A przecież paracetamol w połączeniu z alkoholem prowadzi do poważnych i nieodwracalnych uszkodzeń wątroby , a tego już w sklepie nikt klientowi nie powie.

Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym za zmianami w pozaaptecznym obrocie lekami , jest brak kontroli nad ich dystrybucją, o czym również regularnie alarmują aptekarze.

Tutaj trudno im nie przyznać zresztą racji. Z uwagi na wadliwe rozwiązania prawne, sprzedaż leków w sklepach ogólnodostępnych, kioskach, na poczcie pozostaje całkowicie poza kontrolą instytucji odpowiedzialnych za obrót lekami. Na apteki z kolei nakłada się szereg bardzo rygorystycznych przepisów. Prowadzone są drobiazgowe kontrole i w razie nieprawidłowości -egzekwowane są wysokie kary.

Brak kontroli oznacza także, że poza aptekami leki są często przechowywane niewłaściwie. Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki regularnie publikuje zdjęcia medykamentów, które leżą np. obok alkoholu albo w nasłonecznionym miejscu. - A niewłaściwe przechowywanie może zmienić właściwości leków, z czego nie zdajemy sobie sprawy - mówi Sylwester Dobrzański.
Taki brak jakiejkolwiek kontroli otwiera też drogę dla oszustów i stanowi zaproszenie dla tych, którzy chcą się dorobić na podróbkach popularnych leków. Do tego dochodzi niekompetencja osób sprzedających leki w sklepach i nabywanie wiedzy klientów o lekach na podstawie reklam medykamentów. To według farmaceutów wyjątkowo niekorzystne i niebezpieczne dla naszego zdrowia połączenie.

Polacy wiedzą swoje
Przeciwników ograniczenia obrotu medykamentów w ogólnodostępnych sklepach nie przekonują racje aptekarzy, a wizja wizyty w aptece , budzi zrozumiały opór. Wygodniej jest przecież pójść do sklepu, który znajduje się pod nosem. Apteki nie można znaleźć na każdym rogu - w Polsce funkcjonuje ich obecnie ponad 13000. Dla porównania, sklepów ogólnodostępnych mamy jakieś 36000. Z tego prostego porównania jasno wynika, dlaczego większość Polaków wybiera osiedlowy market, a nie często oddaloną aptekę.

Kamil Chojnacki, 28-latek z Warszawy nie jest w tym przypadku odosobniony. – Byłbym zirytowany, gdybym musiał pędzić przez pół miasta do dyżurującej apteki tylko po to, żeby kupić sobie coś na ból gardła – mówi nam. – Nie przesadzajmy, że dostępność leków bez recepty jest niebezpieczna. Są ulotki i każdy dorosły potrafi czytać dołączone do pudełka wytyczne – dodaje. Takiego samego zdania jest m.in. Przemysław Wipler z partii KORWiN, który niedawno wdał się w dyskusję z przedstawicielem aptekarzy. Wipler uważa, że zmiany, które zapowiedziało Ministerstwo Zdrowia, to nic innego jak ukłon w stronę farmaceutycznego i aptecznego lobby.
Przemysław Wipler, partia KORWiN

Uważam, że normalni, dorośli ludzie, zdrowi na umyśle, mają prawo wybierać miejsce, które będzie dla nich najdogodniejsze na zakup leków, medykamentów. Tu powinna być jak najszersza pula wyboru, jak najszersza wolność. [...]Podstawowym celem takich regulacji jest doprowadzenie do tego, że my za leki płacimy więcej, mamy mniej punktów, w których możemy zakupić leki, a zarabia określona grupa zawodowa, w tym przypadku aptekarze.

Rozstrzygający głos w tej sprawie, wywołującej tak ożywioną dyskusję, będzie miało Ministerstwo Zdrowia. Pierwsze informacje z resortu zdrowia o tym, że planowane są zmiany w obrocie pozaaptecznym pojawiły się po wystąpieniu Krzysztofa Łandy, wiceministra zdrowia podczas spotkania senackiej komisji. Wiceszef resortu zapowiedział wówczas rozpoczęcie prac nad zmianami i ograniczeniem dostępności niektórych leków.

Samo ministerstwo zdążyło w tej sprawie wystosować na razie jeden komunikat, z którego wynika, że w niedalekiej przyszłości możemy się spodziewać pewnych czystek na sklepowych półkach z lekami. Na razie nie wiadomo, jakie medykamenty znajdą się na cenzurowanym. Rozważane jest też zmniejszenie opakowań poszczególnych leków. Pytanie o to, czy podobne regulacje są dobrym rozwiązaniem, pozostaje otwarte. Aptekarze mają swoje racje, ale przeciętny Kowalski może nie być wyrozumiały, kiedy rozboli go ząb, a do apteki będzie daleko.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZakupyZdrowieSupermarketyLeki
Skomentuj