Grupa naTemat

Żarty słabsze niż w polskim kabarecie. "Roast" Wojewódzkiego wygrał Dawid Podsiadło

Wszyscy uczestnicy TVN-owskiego kabaretu.
Wszyscy uczestnicy TVN-owskiego kabaretu. screen z TVN
We wtorkowy wieczór zaprezentowano nam „Roast” Kuby Wojewódzkiego. Przed emisją programu atmosfera była umiejętnie podgrzewana, stacja zastanawiała się, czy program wyemitować. Po obejrzeniu kabaretu można śmiało stwierdzić, że lepiej by było, gdyby tego nie zrobili. Nie chodzi o wulgaryzmy i o chamskie żarty. Okazało się, że oprócz Dawida Podsiadło nikt z ekipy siedzącej na scenie nie ma poczucia humoru.

Suchar na sucharze
„Roast” – jak czytamy na stronie TVN, to popularna na całym świecie kabaretowa formuła oparta na zabawnych skeczach z dozą uszczypliwości. Od uczestników oczekuje się dystansu – muszą liczyć się z tym, że będą wywlekane i wyśmiewane ich wady, sekrety i plotki. – Tutaj wszystkie chwyty są dozwolone! Nie brakuje ostrych słów, kąśliwych żartów i dosadnych złośliwości! – czytamy na stronie.

Miały być żarty, ale okazuje się, że nie wszyscy rozumieją, co jest zabawne, a co po prostu okropne, proste i chamskie. Nie chodzi o to, że oburzają przekleństwa i mówienie komuś, że jest brzydki i głupi. Chodzi o monotonne międlenie tych samych tematów, efekt spuszczenia ze smyczy. Już na samym początku gospodarz „Roastu” Michał Kempa zapowiedział, że „nie ma cenzury, możemy dzisiaj wszystko”, a TVN zabronił jedynie używania w jednym zdaniu nazwy stacji i słowa „Żydzi”.
Kempa ostrzegł, że program będzie chamski i wulgarny. I taki był, ale w tym nie ma akurat niczego złego. Razi sztuczność – kiedy uczestnicy z wielkim podekscytowaniem wypowiadali przekleństwa, podkreślali je. Jak dziecko z podstawówki, które na przerwie mówi wyraz k*rwa po raz pierwszy w życiu. Chyba najczęściej pojawiał się ch*j, zwykle w odniesieniu do homoseksualizmu Wojewódzkiego i rozwiązłości Anny Dereszowskiej.

Puszczalskie są śmieszne!
Fajnie jest śmiać się z czyjejś domniemanej seksualności i braku szczęścia w miłości, kompleksów i braku poczucia humory, pod warunkiem, że jest to robione umiejętnie. Niestety, żarty były tak „suche”, jak podczas Świętokrzyskiej Nocy Kabaretowej. Albo nawet gorsze, bo ich twórcy na samym początku postawili się w pozycji kogoś lepszego. Dali nam poczucie, że będzie to inny poziom dowcipu niż ten grzeczny z TVP2. Miał to być dowcip skierowany do kumatej publiczności, dla której nie ma tabu.

Jedyna przyjaciółka Wojewódzkiego obecna podczas kabaretu – Anna Dereszowska, była przez cały czas poniżana. Nawet nie zawsze się śmiała, chociaż bardzo się starała. Wytykano jej to, że rozbija małżeństwa, że nie wie, kto jest ojcem jej dzieci, żartowano z jej waginy i z tego, że jest złą aktorką. Prowadzący Kempa zaczął tekstem, że liczba lajków na Facebooku obecnych na scenie artystów stand-upowych jest mniejsza niż liczba partnerów seksualnych Dereszowskiej przed 89. rokiem.
Kabareciarz Abelard Giza powiedział za to – jest też z nami pani Ania, niedużo wiem, nie chodzę po Pudelkach, ale jest aktorką, chyba porno, tak wnioskuję po tytułach filmów: „Klub szalonych dziewic”, „Odwróceni” (tutaj wszyscy wybuchnęli śmiechem) i „Komisarz blond i oko sprawiedliwości”. Słyszałem, że gra w tenisa. Szacun, wspieram każdą minutę w której pani odbija piłeczkę, a nie czyjegoś męża. Piotr Kędzierski z kolei powiedział, że w filmie „Lejdis” aktorka bierze facetów na jedną noc, a w życiu bierze facetów na jedno dziecko.

Ale i tak jest mało i grzecznie. Artysta stand-upowy Antoni Syrek-Dąbrowski powiedział, że mąż Dereszowskiej tak nierozważnie machał fletem, że się rozwiedli. Po czym stwierdził, że aktorka zagrała w tak wielu syfiastych filmach, że jakby zrobić z nich kompilację, to nazywałaby się „ch**nia”. Trzeci nieznany szerszej publiczności komik – Sebastian Rejent powiedział, że aktorka miała romans z Durczokiem, ale kiedyś się na nią wkurzył, bo miała połknąć, ale tego nie zrobiła i potem cały stół był u**bany.
Anna Dereszowska również nie popisała się poczuciem humoru i dobrego smaku. Bardzo starała się przypodobać publiczności, a raczej kolegom ze sceny. Waliła takimi tekstami, że poziom żenady był bardzo wysoki. O Wojewódzkim powiedziała, że kiedyś zaproponował jej, żeby udawali parę, ale odmówiła, bo nie chciało jej się tłumaczyć rodzinie, że Kuba jest gejem. – To ciekawe, że nikt nigdy nie widział go jeszcze z penisem w ustach. No, może Kammel ze swoim – zażartowała pani Anna. Potem swoją wypowiedź skierowała na Abelarda Gizę. Przypomniała, że jego córka ma na imię Mia, ale mija to się Cezary Jurkiewicz z waginą.

Geje i uchodźcy są przezabawni!
Żarty o homoseksualizmie Kuby stanowiły ważny element programu. Antoni Syrek-Dąbrowski powiedział, że Wojewódzki jest aktywny w gejowskim środowisku – lubi dojeżdżać swojego Kammela, a jego gejostwo jest zakopane koło złotego pociągu – bo ma złoty pociąg do mężczyzn. – Życzę ci, żebyś umarł tak, jak żyłeś – z penisem między pośladkami. W „Roaście” królował trójkąt „penis-Kammel-Wojewódzki”.

Oczywiście, skoro ma być chamsko, należy pośmiać się z pochodzenia Abelarda Gizy i z uchodźców. Michał Kempa powiedział na początku – Wszyscy wiemy, że śmiejemy się z twojego pochodzenia. Wszyscy wiemy, że jesteś z pochodzenia ch*jem. Sam zainteresowany również sobie nie żałował. Kiedy wszedł na mównicę ktoś z widowni krzyknął „Allah Akbar”, na co odpowiedział – cieszę się, że dopłynęliście. Podczas programu o samym Wojewódzkim było bardzo mało żartów. Przez to, że ich tematyka powtarzała się, czyli mówiono o kokainie, młodszej narzeczonej, homoseksualizmie i kompleksie starości – oprócz bardzo słabych żartów i przekleństw nie wydarzyło się nic.
Jedynym powodem, dla którego warto obejrzeć „Roast”, jest Dawid Podsiadło. On, jako jedyny, miał zabawne żarty. Można odnieść wrażenie, że jest najmądrzejszy albo może to zasługa jego młodego wieku – nie stara się być na siłę zabawny, po prostu taki jest. Nikogo nie obrażał, nie przezywał, nie odnosił się do seksualności, był miły i uroczy. I widownia pękała ze śmiechu. Na przykład zaczął tak: – Mam takie życie, że robię takie płyty muzyczne, sprzedaję koncerty, wynajmuje mieszkanie w Warszawie - z balkonem. Dostałem zaproszenie i obietnicę jakiegoś zarobku. Po każdym żarcie stwierdzał: „umiem rzeź” albo „zatopiony”.

Podsiadło to wielki wygrany i jedyna zabawna osoba w całym programie. Uratował ten kabaret, chociaż i tak niesmak po nim pozostanie jeszcze przez długi czas.

Napisz do autorki:barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Kuba WojewódzkiHumor
Skomentuj