Grupa naTemat

"Ozory przypominające pochwę", czyli kolejny sezon „Hell's Kitchen”. To nowy „Bar” i konkurencja dla „Warsaw Shore”

Mała chce zerwać ze swoim stereotypowym wizerunkiem, ale póki co to się nie udaje.
Mała chce zerwać ze swoim stereotypowym wizerunkiem, ale póki co to się nie udaje. screen z "Hell's Kitchen. Piekielna kuchnia"
Rozpoczął się piąty sezon programu „Hell’s Kitchen - Piekielna kuchnia”. W założeniu to program o doskonaleniu umiejętności kulinarnych i pracy w profesjonalnej kuchni pod presją czasu. Uczestnicy rywalizują ze sobą, mieszkają w jednym domu, ma wygrać najlepszy. Czyli taki, który niczego nie partaczy i ma najsilniejsze nerwy, a do tego jest doskonałym kucharzem. Jednak program ten przypomina teraz bardziej reality show na wzór „Baru” i "Warsaw Shore". Są dramaty, przekleństwa, a gotowanie zepchnięte jest na drugi plan.

Śmietanka
Castingi do tej edycji miały być rygorystyczne. Wybrano ponoć najlepszych kandydatów do walki o 100 tysięcy złotych i pracę w Atelier Amaro - czyli w restauracji prowadzącego program szefa Wojciecha Modesta Amaro. Na początku twórcy dają uczestnikom poczucie, że są wyjątkowi. Jadą limuzyną do teatru, gdzie czekają na nich stylistki, a szczęśliwa 14 stresuje się, że za chwilę wystąpią, jak stwierdziła jedna z uczestniczek, przed tysiącem lub dwoma tysiącami osób.


Jednak Wojciech Amaro szybko sprowadził ich na ziemię. Okazało się, że na widowni nie siedzi nikt, oprócz szefa, który zapytał – Naprawdę myśleliście, że jesteście już gwiazdami? Że zasłużyliście na owacje?
Gwiazdą w programie jest z pewnością Ania "Mała", którą fani programów reality show znają z „Warsaw Shore”, gdzie mówi: „Jestem mała, ale jak ci przywalę, to się zdziwisz”. W produkcji MTV dużo pije, przeklina i faktycznie rwie się do bitki bardzo często, uprawia seks przed kamerami (przykryta kołdrą). – Chcę przełamać stereotyp mojej osoby – mówi w „Hell’s Kitchen”, by po kilku minutach powiedzieć – Ja jestem dobra w otwieraniu wina, tak naprawdę pół życia to robię.

Potem, konsekwentnie trzymając się stereotypu wyraża nadzieję, że „nie da dupy”. Paraduje po kuchni w szpilkach i w za krótkiej sukience, która się jej notorycznie podwija i widać jej pośladki. Kiedy drużyna kobiet za karę po przegranym zadaniu miała ugotować sobie kolację z wołowych ozorów, Ania stwierdziła, że podroby przypominają damską pochwę.

Galeria osobowości
W programie prawie wszyscy uczestnicy czymś się wyróżniają. Mamy modelkę, która zabrała ze sobą bardzo dużo kosmetyków do makijażu. – Moja uroda jest taka ładna, że nie muszę jej poprawiać, ten kuferek jest tylko just in case – mówi Dagmara. Jest też lesbijka, która przyznaje, że jest z tego tytułu dumna i daje po sobie poznać, że podobają jej się koleżanki z programu. Jednocześnie jest dla nich bezlitosna - komentuje je w chamski sposób. O o "Małej", że ma ruszać „tymi szarymi komóreczkami”. Obrażała też inne koleżanki.
Jest też pani, która pracuje w zakładzie segregacji śmieci - co jeden z uczestników podsumowuje w typowy dla tego programu sposób. "Laska z wysypiska, która gotuje, będzie ostro!" Jest też chłopak, który pozwala na to, by nazywano go Kenem i dumnie patrzy z góry na innych. Do tego kilku spiętych, bardzo zestresowanych panów i „typ sportowy”, który daje po sobie poznać, że nie da sobie w kaszę dmuchać.

Uczestnicy przedstawiają się, a raczej reklamują w sposób podobny do tego, jak imprezowicze z "Warsaw Shore". – Jestem młoda i energiczna, musicie na mnie uważać – twierdzi uczennica technikum gastronomicznego. – Moje życie to wielka przygoda – mówi jeden z mężczyzn. W trakcie programu uczestnicy z udawanymi emocjami komentują to, co działo się w odcinku. Widzimy ich krzywe miny, wypowiadają teksty typu: „ty żartujesz, czy to na poważnie?” - kiedy czyjeś zachowanie jest zadziwiające albo „to jest zupełna masakra”. Płaczą do kamery, denerwują się, obgadują i przeklinają.

Ach ten Wojciech
W tym, że Modest Amaro jest nieprzyjemny i chamski nie nie ma niczego złego, bo to w przypadku tego programu nie jest nowością. Na tym polega jego praca, ma motywować do jeszcze większego wysiłku i weryfikować, czy ktoś jest słaby psychicznie i w związku z tym nie nadaje się do pracy w kuchni. Na przykład po spróbowaniu dania Zbigniewa, który pracuje w kuchni w zakładzie karnym, mówi, że zapłaci wszystkie mandaty i będzie się starał postępować tak, żeby nigdy nie trafić do aresztu, w którym serwowane są jego dania. Po takich tekstach można się podłamać, szczególnie, gdy po tym odpada się z programu, ale uczestnicy wiedzą na co się piszą.
Ta kreacja szefa powoduje jednak to, że w „Piekielnej kuchni” uczestnicy są zestresowani i wyżywają się na sobie. Obrażają się wzajemnie, płaczą (sowicie), tworzą się fronty i pseudo przyjaźnie. Ale wszystko tu jest sztuczne, łącznie z wyuczonymi na pamięć komentarzami szefa Amaro.

Ten program ma być niegrzeczny, ale też trochę merytoryczny. W założeniu może przyjść do niego każdy. Piąta edycja pełna jest amatorów, jest tylko kilkoro "profesjonalistów". Jeden pan pracuje w pierogarni, drugi ma swój burger bar, inny pracuje w restauracji rodziców. Trudno oprzeć się wrażeniu, że uczestnicy zostali dobrani tak, aby było jak najbardziej ekscytująco. Już po pierwszym odcinku widać, że będzie dużo kłótni, płaczu i kombinowania. Wszak od gotowania ciekawsze jest to, że "Małej" widać pośladki.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KuchniaTelewizja
Skomentuj