W Chrzanowie PiS przegrało," bo Duda i Szydło są sterowani". Kolejne wpadki w matecznikach dobrej zmiany źle wróżą

Chrzanów nie należy do najbogatszych miast, więc PiS łatwo wzbudził tam nadzieję na prawdziwą "dobrą zmianę" i w ostatnich wyborach uzyskiwał wyśmienite wyniki.
Chrzanów nie należy do najbogatszych miast, więc PiS łatwo wzbudził tam nadzieję na prawdziwą "dobrą zmianę" i w ostatnich wyborach uzyskiwał wyśmienite wyniki. Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
"Niech sobie rządzą, ale od nas trzymają się z daleka" – tak można streścić wyniki kilku przedterminowych wyborów samorządowych, które odbywały się ostatnio w matecznikach PiS. Wyborów, które partia rządząca z hukiem przegrała.

Najpierw w Radomsku, a w miniony weekend w Mircu i Chrzanowie. Klęska w walce o to ostatnie miasto jest dla PiS wyjątkowo bolesna, bo to strony premier Beaty Szydło, gdzie jeszcze niedawno "dobra zmiana" miała rzeszę zwolenników. – Tu ludzie są dumni i niezależni, a nasi przedstawiciele dają się sterować – mówią w Chrzanowie dzisiaj.


Powrót do tradycji przegrywania
Kiedy Prawo i Sprawiedliwość przegrywało w Radomsku, gdzie do boju o fotel burmistrza wystawiono wujka prezydenta Andrzeja Dudy, wielu uspokajało, że to jedynie wypadek przy pracy. W miniony weekend "dobrą zmianę" negatywnie zweryfikowano jednak w kolejnych głosowaniach.

Na Podlasiu odbywały się uzupełniające wybory do Senatu, w świętokrzyskim Mircu i małopolskim Chrzanowie przedterminowo wybierano nowe władze samorządowe. Choć od wyborów, w których PiS przejął na szczeblu centralnym władzę prawie absolutną nie minęło nawet pół roku, sukcesem zakończyła się tylko walka o miejsce w Senacie dla Anny Marii Anders, ale brakowało zaledwie 6 proc., by i na Podlasiu dobitnie podziękowano za ofertę PiS.

W walce o władzę w samorządzie było jeszcze gorzej. Choć województwo świętokrzyskie to wylęgarnia prawicowego elektoratu, w wyborach wójta gminy Mirzec kandydat PiS Dariusz Stachowicz został ośmieszony przez Mirosława Seweryna z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Co z tym Chrzanowem?!
Jednak większą uwagę przyciągało głosowanie w sprawie wyboru burmistrza małopolskiego Chrzanowa. A to dlatego, że jest to jeden z regionów uchodzących za mateczniki ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego i dodatkowo rodzinne strony Beaty Szydło, gdzie 25 października w walce o mandat poselski odnotowała ona jeden z najlepszych wyników w kraju.

W leżącym na pograniczu Małopolski i Śląska przemysłowym miasteczku i okolicach narracja o "Polsce w ruinie" i konieczności przeprowadzenia "dobrej zmiany" przemawiała do wyobraźni, bo minione ćwierć wieku wolności to dla ludzi z tamtych stron mało dobrych wspomnień. Upadające zakłady pracy, emigracja za chlebem, rozczarowanie przemianami ustrojowymi i wiara, że lepsze czasy nadejdą dzięki hołdowaniu konserwatywnym wartościom to była ich codzienność.
Wybór na prezydenta pochodzącego z Krakowa Andrzeja Dudy i oddanie rządu w ręce wychowanej w pobliskich Brzeszczach Beaty Szydło mogło dawać nadzieję. – Przez ostatnie 8 lat rządów Platformy były takie lata, gdy bezrobocie tutaj utrzymywało się na poziomie prawie 20 proc. Wśród młodych było jeszcze gorzej. Trudno się dziwić, że region nie mógł się doczekać jakichś zmian. Latem, kiedy było wiadomo, że do władzy idą nasi, było czuć coś pozytywnego. Byłam zaskoczona entuzjazmem dla tych zmian wśród najmłodszych – słyszę od dyrektorki jednej z chrzanowskich szkół średnich.

Tyle o tamtejszym sukcesie PiS. Ale dlaczego Chrzanów tak szybko stracił ten entuzjazm dla poczynań Beaty Szydło i nie chciał być rządzony ręką popieranej przez panią premier Beaty Majkrzak? W niedzielnym głosowaniu nad wyborem burmistrzam, kandydatka PiS zdobyła zaledwie 19,03 proc. głosów i nie miała żadnych szans, by wejść do II tury, w której zmierzą się Ryszard Kosowski i Robert Maciaszek. Obaj niezależni, ale z pewnymi związkami z Platformą Obywatelską.
Chyba trafną odpowiedź w tej sprawie słyszę od duchownego z Chrzanowa, z którym przyjaźnimy się od czasów licealnych. – W tych stronach ludzie są często biedni, ale przy tym pozostają dumni i niezależni. Z tej dumy pękali, gdy osoby pochodzące stąd szły po władzę. Ale to wszystko prysło, jak bańka mydlana. Kiedy rozmawia się w Małopolsce o polityce, to dominującym tematem jest dziś to, że nasi przedstawiciele dają sobą sterować i nic naprawdę nie znaczą – gorzko ocenia mój rozmówca.

Sygnały ostrzegawcze
Jednak zdaje się, że rozczarowanie tym, że Beata Szydło i Andrzej Duda podporządkowali się pewnemu dżentelmenowi z Żoliborza, który kieruje państwem z tylnego fotela to niejedyne powody klęski w Chrzanowie. Tam i w pozostałych miejscach, które odrzuciły kandydatów "dobrej zmiany", PiS otrzymuje dwa bardzo ważne sygnały.

Po pierwsze, ostatnie wybory w samorządach sprawiają, że raczej do kosza nadaje się plan PiS, by na fali wielkiego sukcesu w wyborach parlamentarnych sięgnąć po władzę w samorządzie. O zakusach na to partia rządząca dawała znać już od pierwszych dni po jesiennym zwycięstwie. Chciano zabrać się za przerysowywanie mapy województw i przepędzenie przedstawicieli opozycji z władz Gdańska, Częstochowy, Warszawy, Krakowa i innych miast.
Skoro jednak PiS nie zdołał dziś utrzymać władzy w miejscach, gdzie teoretycznie pełno jego zwolenników, to nie powinien wystawiać się na jeszcze większe lanie w regionach, w których dominuje elektorat sceptyczny wobec wizji państwa Jarosława Kaczyńskiego. Dziś zorganizowanie przedterminowych wyborów samorządowych w wielkich miastach mogłoby doprowadzić co najwyżej do zmiany warty między PO a .Nowoczesną i jeszcze mocniejszego zasygnalizowania, że Polscy chcą, by PiS od ich najbliższego otoczenia trzymał się z dala.

Drugim sygnałem płynącym z ostatnich wyborczych wpadek jest wyraźne uśpienie elektoratu prawicowego. Widać to nie tylko po głosowaniach w samorządach, lecz także w pyrrusowym zwycięstwie Anny Marii Anders w walce o mandat senatora. Bardzo szybko PiS zaczyna przeżywać to, co przez minioną dekadę prześladowało PO. Bez wątpienia część wyborców partii rządzącej jest dziś tak przekonana o jej sile i tym, że "dobra zmiana" niczym nie jest już zagrożona, iż po prostu odpuszcza sobie dotychczasowe zaangażowanie.

"Buta kroczy przed upadkiem..."
Jednak w PiS wciąż wolą świętować po zwycięstwie z 25 października, bagatelizując te sygnały i butnie wyśmiewając małe miasta, w których "dobra zmiana" przegrała. "A nie było jeszcze jakichś wyborów do rady osiedla" – kpił z informacji o przegranej w Mircu i Chrzanowie wicemarszałek Senatu i spin doctor formacji rządzącej Adam Bielan. Można i tak, bo jeżeli nic nie zachwieje ich wątłą 236-osobową większością w Sejmie, PiS ma jeszcze ponad dwa lata spokoju do pierwszej wyborczej weryfikacji w wyborach samorządowych. Trzy lata pozostały do wyborów do Parlamentu Europejskiego i kolejnego boju o Sejm i Senat. Wówczas jednak weryfikacja ta może okazać się zaskakująco bolesna.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Prawo i SprawiedliwośćBeata SzydłoAndrzej Duda
Skomentuj