Tutaj jada "gorszy sort". 5 najlepszych wege restauracji, które pokochali mięsożercy

Nie rozumiesz, jak można żywić się wyłącznie warzywami? Gdzie tu smak i przyjemność? To chodź, pokażę ci miejsca, gdzie wege nie jest nudne, brzydkie i dla wariatów. A może nawet zrozumiesz, że to coś więcej niż tylko modny trend?

1. Ósma Kolonia
Muszę się przyznać, że Żoliborz wyjątkowo nigdy nie był mi po drodze, a Mokotów – tudzież graniczące z nim dzielnice – od prawie 16 lat w pełni zaspokaja(ł) moje potrzeby, także kulinarne. Przepraszam, wstyd mi, od dziś to się zmienia. I w zasadzie powinnam powiedzieć tylko jedno: MUSICIE tu przyjść, przyjechać, przylecieć. To prawda, co powiadają… czekają tu na was po prostu dobrzy ludzie i naprawdę dobre jedzenie. Chyba najlepsze, jakie jadłam w ostatnim czasie.
Zapomniałam dodać, że to wege jedzenie? To nawet dobrze, że nie od tego zaczęłam. Po jednej wizycie tutaj nie będzie to miało dla was żadnego znaczenia. Uwierzcie – to jedzenie broni się samo w sobie. Bez ideologii, bez dietetycznych rekomendacji i bez obowiązujących kulinarnych trendów. I tak właśnie miało być.
Michał i Zuzanna Marchoccy doskonale wiedzą, jak bogata w smaki i jak pozytywnie działająca na człowieka może być kuchnia wegetariańska. Sami tak jedzą od lat i tego uczą swoje dzieci. To kuchnia doprawiona jednak nie tylko ziołami, aromatami, kolorami, ale także autentyczną pasją do jedzenia i dzielenia się nią z innymi. Choć w Ósmej Kolonii jest w stu procentach wege – zero produktów pochodzenia zwierzęcego, to wpadają tu – a jakże - zagorzali mięsożercy, którzy po pierwszym szoku poznawczym – po prostu wracają. Dlaczego? Bo dzięki takim pozytywnym freekom wiedzą, że można jeść inaczej: lepiej, ciekawiej, zdrowiej, po prostu smacznie. Ale jak smacznie!
Byłam na zapleczu, w spiżarni, gdzie naprawdę nie uświadczy się widoku jakichkolwiek półproduktów, oszukańczych serów czy białego cukru. Wszystko z ekologicznych, certyfikowanych upraw. Kasze, ryż, makaron. Świeże warzywa i zioła przywożone z np. z „Ogródka św. Izydora”, cukier trzcinowy nierafinowany, mąka tylko orkiszowa, ser bez podpuszczki zwierzęcej, oliwa. Żadnego oszukaństwa, bo tu nic niczego nie musi udawać.
W karcie znajdziecie zarówno dania wegańskie, jak i wegetariańskie. Nie jest długa, za to zmienna, co zawsze się chwali. Oszaleć można już na punkcie przystawek, np. Gua Bao – orkiszowej bułeczki przełożonej sosem orzechowym, tofu, boczniakiem i chutneyem z cebulki. Szczerze mówiąc, jest to tak sycące, że w zasadzie można by na tym poprzestać. Ale szkoda by było nie spróbować doskonałych zup, zwłaszcza Laksy – kremowej, kolorowej słodko-kwaśnej i megadobrej! W środku znajdziecie pieczoną dynię, tofu, uprażone orzeszki ziemne, tajską bazylię, kiełki. Jak mówi Michał – sztos! Potwierdzam. Przybywajcie! Przyjmują tu wszystkich, niemal bez pukania…
Ul. Słowackiego 15/19, Facebook
2. Ambasada
Potraficie jeść oczami? Tu się z pewnością można tego nauczyć, bo zanim człowiek – nawet na wielkim głodzie – zabierze się za konsumowanie, długo będzie się wpatrywał w misternie ułożoną kompozycję. A jeśli prawdą jest – a jest – że jesteś tym, co jesz – to tu się po prostu zakochasz w sobie.Jedzenie nie tylko jest tu zdrowe, w myśl kuchni RAW, nie poddawane termicznej obróbce, ale także naprawdę pięknie podane. Podobnie jak niewielkie wnętrze. Białe, szlachetne, pełne kwiatów, z wygodnymi kanapami. Elegancko, a jednak bardzo przytulnie – jakby trochę na przekór tym wszystkim surowym potrawom, którym energii i życia dodają soczyste kolory kurkumy, buraków, marchwi.
Na dłuższą metę pewnie nie dałabym rady tylko z rawfoodowym menu – alergia na niektóre warzywa by mnie zwyczajnie wykończyła, ale uczciwie powiem, że dla kilku dań, zaryzykowałabym ponownie – choć i niepotrzebnie, bo kuchnia otwarta jest na wszelkie modyfikacje i specjalne ustalenia składu dania ze względu na pokarmowe nietolerancje. Tak, jestem w stanie uwierzyć, że dla wielu wegan, wegetarian i witarian miejsce to jest prawdziwą i bezpieczną ambasadą zdrowia i świadomego podejścia do jedzenia. Co mi smakowało?

Zjecie tu przede wszystkim przepyszne raw-pieczywo z ziaren i nasion, suszone – nie pieczone. To z niego przygotowywany jest wegański burger przełożony suszonymi pomidorami, ogórkiem i cukinią. Do tego – frytki z kalarepy obtoczone w curry, do złudzenia przypominające te z ziemniaków (podobno dzieci dają się nabrać). Szczerze jednak polecam niezwykłą wręcz w smaku lasagne raw, w której „makaronem” są plastry cukinii przełożone trzema sosami: aromatycznym, słodko-pikantnym pomidorowym i absolutnie wspaniałym sosem z orzechów nerkowca – i to właśnie dla niego tu powrócę. Spaghetti z surowej marchewki – niezwykłe doświadczenie, choć spoza mojej bajki. Ale Ambasada to nie tylko „surówki”. Zjecie tu także ciepły bulion rybny albo aromatyczną indyjską zupę dahl. A na deser… szarlotkę i kokosowe praliny z buraków (naprawdę warto spróbować).
ul. Foksal 1, Facebook
3. Veg DeliPiękna kamienica na Powiślu, a w niej bezpretensjonalne, jasne, dizajnerskie, a jednak przytulne wnętrze, które od trzech lat codziennie wypełniają inne zapachy i smaki. A ludzie, których można tu spotkać, jakby szczęśliwsi, spokojniejsi, tacy niespieszący się… I właśnie dla tej spokojności ducha, a i rozkoszy podniebienia warto tu przyjeżdżać. Pani Joanna Szachowska, właścicielka, posiadła zdaniem wielu stałych tutejszych bywalców – magiczną moc uzdrawiania zarówno duszy, jak i ciała. Trzeba przyznać, że po jednej wizycie tutaj człowiek wychodzi naprawdę jakby lepszy.

"People who love to eat are always the best people!” – przeczytacie na drzwiach restauracji i od razu poczujecie, że to także o was. A w jedzeniu, które znajdziecie w menu Veg Deli, naprawdę można się zakochać, bo jest nie tylko zwyczajnie (a w zasadzie niezwyczajnie) pyszne, ale także – w co wielu wciąż wątpi, myśląc o wegańskim talerzu – piękne, wykwintne, elegancko podane. Nie znajdziecie tu szaro-buraczanych paciaj, ale seksowne kompozycje, które kusić będą wielością smaków, warstw, połączeń. Każdy element tutaj jest inny, inaczej smakuje, jest wam lekko na żołądku i jesteście zafrapowani jedzeniem. To idealne miejsce także na randkę – pierwszą i każdą kolejną.

Zacznijcie od pieczonych lekkich kulek z komosy ryżowej albo babeczki z polenty i parmezanu z dodatkiem szałwii, fig i buraków, a już będzie wam dobrze. Dostaniecie też tutaj modny ramen z domowym kimchi, tofu, jajkiem poché, makaronem ryżowym, pieczarkami i szczypiorem oraz absolutnie wspaniały krem z marchewki z mlekiem kokosowym, popcornem, kolendrą i dressingiem z chilli oraz malin. Dla sałatożerców polecam fasolkę szparagową podawaną na ciepło z komosą ryżową, cieciorką, natką pietruszki, świeżym szpinakiem, fetą i czerwoną karmelizowaną cebulą, a do tego z dressingiem kolendrowo-chrzanowym. Mniam. Fantastyczne są tu także – uwaga! – pierogi ruskie podawane na pieczonych warzywach korzeniowych z parmezanem i śmietaną. No i absolutnie fantastyczne, codziennie inne ciasta – to z oreo i masłem orzechowym jest po prostu obłędne.
ul. Radna 14, Facebook
4. Youmiko Vegan Sushi
Wegańskie sushi? Ale że jak… tak bez ryby maślanej, tuńczyka, łososia, krewetki? A jeśli nawet tak, to co w zamian i jak to smakuje? Powiem wam jedno – mięsożerne niedowiarki – smakuje wspaniale! I choć uwielbiam klasyczne rolki nadziane rybami wszelkiej maści, to to, co wyczyniają w Youmiko brodaci sushi masterzy, naprawdę jest znakomitą alternatywą. Choć zima i wczesna wiosna nie obfitują jeszcze w pełen przekrój świeżych warzyw i owoców, to jednak i to, co można zjeść teraz, wystarczy, by rozkręcić kulinarną wyobraźnię na temat letnich sushi-wege-wariacji.

Uprzedzam – miejsca tu niewiele, a gości chętnych w nadmiarze. Dlatego, jeśli chcecie przekonać się na własnym podniebieniu, o czym mówię, bezpieczne zróbcie rezerwację. A warto. Dlaczego?

Jeśli podstawą dobrego sushi jest dla was idealnie ugotowany ryż – z czym moim zdaniem sporo klasycznych suszarni sobie nie radzi, tu dostaniecie ryż idealny: nie tylko dobrej jakości, ale i o perfekcyjnej konsystencji: delikatny, błyszczący, nie za miękki i nie za bardzo sklejony. No i ten zaskakujący środek, warzywna wariacja na temat Japonii. Okazuje się, że np. bakłażan z porem, kwaśną tykwą, ogórkiem i awokado do złudzenia może przypominać rybę, polecam zwłaszcza torcik ryżowy owinięty bakłażanem do tego awokado i prażone wakame. Z kolei nigiri z boczniaka z pędami wasabi wyglądają jak kawał pieczonej wołowiny. Takie niegroźne oszukaństwo. Zresztą warto spróbować tu wszystkich smaków, co umożliwi spory, szesnastodaniowy zestaw degustacyjny (wystarczający w zupełności dla dwóch osób). Na mieście już się mówi, że Youmiko ma szansę stać się najlepszą suszarnią w stolicy. I myślę, że bliskie jest to prawdy.
ul. Hoża 62, w poniedziałki – nieczynne. Facebook
5. Lokal Vegan Bistro
Schabowe, makaron z truskawkami, kotlety, żurek, tatar, chamburger, zimne nóżki… Nie, to nie pomyłka. Zjecie tu prawdziwy domowy obiad, tyle że w wersji full wege. Tak sobie myślę, że to idealna opcja dla początkujących – tych, którzy odczuwają jeszcze skutki odstawienia mięsa i pokusę choćby krótkiego spojrzenia na nie. To bistro samoobsługowe, urządzone w stylu baru mlecznego: kilka drewnianych stolików, lada przy oknie, a przy niej wysokie stołki. Wystrój w sam raz pasujący do serwowanych tu dań, które wypisano na papierze pakowym rozwijanym z rulonu podwieszonego pod sufitem – taka odmiana od czarnych tablic i kredy. Niech jednak nie zniechęci was ten nieco studencki klimat – w porze lunchu zobaczyć też można tutaj napalonych na wege-chambuksy wyelegantowanych panów. Trzeba jednak przyznać, że choć jedzenie tu wyborne, na romantyczną kolację przy świecach raczej bym tu nie liczyła. ul. Krucza 23/31, Facebook

Napisz do autorki: agata.daniluk@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...