W kulisach konfesjonału. Czy księża radzą sobie z tym, czego muszą się nasłuchać, a nasze grzechy zawsze są tajemnicą?

Jak wygląda spowiedź z perspektywy księdza?
Jak wygląda spowiedź z perspektywy księdza? Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
Wielkanoc to moment, w którym miliony Polaków ustawiają się w kolejkach do konfesjonałów. To jednak nie tylko trudny czas dla grzeszników, którzy muszą przemóc się do spowiedzi często odkładanej nawet cały rok, a potem zaryzykować wyznanie swoich win do ucha duchownego. Wielkanocne poszukiwania rozgrzeszenia to również ciężki okres dla księży i zakonników, którzy w te kilka dni wysłuchują najwięcej trudnych historii.

A większość z nas pewnie nigdy nie zastanawiało się, jak bardzo obciążające psychicznie dla tych, którzy siedzą po drugiej stronie kratki konfesjonału jest to, czego wysłuchują. I jak konieczność odbioru tej wiedzy odreagowują. Nauka Kościoła mówi przecież, że spowiedź to sakrament, którego najważniejszymi elementami jest tajemnica i przekonanie, iż o naszych moralnych upadkach opowiadamy samemu Bogu, a nie księdzu. Tyle teoria, życie jest nieco bardziej skomplikowane...


Są historie, których się nie zapomina...
– Jest ciężko przepuszczać wszystko między uszami – wyznaje szczerze Marcin, doświadczony zakonnik z Pomorza. Zresztą kapłan zupełnie bezrefleksyjnie wszystkiego "przepuszczać między uszami" nie może, bo przecież jest zobligowany do właściwej analizy wyznawanych grzechów, oceny stopnia zawinienia penitenta i podjęcia na tej podstawie decyzji o rozgrzeszeniu i wymiarze pokuty.
Marcin
zakonnik z ponad 10-letnim stażem

Niby powinniśmy się "resetować" po każdym kolejnym penitencie, ale tak się nie da. Jasne, że jest łatwo, gdy przychodzą dzieciaki opowiadające o takich codziennych grzeszkach i czasem pojawia się raczej uśmiech na ustach niż powody do zmartwienia. Ale to nie jest wcale norma. Trudniej jest nie myśleć długo o tym, co się usłyszało, gdy człowiek obok opowiada ci na przykład o przestępstwie. Naprawdę na długo zostają w głowie te sytuacje, gdy rozgrzeszenia należy odmówić.

Zdaniem zakonnika, przygotowanie psychologiczne z seminarium to w dzisiejszych czasach za mało. – Powszechnie się uważa, że do konfesjonału ludzie przychodzą z jakimiś prostymi historiami. Ale my słuchamy też o ludzkich dramatach. Takich prawdziwych, których nie deklamuje się jak za karteczką, którą rozdawali na religii i przed Pierwszą Komunią – stwierdza. I przyznaje, że jest ciężko i czasem chciałoby się z kimś pogadać. Wygadać.

Tyle, że Kodeks Postępowania Kanonicznego w kan. 983 § 1, traktującym o nienaruszalności tajemnicy spowiedzi stanowi przecież, iż "nie wolno spowiednikowi słowami lub w jakikolwiek inny sposób i dla jakiejkolwiek przyczyny w czymkolwiek zdradzić penitenta". Zamiast szukać odreagowania po najtrudniejszych spowiedziach w rozmowie z innymi kapłanami lub w pomocy psychologa, większość księży i zakonników dusi wszystko w sobie.

– Czasem trudno nawet rozmawiać z innymi kapłanami o podejściu do danej sprawy pojawiającej się w konfesjonale na temat ewentualnego rozgrzeszenia lub jego braku – stwierdza o. Marcin. Natychmiast dodaje jednak: – Tylko napisz, żeby ludzie nie próbowali czasami "oszczędzać" trudnej wiedzy kapłanowi! Nie o to chodzi. Ale jak pytasz, czy jest nam łatwo tego wszystkiego słuchać, to nie mogę skłamać. Nie jest.

Co z tą tajemnicą?
– Potwierdzam. Ludzie często sobie myślą, że księża to mają super, bo znają najlepsze plotki. Nic z tego. Im więcej wiesz, tym gorzej śpisz – komentuje w rozmowie z naTemat Grzegorz Jastrzębski – były duchowny, który zrzucił sutannę kilka lat temu. No właśnie, a co z takimi ludźmi?! Przecież poznali nasze najgorsze grzechy i wszystkie powody do wstydu, a po zrzuceniu sutanny mogą rozpowiadać o tym na lewo i prawo!
Grzegorz Jastrzębski
były duchowny

Jasne, że mogą. Tylko, że niewiele więcej ogranicza osoby duchowne od tych, które opuściły ten stan. Tak naprawdę, bezpieczeństwa na spowiedzi nie gwarantują jakieś paragrafy Kodeksu Postępowania Kanonicznego, który nie ma przecież naprawdę przeraźliwych sankcji. Gwarancją jest natomiast najnormalniejsza w świecie przyzwoitość. No i wiara w Boga. To one sprawiają, że prawie nikt nie odważy się zdradzać tajemnicy spowiedzi, nawet jeśli zrzucił sutannę. Bo rzadko zdarza się, by utracił przy okazji oba te hamulce. Nawet jeśli stracił wiarę, to pozostaje mu moralność.

Jednocześnie Jastrzębski przyznaje, że nie wierzy, by na świecie nie było sytuacji, w których jakiś duchowny lub były duchowny "z nierozgarnięcia lub wyrachowania" nie zdradził tego, co usłyszał w konfesjonale. Pewnie czasem zdarza się to też nad Wisłą. Jednak wśród duchowieństwa na świecie panuje ponoć przekonanie, że z odpowiedzialnością za tajemnicę najlepiej radzą sobie ludzi z krajów, w których panowały okrutne reżimy.

– A to dlatego, że na przykład Polacy, Niemcy, czy duchowni innych narodowości naszej części świata noszą świadomość tego, jak silni byli ich poprzednicy. Że oni nie pękali nawet na komunistycznych, czy nazistowskich torturach. Ich następcy nie mogą więc pęknąć dlatego, że kusi ich współczesna pogoń za sensacją lub coraz bardziej spektakularnym hejtem. To byłby upadek, którego wstydziliby się nawet ci, którzy wprost z Kościoła przeszli na stronę ateistów i antyklerykałów. Dlatego nawet oni milczą – zapewnia.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KościółObyczaje
Skomentuj