Czy będzie PolExit? PiS robi co może, żeby wypisać Polskę z Unii Europejskiej

Prawica staje się coraz bardziej radykalna i eurosceptyczna.
Prawica staje się coraz bardziej radykalna i eurosceptyczna. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Łamanie prawa i konstytucji przez PiS to prosta droga do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że jest to celem nadrzędnym rządzącego Prawa i Sprawiedliwości.

„Unia twój wróg” – mówi dziś prawica. O dyktacie Brukseli, o hegemonii Parlamentu Europejskiego posłowie PiS mówili dużo jeszcze przed wyborami. Dziś te słowa są o tyle groźniejsze, że PiS rządzi krajem i nic nie wskazuje na to, żeby ta sytuacja miała się szybko zmienić. Co więcej, zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, ustawa medialna, grzebanie przy ordynacji wyborczej czy nawet ustawa o Obronie Terytorialnej dają podstawy przypuszczać, że PiS zamierza zabetonować układ władzy i trwać w nim przez długie lata.


Wiele decyzji PiS wydaje się niezrozumiałych. Gdy zastanawiać się nad każdą z osobna, to można tylko wzruszyć ramionami. Ale gdy spojrzy się na problem z pewnego dystansu, zaczyna się wyłaniać ponury obraz. Wszystkie decyzje kadrowe i polityczne w ostatecznym rozrachunku sprawią, że albo wyrzucą nas z Unii Europejskiej, albo rząd sam nas z niej wypisze. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu najbliższej kadencji sejmowej zostanie spełnione hasło wyborcze PiS i Polska... będzie w ruinie. Na marginesie Europy, samotna, bez pieniędzy, ale za to narodowa, z długimi szpalerami polskich flag, powstała z kolan.

Wczoraj w parlamencie znów doszło do awantur. Posłowie głosują na dwie ręce, ale niektórym to nie przeszkadza. Łamane jest prawo, ale gdy łamie je ktoś w interesie narodu (czytaj: w interesie partii, która wygrała wybory i rządzi w imieniu suwerena) to jest to moralnie słuszne. Tak wczoraj tłumaczył głosowanie na dwie ręce Kornel Morawiecki. Z kolei PiS prawo traktuje instrumentalnie, gównie jako bicz na opozycję.

Spór polityczny
Spór polityczny w Polsce nie dotyczy ustawy budżetowej czy dyskusji na temat wykorzystania środków unijnych. Czy ktokolwiek jeszcze pamięta, jaki był program gospodarczy PiS, poza słynnym 500+ „na każde dziecko”? Ogłoszono co prawda wielki program rozwoju na najbliższe 15 lat, ale w świetle ostatnich wydarzeń jest on coraz mniej realny. W Polsce podstawowym tematem dyskusji są prawa obywateli i poszanowanie demokracji, a nie gospodarka. Co więcej – spór ten przeniósł się do Europarlamentu i jeśli Unia zastosuje sankcje wobec Polski, to nie tylko z planu Morawieckiego zostaną wspomnienia. Zaprzepaszczone zostanie to wszystko, co udało nam się osiągnąć w ostatnich latach.
prof. Adam D. Rotfeld
Wypowiedź z 14 IV 2016 w programie "Poranek Radia TokFM"

Polska jest tak zajęta własnymi sprawami, że cały świat zaczyna dostrzegać, że są problemy.

– PiS traktuje UE jak hegemona, który dybie na naszą suwerenność. Znamy ten dyskurs z Radia Maryja i z nacjonalistycznych wieców, na których się skanduje: "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela!". Jakby Polskę ktoś siłą przyłączył do Unii – napisał dziś Jarosław Kurski na łamach Gazety Wyborczej. Jego brat tymczasem twardą ręką trzyma ster w publicznej telewizji, coraz powszechniej nazywanej tubą propagandową rządu. Przekaz płynący z mediów publicznych jest właściwie jednostronny: nasz rząd jest dobry, a na Zachodzie niczego nie rozumieją.

Zatracamy się w tym sporze i tracimy na nim. Z kraju na dorobku, aspirującego do gry w pierwszej lidze stajemy się powoli pariasem Europy, krajem autorytarnym, rządzonym przez grupę polityków gotowych rzucić się na Rosję w poszukiwaniu wraku prezydenckiego Tupolewa. Krajem, w którym zarządy spółek państwowych obsadzane są według klucza partyjnego, co już spowodowało spadek wyceny akcji na przykład Lotosu. Zamiast aspirować do pierwszej ligi tracimy pieniądze i prestiż.

Prawda jest taka, że gdy odpłyną z kraju pieniądze, spadnie wycena spółek, a jeszcze do tego unia nałoży sankcje to możliwe są dwa scenariusze. Albo ludzie wyjdą na ulice i obalą rząd, albo ulegną propagandzie rządowej, coraz jawniej i częściej głoszącej, że Polska ma w UE wielu wrogów. Już dziś jest w Polsce wiele osób sceptycznych wobec naszego członkostwa w Unii. Gdy na rynku zacznie brakować pieniędzy i Polacy odczują pogorszenie sytuacji materialnej, tłumaczenie biedy unijnymi sankcjami może sprawić, że przeciwników UE przybędzie.

Kto nie z nami ten przeciw nam
PiS walczy nie tylko z opozycją. To poniekąd byłoby nawet zrozumiałe, po ośmiu latach spędzonych w opozycji partia przejmuje kraj. Budzi to opór, ale głównie dlatego, iż wiele decyzji jest co najmniej kontrowersyjnych lub zwyczajnie niezrozumiałych. Protestuje opozycja, ludzie wychodzą na ulice, a PiS okopał się na swoich pozycjach i nie tylko trwa przy tym, co już zajął, jeszcze poszerza stan posiadania. Kto nie z nami, ten przeciw nam, opozycja jest wrogiem, protestujący to zaprzańcy, gorszy sort, ZOMO i wszelkie zło tego świata. Ktoś z przedstawicieli Unii Europejskiej ośmielił się skrytykować polski rząd? Tym gorzej dla niego, zostanie okrzyknięty masonem, lobbystą, wrogiem Polski. Jeśli prawo stoi w sprzeczności z tym, co robi PiS to tym gorzej dla prawa. PiS krytyki nie przyjmuje, nie liczy się z nią. W Unii o nas źle mówią? Prezes Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy już wyjaśniali, że to głos lobby interesów wrogich Polsce, bo w Europie nie podoba się to, że Polska wstaje z kolan.

Zaczęło się niewinnie, od wyprowadzenia symboli Unii Europejskiej przez Beatę Szydło. Od ponad pięciu miesięcy konferencje rządu odbywają się w sali, gdzie w tle stoją tylko polskie flagi. – Przyjęliśmy założenie, że konferencje po rządzie będą realizowane na tle najpiękniejszych biało-czerwonych flag – argumentowała swoją decyzję Premier.

Dość szybko się okazało, że to tylko preludium do tego, co miał nastąpić w kolejnych tygodniach. Premier Beata Szydło zapowiedziała, że Polska mimo wcześniejszych zobowiązań nie przyjmie uchodźców z Syrii. Decyzja premier spotkała się z pewnym uznaniem opinii publicznej w Polsce, ale została niemal jednogłośnie skrytykowana przez ważnych urzędników Unii Europejskiej. A w przejętych przez PiS mediach publicznych zaczęła się swoista krucjata przeciwko uchodźcom. W prawicowych mediach kreowano obraz Europy wstrząsanej zamachami, pełnej gwałtów na kobietach, z kościołami przebudowywanych na meczety.

W Unii zaczęły podnosić się głosy na temat cofnięcia Polsce dotacji, przebąkiwano o sankcjach. – Nie będę ulegać politycznej poprawności – skwitowała to premier Szydło. Dodatkowej amunicji dostarczyły jej zamachy w Brukseli, po których Beata Szydło powiedziała wprost: nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali emigranci. Prawica się cieszy, ale o Polsce w UE mówi się coraz więcej i niestety coraz gorzej.
Prof. Adam D. Rotfeld
Wypowiedź z 14 IV 2016 w programie "Poranek Radia TokFM"

Polska polityka zagraniczna traci na znaczeniu, a to co postrzegamy jako politykę zagraniczną jest adresowane do elektoratu PiS.

Trybunał problemem międzynarodowym
Kluczowa staje się sprawa Trybunału Konstytucyjnego. PiS złamał konstytucję, nie mają co do wątpliwości ani opozycja, ani konstytucjonaliści. Spór wokół wyboru sędziów trybunału narastał i w końcu rozlał się poza Polskę. Na wezwanie szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego przyjechali przedstawiciele Komisji Weneckiej by rozpatrzyć sprawę na miejscu. Gdy okazało się, że ich raport będzie krytyczny wobec rządu, zaczyna się w rządowych mediach nagonka na opozycję, która zdradziła Polskę i donosi na własny kraj za granicą. Zalecenia komisji rząd postanowił zignorować. „Był wyciek raportu” mówili ministrowie i posłowie PiS, tym samym uznając treść dokumentu za nieistotną.

W sprawie Trybunału Konstytucyjnego eurodeputowani podjęli wczoraj ważną rezolucję. Ważną z wielu powodów. Po pierwsze to pierwszy przypadek w historii, gdy Parlament Europejski podjął rezolucję tak bardzo krytyczną wobec Polski. W dokumencie wytknięto rządzącym łamanie konstytucji i ograniczanie podstawowych praw obywatelskich w Polsce. Pojawiła się też groźba wprowadzenia sankcji, jeśli PiS nie cofnie się w sprawie TK i nadal będzie odmawiał publikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

"Wrogowie Polski mają satysfakcję". "Przegłosowana dziś rezolucja w sprawie Polski jest absurdalna i szkodliwa". To tylko dwa z wielu komentarzy, jakie pojawiły się wczoraj po ogłoszeniu decyzji eurodeputowanych. Nie wypowiadają ich jacyś nieznani z nazwiska internauci, tak mówią posłowie PiS. Poseł Piecha nie taił złości i zapowiedział otwarcie – jesteśmy zahartowani w opozycji. Mogę obiecać, że przetrwamy.

To nic innego jak zapowiedź tego, że rząd nie zamierza się ugiąć i woli zaryzykować otwarty konflikt z Unią Europejską. Potwierdzeniem tej tezy jest wynik wczorajszego głosowania w Sejmie, gdzie PiS przepchnął swojego kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Ryszard Petru już stwierdził, że to koniec dyskusji na temat kompromisu w sprawie TK.

Konie i korniki podkopują naszą pozycję
Grożą nam sankcje, a to tylko szczyt góry lodowej. Problemy zaczęły się kilka miesięcy temu. Spadają rankingi Polski, inwestorzy zaczynają powoli wycofywać swój kapitał. Odpłynęło już około 4 mld złotych, które mieli ulokowane głównie w obligacjach państwowych. Ucieczka kapitału trwa od początku roku i w ocenie specjalistów ma ścisły związek z „dobrą zmianą”.

Zmiany zachodzą wszędzie. PiS przejmuje kraj szybko i w sposób niezwykle kontrowersyjny. Do zarządów spółek wchodzą krewni i znajomi prominentów PiS, często nie mając żadnych kompetencji i doświadczenia zdobywanego wcześniej na podobnych stanowiskach. Niektóre przejęcia stają się głośne na cały świat i nie przysparzają Polsce sympatyków. Powszechnie niezrozumienie towarzyszy na przykład zmianom w stadninach koni arabskich w Janowie podlaskim czy Michałowie. Doświadczeni dyrektorzy zostali zastąpieni przez dyletantów, konie padają, a ministerstwo rolnictwa trwa przy swoim i oburza się na wszelkie słowa krytyki.

Rząd nie ma na Zachodzie dobrej prasy także z powodu planowanej wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Ostatni dziewiczy las w Europie, do którego rząd zamierza wpuścić piły i wyciąć wiele hektarów lasów pod pretekstem walki z kornikiem. Puszczy nie zniszczyły wojny, zabory, pożary lasów, ani korniki. Nawet żubry jej nie zadeptały, a PiS ją przytnie i wyrówna. I niczym się nie przejmuje.

Wpuszczono nas do Unii. Aspirowaliśmy do wspólnoty wiele lat, trzeba było wiele wysiłku, żeby sprostać wymaganiom stawianym wobec państw członkowskich. Udało się. Dziś wszystko wskazuje na to, że cały ten trud był daremny. Michał Kamiński mówił dziś w Sejmie: „1050 lat temu Mieszko wprowadził Polskę do Europy. Taki był polityczny wymiar aktu Chrztu Polski. Wy dzisiaj Polskę z Europy wyprowadzacie i niszczycie spuściznę Mieszka I, to co odbudowały pokolenia Polaków.” Trudno o lepsze podsumowanie działań pięciomiesięcznych rządów PiS

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...