Jerzy Zięba działa jak antyszczepionkowcy. Tyle że jest bardziej szkodliwy i wykłada na uczelniach

Uniwersytety nie powinny wynajmować swoich sal wykładowych znachorom.
Uniwersytety nie powinny wynajmować swoich sal wykładowych znachorom. fot. ZNACHOR na Uniwersytecie! Co na to Rektor?
Medycyna to skomplikowana nauka, której rozwój gwarantują tęgie umysły najlepszych naukowców. To, co dziś nam proponują, jest czasem tak skomplikowane, że trudno to pojąć nawet zwykłemu lekarzowi. Może przez to „skomplikowanie” część ludzi zaczyna wierzyć zwykłym szarlatanom i uzdrowicielom. Ich metody są proste i zrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika. Niestety skutki ich stosowania bywają opłakane. Najgorsze jest to, że w Polsce bardzo trudno walczy się z szarlatanerią.

Dziennikarze zdrowotni i naukowi rzadko piszą listy protestacyjne. Jednak ostatnio nie wytrzymali. Chodzi o wykłady, które w wynajętych salach uniwersyteckich prowadzi Jerzy Zięba, autor poczytnej książki „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”, naturoterapeuta, a z wykształcenia inżynier.



Ostatni wykład Pan Zięby odbywał się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Dziennikarze napisali list do władz uczelni.

Hipnoterapeuta na uniwersytecie
„My, dziennikarze zajmujący się tematyką zdrowia, medycyny i nauki, zwracamy się do Księdza Profesora z prośbą o bliższe przyjrzenie się wydarzeniu, które odbędzie się w najbliższą sobotę (16 kwietnia) w godz. od 10.00 do 12.00 oraz od 14.00 do 22.00 w Auditorium Maximum UKSW w Warszawie.

Swój wykład wygłosi, a następnie poprowadzi seminarium Pan Jerzy Zięba. Jak sam o sobie pisze: dyplomowany hipnoterapeuta kliniczny w Australii i USA. W środowisku dziennikarskim jest dobrze znany jako człowiek, który neguje osiągnięcia medycyny i podważa wiedzę naukową. Co gorsza, rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat profilaktyki i leczenia wielu chorób, m.in. układu krążenia, nowotworów i stosowania szczepionek. "Uważamy działalność tego Pana za szkodliwą społecznie i obawiamy się, że promowanie jego poglądów wcześniej czy później doprowadzi do tragedii” – piszą dziennikarze.

Dziennikarze dodają też, że ich niepokój wzbudza fakt, iż Jerzy Zięba będzie wygłaszał swoje paramedyczne tezy w murach uniwersyteckich. I z premedytacją wykorzystywał wizerunek tak szacownej instytucji do promowania własnej osoby. 
Dziennikarzom odpowiedziała zastępca kanclerza UKSW Małgorzata Kozłowska. Napisała, że wyraziła zgodę na wynajęcie sali na konferencję „Ukryte Terapie”, organizowaną przez firmę zewnętrzną „Kuźnia zdrowia” przy pomocy pośrednika Egida H.K.

„Decyzję czysto komercyjną podjęłam na podstawie informacji od wynajmującego, które nie budziły kontrowersji. Fakt, że firma organizowało podobne przedsięwzięcia na innych uczelniach wyższych, zwiększał zaufanie. Informuję, że UKSW nie był znany szczegółowy program konferencji i lista prelegentów, w tym p. Jerzego Zięby” - pisze zastępca kanclerza.

Dodaje, że Uniwersytet nie współpracuje ani z firmami, które organizowały wykłady, ani z Jerzym Ziębą. Zapewnia, że w przyszłości będzie uważniej przyglądać się wydarzeniom zewnętrznym organizowanym na terenie uczelni i dziękuje za zwrócenie uwagi na zaistniałą sytuację.

Miejmy nadzieję, że inne uczelnie, na których Zięba zaplanował swoje wykłady, wyciągną podobne wnioski. To nie pierwszy protest. Przeciwko wykładom na uniwersytetach pisali już naukowcy i studenci.

List dziennikarzy zaniepokoił Jerzego Ziębę. Oto, jak na swoim facebookowym profilu skomentował sprawę:
Udostępnił też profil dziennikarki Izabeli Filc -Redlińskiej, szefowej Działu Zdrowie w miesięczniku "Twój Styl", która była inicjatorką listu dziennikarzy i oczywiście podpisała się pod nim. Chyba po to, by stanęła pod pręgierzem krytyki tych, którzy wierzą w jego pseudolecznicze metody. „Wyznawcy” oczywiście nie zawiedli.

Znowu spisek
Nie będę rozpisywać się o Jerzym Ziębie i jego teoriach leczniczych. Robię to z premedytacją, zwyczajnie nie chcę tej osoby wspierać ani reklamować. Jest to człowiek bez wykształcenia medycznego, który neguje sprawdzone metody leczenia, uznane przez autorytety medyczne. Jest przeciwnikiem szczepień i sposobu leczenia nowotworów jaki proponują onkolodzy.

Działa podobnie jak antyszczepionkowcy. Jego „wyznawcy” też wietrzą spisek lekarski, sterowany przez firmy farmaceutyczne, które chcą zarobić na chorych ludziach. Tak, jak teorie antyszczepionkowców, teorie Pana Zięby niektórzy przyjmują bezkrytycznie.

W Polsce od wielu lat co jakiś czas objawia nam się znachor, bioenergoterapeuta czy inny uzdrowiciel, który pociąga za sobą rzesze „fanów”

– Była fala homeopatii, były sole litu. To jak moda, po jakimś czasie przechodzi. Niestety nie wiemy, ile złego zrobiło to chorym ludziom, ilu z nich cierpiało z powodu zaniechania leczenia – mówi naTemat Bożena Janicka, lekarz rodzinny, pediatra, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Chcą cudu
Jej zdaniem, ludzie czekają na cud, a medycyna to nauka oparta o anatomię, fizjologię.

– Szukają magii. Dla mnie cudem jest postęp medycyny, jaki obserwuję przez ostatnie 30 lat. Dziś leczymy wiele nowotworów, które kiedyś nie były uleczalne. Przy wylewie krwi do mózgu neurochirurg w ciągu godziny oczyszcza mózg i pacjent na drugi dzień jest w stanie funkcjonować, kiedyś umierał. Mamy szczepienia, dzięki którym o śmiertelnych w skutkach epidemiach czytamy już tylko w książkach historycznych. To jest niezwykłe i to można nazwać cudem – wyjaśnia dr Janicka.

Lekarka podkreśla, że widziała już wielu medycznych cudotwórców, jednak ich „wyznawcy” nie byli kiedyś tacy aroganccy, agresywni i bezkrytyczni. Podkreśla, że tacy znachorzy nie odpowiadają za swoje terapie i dlatego trzeba naprawdę ostrożnie podchodzić do wszelkich „cudownych” metod leczenia.

– Ja jako lekarz za to, co robię, odpowiadam głową. Jeśli komuś zrobię krzywdę, samorząd lekarski może odebrać mi prawo wykonywania zawodu, odpowiadam też przed Rzecznikiem Praw Pacjenta, sądem powszechnym. Natomiast znachorzy nie odpowiadają za nic – tłumaczy dr Janicka.
Dr Bożena Janicka
Lekarz rodzinny, pediatra, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia

Na tym co się robi trzeba się znać i ponosić konsekwencje działań, szczególnie jeśli to dotyczy zdrowia i życia drugiego człowieka.

Od leczenia jest lekarz
W Polsce leczeniem, wedle prawa, może zajmować się tylko lekarz - osoba, która ukończyła studia medyczne i ma prawo wykonywania zawodu lekarza. Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej przypomina, że działania znachorów i cudotwórców, którzy mówią, że leczą i robią to lepiej niż lekarze, są zwyczajnie bezprawne.

– Niestety bardzo trudno toczy się z nimi wojnę. Kiedy składa się zawiadomienie do prokuratury w takiej sprawie, często jest umarzana z powodu niskiej szkodliwości społecznej. Czasami zadajemy sobie pytanie, czy musi umrzeć dziecko, tak jak to się stało na Podkarpaciu, żeby prokuratura na poważnie zainteresowała się znachorem? – mówi naTemat prezes Hamankiewicz.

Przypomina, że jeszcze jako prezes Śląskiej Izby Lekarskiej, wygrał sprawę dotyczącą znachora, który kładł chorych ludzi na podgrzewanych „bioenergo-elektromagneto-fotono-termodynamicznych” łóżkach mówiąc, że ich organizm tak się uleczy i jednocześnie publicznie obrażając całe środowisko lekarskie. Założył nawet specjalną gazetę, by na jej łamach mówić źle o lekarzach.

Pytam więc prezesa Hamankewicza, co może zrobić w sprawie Jerzego Zięby? – Mogę zrobić tyle samo co pani. Złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. W tym wypadku oszustwa.

Prezes samorządu lekarskiego, podobnie jak dr Janicka, uważa, że pacjenci szukają magii i cudu w medycynie, stąd popularność znachorów i cudotwórców.
Dr Maciej Hamankiewicz
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Może lekarze powinni włożyć togi, palić kadzidła, roztaczać wokół siebie aurę tajemniczości, z której nowoczesna medycyna została odarta. Niektórzy czekają na takie czary i stąd to bezkrytyczne podążanie za cudotwórcami.

Jego zdaniem, trudno dziwić się ludziom, którzy dają się nabierać oszustom, ponieważ w dzisiejszych czasach są oni niezwykle skuteczni socjotechnicznie i psychologicznie.

Oszukani płacą wysoką cenę
Czasami zastanawiam się, dlaczego tyle osób daje się nabrać. Na wykłady Jerzego Zięby przychodzi kilkaset osób, które płacą za to nawet 170 zł. Na stronie tego naturoterapeuty możemy znaleźć oczywiście „leki”, które za wcale nie tak niską cenę możemy kupić, pewnie wielu kupuje. Czy ktoś zauważył, że to jest zwyczajnie dobry biznes?

Obiema rękami podpisuję się pod listem moich koleżanek i kolegów dziennikarzy. Uniwersytety nie powinny wspierać tego typu działalności. Dlaczego? Przypomina mi się rozmowa z panią onkolog, która opowiadała o kobiecie, która przyszła do niej z rakiem piersi.

Chora powiedziała, że operacja i chemioterapia to zło i odmówiła leczenia, zapewniając, że podda się naturalnej terapii. Przyszła rok później żądając, by ją zoperowano. Onkolog już nic nie mogła dla niej zrobić. Nowotwór był rozsiany po całym organizmie. Szkoda, że ktoś kobiecie skrócił życie naturalną terapią. Może gdyby nikt nie nakład jej bzdur do głowy żyłaby do dziś…

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...