Nazywają go "Doktorem od lizaków". Ten laryngolog mówi, że nieważne kto występuje w reklamie, ale co można reklamować

Doktor Jacek Caba wystąpił w reklamie telewizyjnej suplementu.
Doktor Jacek Caba wystąpił w reklamie telewizyjnej suplementu. Screen YouTube
Sytuacja, kiedy lekarz reklamuje suplement lub lek jest dla wielu z nas nieetyczna. Jednak zdaniem lekarza, który wystąpił w takiej reklamie telewizyjnej – Jacka Caby problemem nie jest lekarz zachęcający do zakupu suplementu czy leku, ale kwestia jakie produkty w ogóle można reklamować.

Człowiek w kitlu, który poleca nam ten czy inny suplement, wyrób medyczny lub lek OTC w reklamie to standard. Najczęściej rolę lekarza lub farmaceuty grają aktorzy, ponieważ lekarze mają zakaz (ustanowiony przez samorząd lekarski) występowania w reklamach.



Zdarza się jednak, że łamią go. Mało tego, są sytuacje, kiedy formalnie lekarz nie musi stosować się do przepisów stanowionych przez samorząd lekarski. Właśnie w takiej sytuacji był doktor Jacek Caba, który mimo, że skończył studia medyczne na kierunku lekarskim, a później zrobił specjalizację z laryngologii, nie wykonuje zawodu. Jest więc niewątpliwie lekarzem i to laryngologiem, ale nie pracuje w zawodzie i nie leczy na co dzień pacjentów.

No i właśnie doktor Caba „zalazł” za skórę samorządowi lekarskiemu, który nie mógł go ukarać. Jak podawał branżowy portal Medexpress, po tym, jak doktor wystąpił w reklamie lizaków na gardło dla dzieci, Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej dr Grzegorz Wrona, stwierdził, że lekarz Jacek Caba, występujący jako lekarz laryngolog w reklamie telewizyjnej wyrobu medycznego Natursept, nie jest lekarzem wykonującym zawód i nie posiada specjalizacji w żadnej dziedzinie medycyny. Jego dane znajdują się w ewidencji Okręgowej Izby Lekarzy w Gdańsku, ale nie jest on członkiem ani tej, ani żadnej innej okręgowej izby lekarskiej. W związku z tym, nie jest prowadzone w stosunku do niego postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy. Odpowiedzialności takiej podlegają bowiem lekarze, którzy są członkami izb lekarskich.

Tu nie lekarze są problemem
Jednak lekarze, którzy mają czynne prawo wykonywania zawodu w Polsce nie mogą występować w tego typu reklamach. Zapytaliśmy doktora Cabę co sądzi o tej sytuacji.

naTemat: Czy Pana zdaniem lekarze (również ci czynnie wykonujący zawód) powinni mieć możliwość udziału w reklamach leków lub suplementów?

Doktor Jacek Caba: Myślę, że problemem nie jest osoba, która reklamuje produkt tylko sam produkt. To nie lekarze są głównym graczem na tym rynku tylko firmy farmaceutyczne.
Powinniśmy dyskutować czy dany produkt powinien być reklamowany, a nie kto powinien go reklamować. Dyskusja o lizaku na gardło toczona w momencie, kiedy zaraz po reklamówce tegoż lizaka widzimy reklamówkę alkoholu jest po prostu szczytem hipokryzji. Reklamy banków, które robią z ludzi idiotów, opowiadając, że 10 złotych za pożyczone 100, to dużo niższe oprocentowanie niż 10 proc. też są przecież spokojnie akceptowalne tylko ten facet od lizaków to kanalia i wredny oszust. Bo akurat zrobiła się moda na reklamy suplementów i udział w nich lekarzy

Czy lekarz nieposiadający prawa wykonywania zawodu powinien stosować się do zakazu udziału w reklamach leków i suplementów?

Bardzo mnie boli, gdy ktoś mówi, że nie jestem lekarzem. To, że akurat nie wykonuję zawodu jest kwestią mojego wyboru. Nikt mnie nie pozbawił prawa wykonywania zawodu, ani mojej specjalizacji. Działacze z Naczelnej Rady Lekarskiej mogą sobie wypisywać co chcą, to mali, zakompleksieni ludzie trzęsący się o swoje stołki. Lekarzem byłem, jestem i pozostanę do końca życia, bo złożyłem przysięgę Hipokratesa i zawsze będzie mnie ona obowiązywać. Pomimo że nie wykonuję zawodu, nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie zatrzymać się widząc wypadek na drodze. Zawsze wysiadam i pytam, czy nie jest potrzebna pomoc lekarska – to mój obowiązek!

Czy dyskusja o udziale lekarzy lub przedstawicieli innych zawodów medycznych w reklamach leków i suplementów zmierza w odpowiednią stronę. Czy samorząd lekarski powinien czuwać nad reklamą środków medycznych?

Samorząd lekarski, przede wszystkim powinien czuwać nad tym, żeby firmy farmaceutyczne przestały wreszcie rządzić branżą medyczną. Proszę pójść do apteki i spróbować kupić sól fizjologiczną. Przypominam, że jest to jedyny płyn całkowicie obojętny dla ludzkiego organizmu. Składa się z wody i rozpuszczonej w niej szczypcie soli kuchennej (chlorek sodu – NaCl ) w stężeniu 0,9 proc. Dowie się pani, że ten specyfik wymaga recepty! Dlaczego wymaga recepty? Bo kosztuje złotówkę za pół litra. Bez recepty natomiast może pani nabyć płyn do soczewek kontaktowych (dla odmiany sól fizjologiczną) w cenie 25 złotych za 100 mililitrów. To jest nasza "farmaceutyczna" etyka. Ciekawe co ma na ten temat do powiedzenia pan rzecznik od tropienia lizaków. I my rozmawiamy o reklamie lizaków?

Czy wierzy Pan w to, że reklamowane przez Pana suplementy rzeczywiście są dobre? Czy jeśli wróciłby Pan do wykonywania zawodu, polecałby je Pan swoim pacjentom?

No to teraz o lizakach. Na rynku jest wiele produktów do ssania, gdy podrażnione jest gardło. One rzeczywiście te objawy łagodzą i każdy z nas przekonał się o tym wielokrotnie.
Lizak jest fajną formą podawania takiego preparatu dzieciom, bo przede wszystkim jest bezpieczniejszy. Pastylką, ruchliwe dziecko, może się po prostu udławić. To wszystko.
Nie widzę nic zdrożnego w powiedzeniu tego ludziom z ekranu telewizora, bo nie kłamię ani jednym słowem.

Inaczej rzecz się ma, gdy widzę reklamówkę tabletek na "kaszel palacza". To jest, niestety, kryminał. Bo receptą na kaszel palacza nie jest tabletka, tylko pilne wykonanie RTG klatki piersiowej.

Kaszel palacza, to pierwszy objaw płaskonabłonkowego raka oskrzela, który we wczesnej fazie diagnostyki daje szanse wyleczenia. Po długotrwałym stosowaniu "magicznej tabletki z telewizora" pacjent nie ma najmniejszych szans na przeżycie, bo trafia do lekarza w zbyt zaawansowanym stadium rozwoju nowotworu, żeby cokolwiek dało się z tym zrobić.

Jeszcze raz powtarzam, nie ma zbiorczej odpowiedzi na to kto i co powinien reklamować. Są uczciwe i nieuczciwe zachowania w świecie reklamy, tak jak w każdym innym. I te nieuczciwe powinno się eliminować, a nie prowadzić jałowe dyskusje o odpowiedzialności zbiorowej. My jesteśmy specjalistami od "wylewania dzieci z wodą z wanny".

W Niemczech, jak kibice rozrabiają, to policja ich łapie i karze. W Polsce mądry wojewoda zamyka cały stadion, dzięki temu ojciec z synem nie mogą pójść na mecz, bo jakiś kretyn odpalił racę. Swego czasu nie odbył się finał Superpucharu Polski na Stadionie Narodowym bo policja nie była w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Otóż w naszym kraju, zamiast wywalić na zbity pysk szefa organizacji, której płacimy z naszych podatków za zapewnienie bezpieczeństwa, my po prostu odwołujemy imprezę.
Czy czuje się Pan skrzywdzony przez samorząd lekarski, środowisko lekarskie?

Nie czuję się skrzywdzony, bo zachowania na tak niskim poziomie jak kłamstewka pana rzecznika i jego ekipy nie są w stanie mnie skrzywdzić. Wywołują uczucie niesmaku skojarzone z lekkim rozbawieniem ludzką głupotą i zawiścią. Napisałbym, po męsku, gdzie takie zachowania mam, ale nie chcę nadwyrężyć poczucia estetyki szanownej Pani redaktor (śmiech).

Co Pan myśli o planach resortu zdrowia dotyczących wprowadzenia zakazu reklamy leków OTC i suplementów?

Zakazywanie, zabranianie i wszelkiego typu ulubione przez nas działania (spuścizna wielu lat komunizmu, gdzie wszyscy prześcigali się w zabranianiu) to właśnie zamykanie stadionu na 40 tysięcy ludzi po bójce dwóch kiboli – debili. Nie wyleczymy się z tego, póki nasi ministrowie nie przestaną być bardziej zainteresowani obroną swoich stołków niż tworzeniem mądrych przepisów. Myślę, że zdecydowanie powinni przemyśleć dalsze zakazy, najlepiej przy ośmiorniczkach w jakiejś modnej restauracji (śmiech).

Czy Pana zdaniem producenci suplementów nie przesadzają z wymyślaniem dolegliwości i chorób, w terapii których pomogą ich produkty?

Syndrom Niespokojnych Nóg to jednostka chorobowa, o której chyba zapomniano nam powiedzieć na studiach (śmiech). Oczywiście, widząc wiele reklam zastanawiam się, czy się śmiać czy płakać. Wyczerpaliśmy już chyba całą tablicę Mendelejewa jeśli chodzi o niedobory pierwiastków (został już chyba tylko rad i polon, ale i o ich niedoborze zapewne się dowiemy przy premierze filmu biograficznego o Marii Curie Skłodowskiej (śmiech).

Oczywiście, zgadzam się, że inwencja twórcza firm farmaceutycznych jest wprost proporcjonalna do liczby pracowników działów marketingu tych instytucji i osiągnęła poziom takiego absurdu, że czasem nie wiadomo już czy to nie żart. Po raz kolejny powtarzam – każda reklama jest inna i nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka.

Mieszkam przez dużą część roku w kraju, gdzie 95 proc. obywateli to muzułmanie. I jakoś nikt mnie nie zabił. A przecież wszyscy muzułmanie to terroryści i bandyci, którzy pożerają chrześcijan żywcem. To dlaczego właściciel sklepiku w mojej dzielnicy, gdzie kupowałem jajka na Wielkanoc życzył mi Wesołych Świąt? Odpowiedź jest prosta – dlatego, że z uśmiechem życzę mu tego samego jak zaczyna się Ramadan.

Upraszczanie i uogólnianie, to główna, polska choroba (może wiodący producent suplementów wyprodukuje jakiś na głupotę). Nasze społeczeństwo głupieje, niestety w postępie geometrycznym i dzień po dniu przestaje się zastanawiać nad otaczającymi problemami. Chce prostych, szybkich rozwiązań, żeby jak najmniej czasu stracić na myślenie i jak najszybciej zasiąść przed telewizorem, gdzie zaczyna się 1278 odcinek Tańca z Gwiazdami, Które Śpiewają Skacząc do Wody…

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...