Bez pazura, ale idealna do długich i wygodnych podróży - Honda CR-V

Honda CR-V to samochód, który zachęca do dłuższych podróży. Fot. naTemat
Znajomi niedawno kupowali nowego SUV-a. Honda CR-V nie była w pierwszej trójce potencjalnego wyboru. Ostatecznie zdecydowali się na Qashqai'a. Tymczasem, gdy ostatnio zobaczyli podjeżdżającą CR-V-kę, żałowali, że chociaż nie dali jej szansy. Bo na pierwszy rzut oka Honda CR-V prezentuje się naprawdę okazale. A jak jest dalej?

Samochód, który widzicie to IV generacja produkowanego od 1995 roku modelu CR-V. W tej wersji występuje od 2011 roku, ale trzy lata później przeszedł lifting, który sprawdził nas do tego, co właśnie możecie zobaczyć. Mieliśmy okazję testować już sporo mniej lub bardziej rodzinnych SUV-ów. Pierwsze wrażenie po zobaczeniu Hondy CR-V? Wydaje się naprawdę spora. Głównie za sprawą masywnego tyłu, który optycznie powiększa samochód. Nie tylko jeśli chodzi o długość, ale i wysokość. Tył jest stosunkowo wysoki i kanciasty. Kwestia dyskusyjna wizualnie, ale na pewno dodaje aucie nieco masy oraz sprawia, że jest charakterystyczne. Mnie trochę kłuło w oczy, bo za każdym razem zwracałem na ten element uwagę.
Od przodu jest już bardziej podobna do tego, co widać na polskich drogach, ale nie przeszkadza to w tym, że wygląda całkiem nowocześnie. To w sporej mierze efekt liftingu przedniego pasa, jaki Honda CR-V przeszła już jakiś czas temu. Sam samochód wygląda solidnie i będąc crossoverem, zdecydowanie więcej czerpie z tej większej i mocniejszej części.
Rodzinne auto samo w sobie wizualnie nie musi być nudne. Często rozbija się o akcenty, które potrafią sporo zmienić. Najprostsza, choć nie zawsze najtańsza, opcja to felgi. Naprawdę każdy samochód można zanudzić na śmierć złym zestawem. W tym przypadku wygląda to naprawdę ciekawie i nietuzinkowo, ale jak możecie się domyślić, lepiej uważać przy krawężnikach.



Wsiadając do środka, do głowy od razu wróciły wspomnienia z dwóch innych testów, z tym że tutaj mieliśmy to w jednym aucie. Kierowca czuje się trochę jak za kierownicą autobusu: spore auto i spore koło w rękach, które odruchowo najpierw trzyma się „od dołu”, nie od góry. Trochę tak jak w KIA Sportage, gdzie miałem podobne odczucia w tej kwestii. Wrażenie potęguje słusznych rozmiarów deska rozdzielcza.
Z drugiej strony mamy mało wyględne (alkantara-skóra), ale niesamowicie wygodne fotele. Duże, miękkie, z dobrą widocznością. To wszystko zachęca do dłuższych tras jeszcze zanim odpalimy silnik. Podobne wrażenia miałem też w Nissanie X-Trailu.

Samo wnętrze jest raczej zachowawcze i tradycyjne. Środkowy panel okrojono do minimum potrzebnych przycisków. Systemem multimedialnym sterujemy za pomocą dotykowego ekranu, który – jak już pisałem przy okazji Hondy Civic – jest bardzo intuicyjny i przypomina w obsłudze kafelkowego Windowsa. Nie wiem tylko, czemu w tak bogatej wersji zabrakło nawigacji.
Z kolei ekran, który widzicie powyżej tego pierwszego, to niejako wsparcie komputera pokładowego, gdzie wyświetla się cześć informacji, które są także między zegarami za kierownicą. W samych zegarach przydałby się powiew świeżości, są przejrzyste, ale nieco zbyt duże i z poprzedniej epoki. Użytkowo w oczy rzuca się miękka podkładka przy prawym kolanie kierowcy i lewym pasażera, którym zazwyczaj się „obijamy”, ale w trakcie jazdy nie zwraca się uwagi na jakiś przesadny komfort wynikający z tego rozwiązania. Po prostu jest.
W samym wnętrzu jest przestronnie i praktycznie. Po kilku dniach jeżdżenia w majówkowy weekend wiem, że auto po prostu zachęca do dłuższych podróży. Nie tylko kierowcę, ale i pasażerów, którzy mają sporo przestrzeni na każdym miejscu. Do tego dochodzi bagażnik o pojemności 589l, które w praktyce można zwiększyć składając fotele. Ile to niemal 600 litrów? Wystarczająco na załadowanie się w kilkuosobową wycieczkę.
Ci, którzy zdecydują się na Hondę CR-V, będą mieli do wyboru po trzy diesle i trzy benzyniaki w różnych konfiguracjach i pięciu wersjach wyposażenia. Przeklikanie się przez konfigurator na stronie producenta pozwoliło stworzyć mi najtańszą wersję od 86 800 zł, z kolegi najdroższa to już koszt dwa razy wyższy, bo ponad 161 tys. zł. Modelowi, który widzicie na zdjęciach, jest bliżej do tego drugiego przedziału. Mam jednak wrażenie, że generalnie ceny za model z takim nieco skromnym zestawem pod maską, mogą być dla niektórych przeszkodą.

Diesel:
1.6, 120KM, 2WD, 6-biegowy manual
1.6, 160KM, 4WD, 6-biegowy manual
1.6, 160KM, 4WD, 6-biegowy automat (najdroższy)

Benzyna:
2.0, 155KM, 2WD, 6-biegowy manual (najtańszy)
2.0, 155KM, 4WD, 6-biegowy manual
2.0, 155KM, 4WD, 5-biegowy automat

Testowany model miał pod maską właśnie diesla 1.6 o mocy 160 koni mechanicznych w automacie i z napędem na cztery koła. W teorii rozpędza się do pierwszej setki w 10,4 sekundy, a najszybciej pojedzie 197km/h. Nie powala, ale też nie do dynamicznej jazdy został stworzony ten samochód. Mimo to, jak na swoje gabaryty (ok. 1600-1700 kg masy własnej) radzi sobie całkiem nieźle przy większych prędkościach.
Kilkaset kilometrów po polskich drogach pokazały, że to samochód do spokojnej jazdy w dłuższe trasy. Nie prowokuje do agresywniejszego wyprzedzania, bo i takiego raczej nie jest w stanie zapewnić. Typowy "tatowóz", po którego sięgną raczej ojcowie 40+. Można się spodziewać, że przy tych gabarytach, to auto będzie „pływać” w złego tego słowa znaczeniu. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, Honda była dla kierowcy dobrze wytłumioną bańką i jeśli można było się w niej poczuć jak w łódce, to raczej tylko ze względu na rozmiary. Mimo że testowaliśmy najmocniejszy zestaw, czasem brakowało jednak "tego czegoś" po wciśnięciu gazu. To po części "zasługa" automatycznej skrzyni biegów, która w trakcie nagłych i gwałtownych decyzji kierowcy nie do końca sobie radzi. Przy niższych prędkościach momentami można było także odnieść wrażenie, jakby samochód delikatnie szarpał.
Kierowca ma do dyspozycji w razie czego dwie opcje, które mogą – zależnie od potrzeb – dostosować nieco auto do oczekiwań. Z jednej strony możemy puknąć lekko dźwignię skrzyni biegów w lewo, czym wprowadzimy ją w tryb sportowy. Efekt tego bardziej słychać spod maski niż czuć w rzeczywistości. Dużo bardziej odczujemy natomiast kliknięcie przycisku ECON, który wprowadza nas w tryb jazdy ekonomicznej. Zużycie paliwa to generalnie spory plus. Komputer pokładowy pokazywał średnio 6l/100km, z około litrowymi wahaniami w górę podczas jazdy w mieście. To kolejny – przy komforcie podróży – argument za tym, że CR-V nadaje się bardzo dobrze w dłuższe trasy.
Honda CR-V to samochód, który może i nie zapewni niesamowitych wrażeń z samej jazdy, ale zapunktuje na innych płaszczyznach. Zarówno tych wizualnych (jest po prostu ładny i duży, choć w środku nieco zbyt oszczędny), jak i czysto praktycznych. Wewnątrz jest wyjątkowo wygodnie i przestronnie, a samo auto aż prosi się o wyjazd w dłuższą podróż. Przy takim spalaniu, nie ma się co zastanawiać.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...