Twoja mama przepadnie w kuchni na długie godziny. 12 gadżetów kuchennych na Dzień Matki i nie tylko

Łyżki kuchenne i sitka niejedno mają imię. 123rf zdjęcie seryjne / Daria Minaeva
Od lat unikasz jak ognia kupowania mamie rzeczy do kuchni, obawiając się, że to paskudnie stereotypowe (choć wpadasz głównie na obiadki). Krem przeciwzmarszczkowy dałeś w prezencie już 4 razy, książkę (nie kucharską) 7, gotowy zestaw kosmetyków 2, a broszkę 3. Może czas zrobić w tył zwrot i zrewidować podejście do kupowania mamom i babciom gadżetów kuchennych? Niezależnie od tego, czy kupujemy stylowy durszlak czy serum pod oczy zasada zawsze jest ta sama – prezent ma być czymś, czego osoba obdarowywana sama by sobie nie kupiła.

Słój z kranikiem do lemoniady Kilner, około 100 zł


Angielska marka Kilner jest jak Porsche wśród słoików, które wytwarza już od 1842 roku. Kto kocha przetwory albo z duma mówi o sobie per słoik powinien zaopatrzeć się w któryś z ich wyrobów, produkowanych nowocześnie i z dbałością o detal, ale opartych na wzornictwie sprzed lat. Słój z kranikiem na napoje (kompoty, soki, lemoniady) to pomysł nie tylko praktyczny (o czym wie każdy, kto wyciągał kiedyś na grillu ze swojej szklanki osę), ale I efektowny. Jeśli nie przypadł wam do gustu poniższy model możecie pogrzebać w ofercie Kilnera, mają jeszcze kilka innych cacek, a także uniwersalną podstawkę, która przyda szyku I ułatwi nalewanie napojów do wysokich szklanek.

Formy do bagietek Emile Henry Les Spécialistes, około 480 zł


Dla wszystkich miłośników delikatnego, francuskiego pieczywa, zwolenników maksymy „wiem, co jem” i przeciwników zdzierczych cen w stylizowanych na paryskie piekarenkach. Forma pozwala na jednoczesny wypiek trzech (niestety nieco krótszych niż przepisowe 65 cm) bagietek. Pilnuje też, żeby bułki miały cienką, spieczoną skórkę, a w środku pozostały pulchne i wilgotne. I robi to znacznie lepiej niż precyzyjnie dobrany termoobieg i temperatura. Prezent dla osób z dużą kuchnią/przestrzenią do składowania kuchennych maszynerii, który ucieszysz pragmatyków-gadżeciarzy (formy da się myć w zmywarce).
Marmurowa deska do krojenia, około 150 zł

Jest prosta i piękna. Ponadczasowa i elegancka. A przy tym całkiem praktyczna. Używając tej deski nie trzeba kłopotać się ułożeniem wędlin, serów czy owoców na półmiskach, wystarczy chwycić za uchwyt i podetknąć marmurowe cudo z dopiero co pokrojonymi smakołykami pod nos gości. Nonszalancko, ale z klasą. Niektórym może nawet pasować do parapetów albo schodów. Podobne deski bez trudu znajdziecie także wykonane z czarnego marmuru albo kwadratowe.

Naczynie do gotowania na parze Steam Tower, około 420 zł

Na pewno jedliście chińskie pierożki na parze, przygotowywane w charakterystycznych piętrowych sitach z bambusa. To właśnie tymi tradycyjnymi naczyniami inspirował się duński designer Christian Bjorn tworząc Steam Tower. Czysta, prosta forma z porcelany i możliwość gotowania zarówno na parze, jak i podgrzewania dań w piekarniku sprawiają, że to prezent tyle stylowy, co praktyczny. W jego powstawaniu brał udział wyróżniony gwiazdką Michelin szef kuchni Morten Koster, a efektem współpracy designera i kucharza jest dołączona do parnej wierzy książka kucharska.

Zestaw do fondue czekoladowego, od 19 do 140 zł


Czasy, kiedy fondue było luksusem zarezerwowanym dla kinderbali „na bogato” i eleganckich wesel (w formie kultowej czekoladowej fontanny) mamy już za sobą. Fondue wchodzi pod strzechy i jeśli wy lub wasze mamy nie macie jeszcze pod swoją stosownego zestawu, czas to zmienić. Fondue czekoladowe to jednoosobowa impreza kulinarna, która mimo swojej prostoty bawi za każdym razem. Czekolada ma w sobie coś ekscytującego, a co dopiero wypełnione nią po brzegi naczynie okolone świeżymi świeżymi truskawkami. Rozstrzał cenowy jest olbrzmi, najprostsze zestawy dla 4 osób kupimy już za niewiele ponad 20 zł, jeśli chcemy mieć w zestawie miseczki do kompletu i tackę musimy zapłacić około 80 zł, na stronie ZestawyFondue.pl znajdziecie coś dla siebie (lub mam) w różnych przedziałach cenowych. Co prawda w tanim, ceramicznym zestawie nie zrobicie fondue mięsnego (kawałki świeżego mięsa zanurza się w rozgrzanym oleju lub wrzącym bulionie), ale z powodzeniem możecie podgrzać domowy sos serowy czy salsę do nachosów.
Zestaw do pieczenia chipsów w mikrofalówce, około 70 zł

Miłość do chrupania nie słabnie z wiekiem ani o jotę. W przeciwieństwie do niechęci do napychania żołądka solą i konserwantami. Jeśli wasze mamy wydają krocie na zdrowe chipsy z buraków czy marchwi, albo wręcz przeciwnie – ostatnio widzieliście je jak opychają się ukradkiem Laysami paprykowymi, nie czekajcie z zakupem. W skład zestawu wchodzi krajalnica, która pomoże stworzyć chipsy pożądanych rozmiarów, a także dwie perforowane silikonowe tacki (można piec ustawione jedna na drugą). Wystarczy ułożyć na nich talarki ulubionych warzyw, włożyć do mikrofalówki i poczekać około 5 minut.
Oddzielacz do jajek Yolkfish, około 50 zł

Silikonowa ryba dla niezdar, gadżeciarzy i mam mających problemy ze wzrokiem, a niechętnych okularom, pomoże rozwiązać odwieczny problem, jakim jest precyzyjne oddzielenie białka od żółtka (metaforycznie: światła od ciemności). Jak to działa? Wystarczy rozbić jajko, wyrzucić skorupki, przyłożyć usta ryby do żółtka i delikatnie nacisnąć jej brzuszek, a żółtko zostanie natychmiast połknięte. Umieszczamy rybę nad wolnym naczyniem i ponownie naciskamy rybi brzuch, a ona oddaje zrabowane żółtko. Zobaczcie zresztą sami.
Fartuch COOKie, około 250 zł

Fartuch jak kostium primabaleriny z Jeziora Łabędzi, albo jak suknia księżniczki? A może dyskretny minimalizm podkreślający nowoczesność kuchni po remoncie? Marka COOKie produkująca przepiękne fartuchy, które niczym nie przypominają zgrzebnych płacht w infantylne wzorki, które większość z nas ma w kuchni za cel stawia sobie przywrócenie gotującym płci. To kuchenna stylizacja do której bardziej niż kapcie nadają się szpilki. Dla mam elegantek, mam wydających wystawne przyjęcia i dla wszystkich z dystansem do siebie. Fartuchy COOKie mają w sobie znamiona prezentu idealnego – nie ma chyba osoby, która nie doceniłaby ich pięknej formy i starannegi wykończenia, a przy tym ciężko jest mi sobie wyobrazić przedstawiciela klasy średniej, który lekką ręką wydaje na outfit do kuchni trzy stówy.
Pudełko na kanapki Sandwich on board, około 90 zł

Dla mam miłujących pikniki, piesze wycieczki i/lub wciąż aktywnych zawodowo. Deformacja kanapek to problem, któremu stawiamy czoła już od 7 roku życia (a nowe pokolenie mierzy się z tą traumą nawet od 6!). Otrzyjcie łzy bolesnych wspomnień, bowiem na pokładzie mamy już pudełko Sandwich on board. Koło ratunkowe ratujące chleb przed deformacją, a pomidory koktajlowe przed zostaniem koktajlem serwowanym portfelom na dnie toreb. Bambusowa pokrywka po zdjęciu zamienia się w praktyczną deseczkę do krojenia, a gumka przydaje szyku temu praktycznemu pojemnikowi.
Separator tłuszczu, około 80 zł

Mamine zupki są o wiele za ciężkie? O ile problem nie tkwi w zabielaniu śmietaną i zagęszczaniu mąką, a w familiarnych okach tłuszczu, możecie kupić to cacko i ukradkiem pilnować diety nawet gdy na stole tłusta cebulowa albo rosołek. Przelewamy zupę z garnka, odlewamy, a w naczyniu zostaje nadmiar kalorii. Oprócz gwarancji na bagatela 25 lat (macie spore szanse odziedziczyć separator w nienaruszonym stanie) naczynie jest odporne na bardzo wysokie temperatury, więc nie musicie się patyczkować ze studzeniem zupy.
Maszynka do robienia makaronu, około 130 zł

Jeśli wy lub wasze mamy macie manię robienia wszystkiego od podstaw z pewnością maszynka do makaronu zaspokoi waszą żądzą samodzielności. Od świeżego, włoskiego makaronu dzieli was sto trzydzieści złotych, trochę mąki i kilka jajek. Jeśli jej wygląd kojarzy się wam nieco z utrapionymi maszynkami do mielenia mięsa, nie lękajcie się. Jej siostrę do makaronu myje się o niebo łatwiej. Wszak to design nie radziecki, a duński. Sprytne urządzenie nie tylko rozwałkuje za was bez wysiłku ciasto, ale też pokroi makaron do pożądanego rozmiaru. Spaghetti czy tagliatelle?
Mydło stalowe do usuwania nieprzyjemnych woni, około 70 zł

Nie, nie wiem jak to działa (ale to raczej kwestia właściwości fizycznych niż technologii). Tak, testowałam i działa naprawdę. Któż nie kocha świeżych ryb, drobno posiekanej cebulki czy woni pieczonego czosnku? Pamiętajcie jednak o tych, którzy te wonne elementy potraw dotykali, aby znalazły się na naszych talerzach. Nieprzyjemną woni ząbków i łusek nie usuwa nawet kilkuminutowe szorowanie rąk szczoteczką do paznokci i perfumowanym mydełkiem. Pomaga za to stalowe mydełko, którego używamy dokładnie tak samo jak zwykłego mydła w kostce, pocierając dłonie pod strumieniem chłodnej wody. Dodatkową gratką jest fakt, że ten egzemplarz wyprodukowała znana wszystkim miłośnikom designu włoska firma Alessi.



Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...