Witalny weekend: Mieszczuchu – łap za widły, wieś wzywa!

Jesteś pluszowym, różowym króliczkiem. Pod klapką na plecach masz ukryte najwydajniejsze baterie, więc bez problemu możesz przez cały dzień bębnić w bębenek czy wyścigować się z innymi króliczkami. W pewnym momencie pasek energii robi się niebezpiecznie czerwony, tracisz siły. Wszyscy inni biegną dalej, tylko ty gubisz rytm, odpadasz z wyścigu „królików”... i budzisz się zlany zimnym potem. Jak to? Ja nie nadążam? Gdzie mój kalendarz! To zrobiłem, tamto też, ten deadline przesunięty, tamten dotrzymany... Brzmi znajomo?

Wiemy, że dwa tygodnie beztroskiego wolnego to w niektórych przypadkach mission impossible i że czasem nawet tydzień plasuje się na granicy luksusu. Ale nie pozwól sobie wmówić, że nie jesteś w stanie wykroić dwóch dni na naładowanie baterii. Znajdź czas, a my podrzucimy ci pomysły na „Witalny Weekend” - będzie aktywnie, będzie sportowo, będzie optymistycznie i na pewno nie nudno, czyli dokładnie tak, jak zgodnie z raportem Nałęczowianki, definiujemy witalność.
Nawiązanie do fauny we wstępie nie było przypadkowe, bo na pierwszy wyjazdowy ogień rzucamy agroturystykę, czyli miejsca w których jak na mieszczucha przystało, rozdziawisz ze zdziwienia buzię na widok „prawdziwej, żywej świni”, piskniesz z radości po raz pierwszy w życiu dojąc „prawdziwą krowę” i mężnie zniesiesz protekcjonalne spojrzenia uśmiechających się spod wąsa gospodarzy.

Jakie nóżki ma zielononóżka?

Wybierając „szczęśliwe” jajka w supermarkecie takie pytanie zadaje sobie pewnie niejeden miastowy. Kurę, o której wiemy tylko tyle, że jej jajka cechuje obniżona zawartość cholesterolu, pewnie nikt z nas nie odróżniłby od zwykłej nioski. Podobnie jak zwykłego konia od konika polskiego, owcy pomorskiej od kamienieckiej, czy nawet cielaka od... sarny. – Ludzie którzy do mnie przyjeżdżają, czasem pierwszy raz widzą świnię na oczy – potwierdza Grzegorz Bejnarowicz z mazurskiej agroturystyki „Pod dwiema tęczami”.

– Zdarzają się śmieszne sytuacje, ale oczywiście trzeba zachować powagę – pan Grzegorz zapewnia, że nawet jeśli stracicie głowę na widok świniodzika (nie, nazwa nie została zmyślona na potrzeby artykułu), podejdzie do sprawy spokojnie. A potem pewnie poinformuje was, że wszystkie wymienione wyżej zwierzaki należą do ras rodzimych czyli typowo polskich.
Nauce narodowej biologii będą sprzyjać okołogospodarskie aktywności – można strzyc owce, można jeździć konno. Można też, z kotem na kolanach, rozłożyć się przed domem i łapać słońce, a poziom witalności wzrośnie wprost proporcjonalnie do zadowolenia z życia.

Widły w dłoń!

Jeśli samo obcowanie z wiejską fauną to dla was za mało i preferujecie bardziej fizyczny kontakt z naturą - proszę bardzo. Właścicieli gospodarstw agroturystycznych, którzy za drobną opłatą pozwolą wam pohasać po polu, nie brakuje, tak samo jak mieszczuchów, którzy na wylewanie siódmych potów na roli są gotowi. Albo tak im się tylko wydaje.
- Niektórym trzeba tłumaczyć, jak się dźwiga snopki - śmieje się pani Maria Jaszewska z kaszubskiej agroturystyki “U Jasia i Marysi”. Dodaje jednak, że początkowe trudności raczej przyjezdnych nie zniechęcają. - Możliwość uczestniczenia w pracach gospodarskich cieszy się bardo dużym powodzeniem. Niektórzy dzwonią z wyprzedzeniem, po kilka razy, żeby tylko upewnić się, że nie zapomnimy zarezerwować im miejsca - mówi.

Zanim przypomnicie sobie, że o tym, aby usiąść za sterami kombajnu marzycie od dziecka i rzucicie się do internetu, aby zarezerwować miejsce w oferującej rolną rekreację agroturystyce, zastanówcie się, czy macie choć szczątkowe pojęcie na temat tego, według jakiego kalendarza funkcjonuje wieś. Podpowiadamy: nie jest to terminarz Google. Jeśli liczycie na to, że wychodząc w czerwcu na pole dokopiecie się do ziemniaków - powodzenia. - Wykopki zaczynają się pod koniec sierpnia i trwają cały wrzesień. Z kolei żniwa odbywają się na przełomie lipca i sierpnia - informuje Maria Jaszewska.

Umiejętność wydojenia krowy, czy wykopania ziemniaków może nie przyda nam się w codziennym życiu, ale w myśl zasady, że praca uszlachetnia, warto wygospodarować weekend podczas którego zdobędziemy właśnie tego typu sprawności. Nagroda? Oprócz wiedzy, na temat tego skąd dokładnie biorą się warzywa lądujące na naszych talerzach i idealnie instagramowej opalenizny, obiecujemy, że do miasta wrócicie z bateriami witalności załadowanymi na full.

Artykuł powstał we współpracy z producentem Nałęczowianki - naturalnej wody mineralnej.


POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...