Nieznane w Polsce, honorowane w Danii. Czym wsławiło się bohaterskie małżeństwo, uczczone przez Andrzeja Dudę?

Uroczystość odsłonięcia w obecności Prezydenta RP i Małżonki tablicy upamiętniającej Lucjana i Annę „Lone” Masłochów, członków antyhitlerowskiego ruchu oporu w Danii.
Uroczystość odsłonięcia w obecności Prezydenta RP i Małżonki tablicy upamiętniającej Lucjana i Annę „Lone” Masłochów, członków antyhitlerowskiego ruchu oporu w Danii. Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP
Polsko-duńskie małżeństwo zrobiło w czasie II wojny światowej naprawdę wiele, aby napsuć krwi niemieckim okupantom. Ale zasługi uhonorowanych ostatnio przez polskiego prezydenta Anny Louise i Lucjana Masłochów pozostają dziś nad Wisłą praktycznie nieznane. Zupełnie inaczej niż w Danii, gdzie Polak i Dunka współtworzą panteon narodowych bohaterów.

On - 32-letni polski oficer, ona - młodsza o 9 lat Dunka, urodzona w... Polsce. Znali się już wiele miesięcy, ale pobrali się dopiero w sylwestrowy wieczór 1944 roku. Minęło zaledwie kilka dni, był 3 stycznia 1945 roku, a życie nowożeńców brutalnie przerwano. Gestapo od dawna już tropiło członków duńskiego ruchu oporu, który nękał Niemców z uporem maniaka. W końcu wpadło na ślady tajnej siatki. Trop prowadził do podziemnej radiostacji.
To, co wydarzyło się później, okrywa mgła niejasności. Pewne jest, że Lucjan i jego świeżo poślubiona małżonka zginęli zaraz po sobie. Zapewne wskutek strzelaniny. Istnieje jednak relacja, zgodnie z którą konspiratorka wolała połknąć ampułkę z cyjankiem aniżeli dać się schwytać żywa. Z pewnością doskonale zdawała sobie sprawę, czym grożą niemieckie tortury; nie chciała ryzykować wsypy. Przecież Niemcy mieli swoje sposoby, aby "wydobyć" od przesłuchiwanych zadowalające ich fakty.

Nawet jeśli 23-letnia kobieta nie "wybrała" śmierci zamiast niewoli, faktem jest, że Niemcy za wszelką cenę chcieli poznać tajniki ściśle zakonspirowanej działalności organizacji, znanej pod kryptonimem "Felicja".
Od 1943 roku kierował nią Lucjan Masłocha, oficer Wojska Polskiego, porucznik przedwojennej Marynarki Handlowej. We wrześniu 1939 roku walczył nad Bzurą, po czym dostał się do niemieckiej niewoli. Wielokrotnie próbował uciec z oflagu w Lubece, ale dokonał tej sztuki dopiero w 1943 roku. Wyjechał do Danii, która od trzech lat znajdowała się pod okupacją. Nie był to przypadkowy kierunek.

Skandynawskie państwo zostało zajęte przez Niemców wiosną 1940 roku po krótkiej walce, ale zaraz po upadku kraju zrodził się ruch oporu. Po roku, z inicjatywy Polaków, powstała organizacja wywiadowcza "Felicja". Na jej czele stanął podharcmistrz Adam Sokólski, który przed wojną pracował w Danii jako nauczyciel. To właśnie jego obowiązki przejmie po odzyskaniu wolności Masłocha. Miał przed sobą trudne zadanie - postawione na nogi Gestapo rozpoczęło jakiś czas temu falę aresztowań, w wyniku czego wpadło wielu członków ruchu oporu. Pomimo problemów, Polak znacznie rozwinie antyniemiecką działalność "Felicji".
Konspiratorzy zrobili naprawdę wiele, aby dać się Niemcom we znaki. Dostarczali aliantom zachodnim - zwierzchnictwo nad organizacją sprawowało Dowództwo Polskich Sił Zbrojnych w Londynie - informacje na temat wojennych planów okupantów; zajmowali się też sabotażem i dywersją, przerzutem ludzi oraz wytyczaniem szlaków kurierskich.

Członkowie organizacji odebrali specjalne przeszkolenie. Polski komendant mógł liczyć przede wszystkim na całkowicie oddaną sprawie Anne Louise Mogensen (pochodziła z polskiej miejscowości Klucze pod Olkuszem), nazywaną po prostu "Lone". Miała na swoim "koncie" kilka udanych misji kurierskich. Znana ze swej pasji do fotografii, sporządzała ważną dla losów wojny dokumentację. Zdjęcia niemieckiej "cudownej broni" - rakiet V1 i V2, dostarczane później na Zachód, były jedną z wielu zasług odważnej kobiety. Pośmiertnie odznaczonej najwyższym polskim orderem wojskowym - Virtuti Militari.
Masłochę i Mogensen łączyła nie tylko działalność podziemna, ale i uczucie. Mimo czyhających zagrożeń zdecydowali się na formalizację związku, biorąc ślub w katolickiej katedrze w Kopenhadze 31 grudnia 1944 roku. To właśnie na ścianach tej świątyni Andrzej Duda, przebywający ostatnio w Danii, odsłonił pamiątkową tablicę ku czci bohaterskiego polsko-duńskiego małżeństwa.

Nie dożyli końca wojny. Zginęli w niemieckiej zasadzce, ale Duńczycy szybko się o nich upomnieli. Pochowani na cmentarzu bojowników ruchu oporu Mindelunden w Ryvangen - w Alei Zasłużonych, wśród ponad 100 bohaterów narodowych Danii. Polski oficer jest w tym zaszczytnym gronie jedynym cudzoziemcem. Jego żona - jedyną kobietą. "Za wolność naszą i waszą" oraz „Za wolność Danii i honor Polski" - napisano kolejno po polsku i duńsku na płycie nagrobnej por. Masłochy.
Mało kto słyszał w Polsce o małżeństwie z Danii, które poświęcało się dla walki z okupantem. Nie zmieniło tego nawet powstanie filmu dokumentalnego "Felicja" (1977, reż. Magda Żurowska), czy nazwanie jednej z łódzkich ulic imieniem Masłochów. Znajduje się przy niej pamiątkowa tablica, ufundowana przez duńską Polonię. Inną odsłonięto w warszawskiej Katedrze Polowej Wojska Polskiego.

Lucjana i Lone odznaczono też Krzyżem Czynu Bojowego Polskich Sił Zbrojnych. Nawet z tak inspirującymi życiorysami trudno im jednak przebić się do zbiorowej pamięci Polaków.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...