Nawet Kukiz w to uwierzył. Sprawdziliśmy, czy ślimak to ryba lądowa

Odżywczy, smaczny i apetyczny, ale na rybę nie wygląda
Odżywczy, smaczny i apetyczny, ale na rybę nie wygląda waffleboo/123rf
Od kilku lat po internecie krążą informacje o tym, że ze względu na dostęp do dotacji Unia Europejska traktuje ślimaka winniczka jako rybę lądową. Pogłoski wróciły niczym bumerang po referendum w Wielkiej Brytanii. I czas w końcu rozstrzygnąć, czy mają cokolwiek wspólnego z prawdą.

- Z perspektywy Polski otwiera się perspektywa renegocjacji unijnych. Chodzi o Europę Ojczyzn, która daje wolny rynek i jest instytucją pomocniczą, a nie ustala, czy ślimak jest rybą, a ryba wielbłądem - przekonywał na antenie Radia Zet Paweł Kukiz.



Jego wypowiedź dotyczyła Brexitu, ale pozwolimy sobie wyjąć z kontekstu ostatnie słowa. Te o ślimaku.

Łamiąca wiadomość: Ślimak to ryba!
Pamiętacie o co chodzi? Kilka lat temu ta nowina eksplodowała jak bomba. Wszyscy ją udostępniali i wysyłali sobie linki – nikt nie kwestionował jej prawdziwości. Jej autor z nutą kpiny zapewniał, że żądni unijnych dotacji Francuzi namówili Komisję Europejską, aby zmieniła klasyfikację gatunkową ślimaka winniczka. W ten sposób jego hodowcy mogliby otrzymywać pieniądze z funduszy na rybołówstwo.

Nowinę szybko przejmowały kolejne redakcje. Artykuły pojawiły się na łamach wiarygodnych tytułów, takich jak „Polska The Times” czy „Gazeta Wyborcza”. W tekstach cytowano komentujących sprawę specjalistów, przypominano podobne absurdy, ale nie informowano o tym, gdzie w unijnych dokumentach można znaleźć omawiany zapis.

O dziwo, o szeroko komentowanej w Polsce sensacji w zagranicznej sieci jest cicho. Wzmianki o ślimaku, który został rybą, znaleźć można na kilku blogach i stronach wzbudzających umiarkowane zaufanie. Co ciekawe, w każdym przypadku jako źródło podają „Polish media reports”.

Przytomne spojrzenie zachował jedynie jeden z użytkowników Wykopu. Zwrócił uwagę kolegom, którzy w brexitowej gorączce nabijali się ze ślimaka-ryby, że to prawdopodobnie bzdura.
Szukamy ślimaka w przepisach
Ciekawi genezy tej informacji sami sięgnęliśmy do stosu z unijnymi dokumentami. Ślimaki w towarzystwie rybołówstwa pojawiają się m.in. w Decyzji Komisji 2006/241/WE z dnia 24 marca 2006 r. Dokument „zabrania przywozu do Unii produktów pochodzenia zwierzęcego z Madagaskaru, z wyłączeniem produktów rybołówstwa i ślimaków”. Tym samym ryby i ślimaki traktowane są jako dwie zupełnie różne kategorie.

Z kolei rozporządzenie Komisji z dnia z dnia 29 stycznia 2010 r., czasowo zbliżone do cytowanych doniesień prasy, wymienia ślimaki wśród produktów akwakultury. Nie definiuje ich jednak jako ryby.

Przypomnijmy, że powodem, dla którego ślimak miał w oczach unijnych urzędników stać się rybą, były dotacje (rzekomo francuskie oczekiwania). Sprawdźmy więc, czy podając ślimaka jako rybę mogliśmy w czasach publikacji tych artykułów otrzymać dofinansowanie.

Ministerstwo Rolnictwa na swojej stronie jasno sprecyzowało, czy małe mięczaki uważa za ryby. Wnioskując o dotacje na hodowlę ślimaków w ramach PO RYBY 2007-2013 można było dowiedzieć się, że ślimaki nie mogą zostać zakwalifikowane jako organizmy wodne, o których mowa w art. 3 pkt. d, Rozporządzenia Rady (WE) Nr 1198/2006 z dnia 27 lipca 2006 w sprawie Europejskiego Funduszu Rybackiego, zgodnie z którym „akwakultura: (to) hodowla lub chów organizmów wodnych, przy pomocy technik opracowanych w celu zwiększenia produkcji tych organizmów powyżej naturalnej zdolności środowiska (…)”.

Dodatkowo Rozporządzenie Rady (WE) nr 1005/2008 z dnia 29 września 2008 r. ustanawiające wspólnotowy system zapobiegania nielegalnym, nieraportowanym i nieuregulowanym połowom oraz ich powstrzymywania i eliminowania, wyklucza ślimaki inne niż morskie z definicji produktów rybołówstwa.
dr Paweł Kowalski
z Wydziału Prawa Uniwersytetu SWPS

Nie dotarłem do dokumentów na temat ślimaków uznawanych za ryby, ale podobne zapisy rzeczywiście zdarzają się w unijnych regulacjach. Nikt nie traktuje ich jednak dosłownie i zawsze poprzedzone są frazą "na potrzeby niniejszej dyrektywy przyjmuje się, że...". Robi się to ze względów czysto pragmatycznych, ponieważ w innym przypadku trzeba byłoby napisać nową ustawę. To bardzo uczciwe rozwiązanie.

Krótko mówiąc, nic nie wskazuje na to, aby ślimaki-ryby istniały kiedykolwiek w brukselskich regulacjach. Ze względu na kilka niejasnych definicji sprawa przypomina trochę samochody rozdawane na Placu Czerwonym. Nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca i nie rozdają, tylko kradną.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...