(Nie) bój się busa! Przedstawiamy weekendowe alternatywy dla tanich lotów

Doroślejąc bezpowrotnie tracimy umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. Słowa, które kiedyś sprawiały, że przedramienia pokrywały się gęsią skórką, a oczy robiły wielkie jak spodki, dzisiaj powodują co najwyżej wzruszenie ramion. Przykład? Proszę bardzo: „wycieczka autokarowa”.

Poza tym, że takim określeniem posługują się już pewnie tylko nauczycielki w wieku przedemerytalnym, to proponując weekendowy wypad w takie formie trudno wzbudzić entuzjazm. Co innego “tani lot”. Jeśli dodamy, że znaleźliśmy taki, na przykład do Paryża, to momentalnie skrzyknie się ekipa chętnych. I choćby “tani”, po doliczeniu wszystkich opłat paliwowo-lotniskowych, zrobił się “średnio kosztowny”, a “Paryż” po wydrukowaniu biletu zamienił w oddalone o 100 kilometrów Beauvais, to i tak wszyscy uczestnicy wycieczki będą poklepywać się po plecach i gratulować sobie szóstego podróżniczego zmysłu.
A może zamiast telepać się na “tanie” lotniska, a potem wysiadywać godziny przed startem na plastikowych krzesełkach w hali odlotów, wsiąść właśnie do autobusu? W żadnym razie nie byle jakiego. Jeśli nie jesteście częstymi pasażerami wszelkiej maści “busów” możecie przeżyć lekki szok. Tak, tak, przybyszu z krainy autosanów, witamy w roku 2016, gdzie nie tylko toalety na pokładzie, ale i tablety w zagłówkach nikogo już nie dziwią, tak samo jak klimatyzacja i wi-fi (choć tu, bądźmy szczerzy, sprawy mają się różnie).



Nie mniej jednak, weekendową wyprawę tanim busem można napakować atrakcjami i z powodzeniem zaplanować tak, że entuzjaści “skrzydeł” spadną z wrażenia na ziemię. Jak wynika bowiem z Raportu Witalności zrealizowanego na zlecenie Nałęczowianki, chcemy, aby planowane przez nas aktywności nie były nudne i konwencjonalne, a do takich proponowane poniżej wyprawy na pewno nie należą. Podpowiadamy więc gdzie jechać, żeby zmieścić się w piątkowo-sobotnio-niedzielnym limicie czasowym, co zrobić z nogami w czasie podróży i jakie miejsce najlepiej zająć, żeby w nocy wyspać się na trasie. Do odważnych świat należy - wskakujcie!

Bratysława

To trochę nieoczywisty wybór, bo Bratysława to nie Paryż, ani nawet nie Wiedeń. Z drugiej strony, jadąc z okolic Krakowa, podróż zajmie około sześciu godzin. Teoretycznie im krócej ty lepiej, choć jeśli chodzi o podróże autokarem zasada ta nie zawsze się sprawdza. Aby zamknąć wyprawę w weekendowym deadlinie, podróżujemy nocą, więc sześć godzin to tak naprawdę minimum, które pozwala po wyjściu z autokaru normalnie funkcjonować.

Z drugiej strony, Bratysława sprzyja odzyskiwaniu sił witalnych. Po pierwsze stolica Słowacji jest malutka, także nawet spacerując dość wolno, zdążycie zaliczyć całkiem sporo atrakcji. Po drugie, położone nad Dunajem miasto słynie z winnic, więc aby przysiąść gdzieś na lampkę wina nie potrzebujecie nawet wymówki, bo to po prostu obowiązkowa część programu.

Wiedeń

Jeśli po to, aby skosztować tortu Sachera wyruszacie z Warszawy, czeka was już poważniejsza, bo prawie 12-godzinna, podróż. Cała noc w autokarze (z małą górką) nie musi być wyzwaniem, pod warunkiem, że przy wsiadaniu wykażecie czujność i zajmiecie odpowiednie miejsce . To kluczowa decyzja, którą będziecie chwalić lub przeklinać przez resztę jazdy. Doświadczeni “busiarze” podpowiadają: jeśli autokar jest piętrowy - najlepiej usadowić się na “przedniej szybie” albo na miejscu zaraz przy schodkach, którego nie poprzedza inny fotel. Pewność, że nikt nam nie rozłoży oparcia na kolanach - bezcenna dla komfortu jazdy.

Do samego Wiednia chyba nikogo nie trzeba przekonywać - walc, wino i tort, czego można chcieć więcej od idealnego weekendu? Jest jedna rzecz: wizyta w pałacu Belvedere, w którym mieści się jedna z największych kolekcji dzieł sztuki w Austrii. Ten obraz Klimta - para w miłosnym uścisku, owinięta iskrzącym się złotym kocem, istnieje nie tylko na plakatach, kubkach i łazienkowych kafelkach - serio. “Pocałunek” i inne dzieła mistrza secesji można na własne oczy podziwiać właśnie tam.

Wilno

Litewska stolicę od naszej dzieli osiem godzin. Dystans optymalny pod warunkiem, że nikt i nic nam nie zakłóci nam nocnej podróży. Bo, owszem, są tacy, którzy nawet o drugiej nad ranem potrafią zadzwonić do przyjaciółki i do świtu dyskutować nad odpowiednią karą dla niewiernego chłopaka. Taka opowieść może być wciągająca, fakt, ale biorąc pod uwagę, że za kilka godzin macie być wyspani i pełni wigoru, całonocne podsłuchiwanie nie jest najlepszym pomysłem. Rozwiązanie? Stopery - niepozorne kawałki gąbki, do kupienia w aptekach, to absolutny “must-have”, bez którego nawet nie wsiadajcie do busa.

Kiedy już wyciągniecie zatyczki z uszu i postawicie stopę na wileńskim dworcu, najpierw koniecznie zorganizujcie śniadanie, bo takiego chleba, jak na Litwie nie ma nigdzie indziej - ciemny, ciężki, z masą kminku - zupełnie inny, niż nasz “baltonowski”. Najedzeni i napakownai energią, zacznijcie zwiedzać starówkę. I tak naprawdę, do niedzieli możecie spokojnie z niej nie wychodzić - urokliwych zaułków do “gubienia się” przez dwa dni na pewno nie zabraknie.

Budapeszt

Jeśli na własne uszy chcecie przekonać się, jak brzmi japoński Europy - kupujcie bilet. Do Japonii busem raczej nie dotrzecie, ale na Węgry - jak najbardziej. 12-godzinna nocka zleci szybciej, jeśli nie zapomnicie spakować dostatecznej liczby… poduszek. Najlepiej sprawdzi się specjalny podróżny “rogal”. Zabezpieczy głowę przed opadaniem i zaoszczędzi porannego wstydu podczas oglądania filmików, na których chrapiecie robiąc “karpia”.

Zanim wysiądziecie, nauczcie się koniecznie na pamięć: Gellért gyógyfürdő (i nie próbujcie sami rozkminić wymowy, w życiu nie zgadniecie, co wypluje Google Transaltor). To pierwsze miejsce, do którego należy skierować w Budapeszcie kroki - relaks w termalnych łaźniach to idealna opcja na regenerację po długiej podróży.

Suwałki

Last but not least: Suwałki. Pewnie dziwicie się, skąd skromna polska miejscowość w towarzystwie europejskich stolic? Po pierwsze, dotarcie tam z południa Polski zajmie wam mniej więcej tyle, co do Budapesztu. A po drugie, chyba każdy kiedyś, oglądając pogodę, zastanawiał się jak wygląda ten osławiony biegun zimna. W logo najpopularniejszego taniego przewoźnika autokarowego nie bez kozery znajdują się literki PL. Weekendowe podziwianie ojczyzny z okien autokaru? Brzmi jak plan na witalny weekend.

Artykuł powstał we współpracy z producentem Nałęczowianki - naturalnej wody mineralnej.


POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...