Wikingowie piłkę kopią, wikingowie wierzą w elfy. Poznajcie Islandię – nieoczywisty wybór na wakacje

Islandia - raj dla fotografów. Prawo autorskie: duha127 / 123RF Zdjęcie Seryjne
Na Islandię patrzą dziś wszyscy i zastanawiają się jak to możliwe, że z angielskim gigantem wygrywa na Euro drużyna z kraju, w którym jest więcej owiec niż ludzi, przez większość roku jest ciemno, 80% populacji wierzy w elfy, a z kranów płynie gorąca woda mineralna...

Islandia to tajemnica. Ta mała, wielka duchem wyspa o mrocznym klimacie, zaskakującej historii i pięknych krajobrazach to kraj niepodobny do żadnego innego. Tuż po zwycięstwie Islandii z Anglią na tegorocznym Euro dziennikarze pochylili się nad tym krajem, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jak do nieoczekiwanego zwycięstwa doszło. Islandczycy uważani są raczej za sympatycznych dziwaków, którzy wierzą w elfy i pasą owce, stąd powszechne zaskoczenie. Pomińmy jednak ostateczne wnioski i skupmy się na analizie przeprowadzonej dla zgrywy przez szkockiego dziennikarza BBC, Davida Hendersona. Choć dziennikarz żartuje przyjmując założenie, że piłkarzy reprezentacji wybrano metodą brzytwy Ockhama, to w swym wyliczeniu zawarł spory kawałek prawdy o tym, co w Islandii absolutnie wyjątkowe.

Otóż Henderson przyjął, że piłkarzy reprezentacji wyłoniono ze społeczeństwa drogą selekcji w pewnym sensie naturalnej:

1. Od ponad 332 tys. mieszkańców odjął kobiety oraz mężczyzn, którzy nie klasyfikują się ze względu na wiek.
2. Następnie odliczył osoby z nadwagą, chorych oraz niewidomych.
3. W dalszej kolejności dziennikarz zdyskwalifikował tych, którzy z udziału w narodowej reprezentacji muszą zrezygnować ze względu na wykonywany zawód.
4. Ostatnia odliczona od potencjalnych piłkarzy grupa to po prostu kibice.

I w ten oto sposób Henderson otrzymał liczbę 23, czyli mniej więcej tyle ile potrzeba, by zbudować drużynę.
Jednak nie to w wyliczeniu dziennikarza było najbardziej interesujące. Wiemy już, że zajmowanie się futbolem nie koliduje z byciem dentystą czy reżyserem, ale, zdaniem Hendersona, z byciem policjantem, strażakiem czy pracownikiem szpitala już tak. Trudno się nie zgodzić. I tu dochodzimy do kalkulacji, w których dziennikarz zgrabnie obrazuje specyfikę Islandii – z udziału w narodowej reprezentacji piłki nożnej wykluczył pracowników sektora turystyki, który zajmuje się obserwowaniem wielorybów, a także kontrolerów ruchów tektonicznych i aktywności wulkanów. Faktem jest, że odciąganie tych mężczyzn od pracy mogłoby mieć katastrofalne skutki… No i wielka szkoda, gdyby podglądanie waleni stało się niemożliwe. Do reprezentacji startować nie mogą też ci, którzy zajmują się wypasaniem owiec – są takie momenty, że na Islandii zwierząt tych jest 4 razy więcej niż mieszkańców! Dlatego lepiej będzie, jeśli również oni pozostaną na swoim miejscu... Znacie inny kraj, w którym podobne wyliczenie miałoby sens? No właśnie…

Klimat wyspy i na wyspie

Mimo że przez większość roku jest tu ciemno i pochmurnie, a jeszcze 30 lat temu nie można było kupić na wyspie piwa (zmieniło się to w 1989 r.) Islandczycy to urodzeni optymiści. Jak to robią, nie wiadomo, ale ten optymizm może mieć coś wspólnego z przeuroczą dziecięcą naiwnością. To ich cecha narodowa oficjalnie potwierdzona w 2014 roku gdy islandzki sąd zadecydował o przerwaniu budowy drogi, która miała połączyć Rejkjawik z Półwyspem Álftanes. Powód? Droga miała powstać na obszarze zamieszkiwanym przez… elfy! W ich istnienie wierzy aż 80% mieszkańców wyspy. Ale to nie jedyna bajkowa cecha Islandczyków. Jest spore prawdopodobieństwo, że mieszkańcy wyspy są potomkami mitycznych wikingów, którzy jako pierwsi ludzie przybyli tu w IX wieku.
Pierwsze co uderza przyjezdnych to klimat - wyjątkowo zmienny, momentami bardzo trudny do przetrwania, ale i zachwycający. Mieszkańcy wyspy mawiają: „Pada? Wieje? Poczekaj kwadrans, zaraz wyjdzie słońce!” – kolejny dowód na poprawny w tym przypadku optymizm, bo ostatecznie mają rację. Islandia to wyspa, którą rządzą siły natury największego kalibru – czynne wulkany i ruchy sejsmiczne. Portal www.icelandnews.is co kilkanaście dni donosi o kolejnym odczuwalnym trzęsieniu ziemi. Ponadto, Islandia to wyspa wysunięta daleko na północ, leży dokładnie na granicy północnego kręgu polarnego. Co prawda tylko w minimalnym stopniu łapie się na strefę całkowitej ciemności w trakcie nocy polarnej, ale i tak przez większość roku jest tu ponuro. Grudzień i styczeń są na Islandii najtrudniejsze - jasność w ciągu doby występuje tu może przez trzy, cztery godziny. Lato trwa tylko dwa do trzech miesięcy i jest dość kapryśne. Temperatura nie jest tu nigdy wyższa niż 12 – 15 stopni, za to w lipcu słońce świeci niemal całą noc. Może to w tym tkwi sekret optymizmu Islandczyków i ich genialnej gry w piłkę? Gwiazdy na Islandii podziwiać można dopiero w sierpniu.
Dla nas, Polaków może to brzmieć smutno. Ale gdy tylko rzucicie okiem na islandzkie krajobrazy, zobaczycie zorzę polarną i doświadczycie mocy natury, które zdają się żyć z Islandczykami raczej w zgodzie. Bonusem od Matki Ziemi jest np. gorąca woda mineralna w kranach mieszkańców stolicy. Jak to możliwe? Przez środek wyspy biegnie geologiczna granica wielkich płyt oceanicznych: północnoamerykańskiej i euroazjatyckiej, które napierają na siebie. Skutków tego zjawiska jest więcej – to ono wpłynęło na powstanie 140 wulkanów oraz gejzerów. Rejkjawik uznawany jest za Top Destination, a cały kraj za jedno z najromantyczniejszych i gorących miejsc na świecie. Obok tego klimatu nie można przejść obojętnie. Inspiruje i zachwyca.

Podobne emocje, nie bez powodu, budzi twórczość islandzkiej artystki światowej sławy, Björk. Jej głosu nie porównuje się do żadnego innego, podobnie jak jej stylu. Budzi zachwyt i kropka. Björk jest jak z innej planety i poznając Islandię bliżej, okazuje się, że w pewnym sensie jest to prawda. Jej twórczość aż kipi miłością do rodzimej wyspy. Ten, kto widział teledysk do utworu „Joga” wie o co chodzi. Ten, kto w przeciągu ostatnich kilku lat był na koncercie wokalistki, tym bardziej. Siły natury są obrazem dla wzburzonych emocji, a to z kolei pozwala lepiej zrozumieć wyjątkowość Islandii.

6 rzeczy, które musisz zrobić będąc w Islandii

Po pierwsze koniecznie spróbuj zjeść stek z psującego się rekina. To nie żart, to lokalny przysmak i ogromne wyzwanie! Danie nazywa się hákarl, czyli po prostu „zgniły” rekin. Islandczycy podobno tego nie jedzą, a turyści mają podzielone zdania, co do smaku – są tacy, dla których to rarytas porównywalny do bardzo starego sera. Dla reszty hákarl jest zwyczajnie obrzydliwy. Tak czy siak warto sprawdzić, w której jest się grupie. Geneza hákarl jest dość prosta i mocno kontrowersyjna: rekin żarłacz pozostawiony do fermentacji na parę miesięcy oczyszcza się naturalnych trucizn zawartych w jego ciele. W ten sposób powstaje hákarl czerwony, pochodzący z brzucha rekina.

Po drugie, nawet jeśli nie oglądałeś, odwiedź miejsca, gdzie powstały „Gra o tron” i „Prometeusz”. Widok szerokich czarnych plaż, nad którymi górują strome klify i zielone stoki robią piorunujące wrażenie. Jadąc z południa na wschód napotkamy przestrzenie pocięte fiordami i maleńkie miejscowości, które liczą po kilka kolorowych domków. Śnieżnobiałe pustkowia i region o piekielnej urodzie to krajobrazy, które znacie z ekranu. Rejon wulkanicznego Námafjall w okolicy jeziora Mývatn jest szczególnie wyjątkowy. Gejzery, pola z wulkanicznym błotem, wyziewy siarkowe, dymiące pola i wzgórza, sprawiają wrażenie przedsionka piekła. Z pokładu awionetki wspaniale prezentuje się zielono-niebieskie jezioro, z którego łatwo dotrzeć do wielkiego wodospadu Dettifoss - wystąpił on w przełomowej scenie „Prometeusza”.
Po trzecie, podglądajcie wieloryby. Jest to możliwe w Reykjavíku, ale ci, którzy mają doświadczenie polecają udać się do położonego na północy Húsavíku. Wsiadacie tam w łódź, którą płyniecie w miejsce u wylotu fiordów, gdzie czekają na was wieloryby. Zdziwicie się ich zachowaniem – walenie skaczą, obracają się i... pogwizdują. Żeby obejrzeć taki spektakl trzeba mieć trochę szczęścia, ale naprawdę niewiele – wygląda na to, ze wieloryby uwielbiają występować. Spotkacie tu największego ssaka na ziemi - płetwala błękitnego.

Po czwarte, pojedź nad Blue Lagoon. Być na Islandii i nie odwiedzić tego spa to grzech niewybaczalny. Surrealistyczne wręcz kąpielisko z morską, ciepłą, pełną minerałów wodą, znajduje się niedaleko elektrowni geotermalnej Svartsengi, 40 min autem od Rejkjawiku. Wulkaniczne skały, obłędny górski widok, kolorowe drinki i biało-niebieska ciecz to zestawienie, którego nigdy nie zapomnicie.
Po piąte, oglądajcie zorzę polarną. Jeśli nie przeraża was sroga islandzka zima, macie szansę skorzystać z kilku bezdyskusyjnych zalet wakacji na wyspie o tej porze roku. Pierwszą są drastyczne obniżki cen lotów i wynajmu aut. Drugą – zorza polarna. Na wyspie funkcjonują biura, które organizują wycieczki celem podziwiania tego obłędnego zjawiska. Ale taką wyprawę możecie też zorganizować sami – wystarczy, by noc była bezchmurna, a miejsce do podziwiania tego widoku odludne. O to ostatnie akurat nietrudno.
Po szóste, odwiedźcie Złotą Pętlę. To rejon, który w swoim krajobrazie mieści całą Islandię. Wyjeżdżacie z Reykjavíku i przeznaczacie na to jeden intensywny dzień – opłaci się. Można tu podziwiać słynne Þingvellir, gdzie w 930 r. zebrał się jeden z najstarszych parlamentów świata, gigantyczny wodospad Gullfoss, gejzery doliny Haukadalur, ze słynnym Geysir na czele oraz stację geotermalną Nesjavellir i jezioro wulkaniczne Kerið. Warto wstąpić też do skansenu Árbæjarsafn, gdzie można zobaczyć m.in. wiejską architekturę Islandii.

Co, kiedy, jak i gdzie

Jeśli czujecie się wystarczająco zachęci do odwiedzenia Islandii w wakacje, czas na konkretne porady praktyczne. Dolecicie tu m.in. liniami WOWair z Warszawy, ale również tanimi liniami z Gdańska, Katowic, czy Wrocławia. Obecnie cena biletu dla jednej osoby (wylot 13 lipca) wynosi 129 euro w jedną stronę bez bagażu. Gdybyście teraz rezerwowali lot na listopad zapłacilibyście połowę mniej. Wizy mieć nie trzeba, paszportu też nie, choć ten drugi może się przydać – Islandia należy do strefy Schengen, ale nie należy do UE, więc warto mieć ten dokument przy sobie. Waluta to korona islandzka.

Na miejscu do przemieszczania się po wyspie macie dwie opcje – sieć lokalnych połączeń autobusowych lub wynajęcie samochodu. Lepsza będzie ta druga, bo autobusy jeżdżą tu niezwykle rzadko. Koszt wynajęcia auta na dzień to wydatek rzędu 80–100 euro w sezonie letnim. W pozostałych miesiącach, czyli od października do maja, są nawet dwukrotnie niższe. Ceny spadają dopiero późną jesienią i zimą. Słono zapłacić trzeba też za nocleg. Najtaniej wychodzi wybór jednego z sieciowych hosteli Hostelling International. Za dobę dla dwóch osób w wieloosobowym pokoju zapłacicie ok. 40 euro. Jeśli zależy wam na komforcie uszykujcie stówę za noc dla dwóch osób w najtańszym hotelu. I pamiętajcie o rezerwacji! Na obiad i deser w przeciętnej restauracji wydacie minimum 20 euro. Ceny jedzenia na mieście zaczynają się od 8 euro (kebab). Kwestie finansowe to jedyna rzecz, która zniechęca do odwiedzenia wyspy. Jednak nie mamy wątpliwości, że warto!

napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...