Bądź jak Erin, czyli dlaczego bardziej opłaca się być bezczelną niż skromną

Pamiętacie Erin Brockovich? Założę się, że na początku filmu nie dałybyście za nią pięciu groszy. A pod koniec? No właśnie! Wydawała się być przeciętnie inteligentną, nieco bezczelną i naiwną typową amerykańską matką z za dużym dekoltem. A okazała się charyzmatyczną, odważną, mądrą i silną kobietą. Jej upór w dążeniu do celu na początku filmu budzi złośliwy uśmiech, a pod koniec wielki podziw.

Do historii przeszła scena, w której Erin asertywnie (żeby nie powiedzieć bezczelnie), punktuje próbującą wytknąć jej niekompetencję prawniczkę z dużej kancelarii. Ten fragment filmu jest wymowny nie tylko ze względu na pewność siebie Erin i brak kompleksów w stosunku do koleżanki po fachu. Jest wymowny, ponieważ lekko kpiące miny panów uczestniczących w spotkaniu, zmieniają się w pełne podziwu, ze względu na wiedzę Erin i jej sposób konfrontacji. Inaczej rzecz ujmując, Erin zrobiła to w iście samczym stylu, który zaimponował mężczyznom.
Powiecie: „i co z tego, to tylko film.” Kiepska wymówka. Erin Brockovich to postać autentyczna, której charakter i historia były tylko inspiracją do napisania scenariusza. Z resztą ten film nie jest jedyny w panteonie wielu, które pokazują siłę i odwagę kobiet. Legalna Blondynka, Pożegnanie z Afryką, Ania z Zielonego Wzgórza, Kill Bill, Frida. I nie chodzi tu o siłę kobiet jako taką, ale o ich odwagę w wyrażaniu własnego zdania w sytuacjach, w których muszą zawalczyć o siebie.

Spójrzmy prawdzie w oczy: my, kobiety mamy w sobie jakiś hamulec, który uruchamia się wtedy, gdy potrzebna jest pewność siebie i wiara we własne możliwości. Kiedy mężczyzna dostaje awans, po prostu – idzie świętować i nie ma wątpliwości, że mu się należy. A kobieta zastanawia się czy aby na pewno na niego zasłużyła... Kiedy mężczyzna ma w perspektywie nowy projekt nie waha się powiedzieć głośno „tak, biorę to”. A kobieta pozostaje w cieniu z wątpliwościami, czy poradzi sobie z nowym zadaniem...

8 zdań, których nie powiedziałby facet

Każda z nas zna z autopsji zamykający usta brak pewności siebie. Ja, kiedy czuję, że tracę grunt pod nogami, w pierwszej kolejności prostuję plecy, bo wiem, że zgarbiona nie wyglądam na przebojową intelektualistkę. W drugiej kolejności staram się nie zerkać w kierunku przełożonych niepewnym wzrokiem, kiedy mają dla mnie nowe zadanie. Do tego momentu nie jest tak źle. Potem robi się trudniej, trzeba się odezwać. O ile kondycję samooceny można błędnie zdiagnozować na podstawie języka ciała, tak o wiele łatwiej na podstawie sposobu mówienia. Nie to CO mówimy zdradza nasz stosunek do rzeczywistości, lecz to JAK to robimy.

1. „Chciałabym” zamiast „chcę”
Pierwsza żelazna zasada – zero trybu przypuszczającego kiedy mówisz o swoich potrzebach. Sprawdźmy jak to brzmi: „Szefie, chciałabym dostać podwyżkę” - chciałabyś, czyli zakładasz, że istnieje możliwość, że jej nie dostaniesz i też będzie w porządku. Czyli nie dostaniesz... I wersja druga: „Szefie, chcę dostać podwyżkę” Czujecie różnicę?

- Tryb przypuszczający świadczy o niepewności, mówi Katarzyna Zawisza - Mlost. - Zostawia sporo miejsca na inny scenariusz niż ten pożądany. Kobiety są wrażliwsze na błędy i zanim coś powiedzą, chcą być pewne swego. Tryb przypuszczający powoduje, że mogą mówić bez pewności, że mają rację i wiedzą czego chcą. To pułapka – tryb przypuszczający jest nieskuteczny w komunikacji biznesowej i zdradza brak pewności siebie, dodaje psychoterapeutka.

2. „Nie jestem pewna czy dobrze myślę, ale to powinno być chyba zrobione tak...” lub „Mogę się mylić, ale myślę, że jest tak....”
Jeszcze nic nie powiedziałaś, a już zakładasz, że jesteś w błędzie? W ten sposób automatycznie sugerujesz rozmówcy, że nie jesteś pewna swojej wiedzy. A jeśli ty wątpisz w swoje kompetencje, to inni również... Zrezygnuj z tego!

3. „Wydaje mi się, że...”
4. „Mam wrażenie, że...”

Ten sposób komunikacji w biznesie to unikanie stanowczego "tak uważam". - Powoływanie się na uczucia czy też wrażenia, to rodzaj ucieczki od postawienia sprawy jasno. Dlaczego? Często kobiety nie będąc pewne swego obawiają się otwartej konfrontacji, więc pozwalają sobie na zbyt wyważoną komunikację, ale to niestety powoduje, że obnażona zostaje ich niepewność i robią wrażenie niekompetentnych - wyjaśnia Katarzyna Zawisza-Mlost

5. „Przepraszam, że pytam, ale czy to nie powinno być tak, że...?”
6. „To być może jest głupie pytanie, ale czy chodzi o to, że...?”

Nie przepraszaj, bo nie masz za co! Zdobywanie informacji, które są ci potrzebne to część twojej pracy. Masz prawo się mylić, masz prawo czegoś nie wiedzieć. Każde pytanie, które zbliża cię do zrozumienia sprawy i dowiedzenia się czegoś nowego jest mądre i ważne.

7. "Nie wiem jak wy, ale ja..."
Przezorna zawsze ubezpieczona? Wyrażając opinię mów w pierwszej osobie nie oglądając się na innych. Nie chodzi o to, żebyś nie brała pod uwagę ich zdania, chodzi o to abyś nie odwoływała się do innych, wyrażając własne. W ten sposób pokazujesz autonomię w myśleniu.

8. "Zrobiliśmy świetny projekt..."
Mówisz w liczbie mnogiej, kiedy opowiadasz o swoich sukcesach? Każdy mężczyzna, powiedziałby: zrobiłem, wyznaczyłem, osiągnąłem. Mówienie o swoich sukcesach to nie brak skromności, a samoświadomość.

Pracuję wyłącznie słowami, więc przywiązuję do nich ogromną wagę. Kiedyś błąd ortograficzny był dla mnie obciachem, a merytoryczny skrajną kompromitacją. Na podstawie wypowiadanych i napisanych słów surowo oceniałam siebie i innych. Dziś mówię "chcę" i zadaję pytania zawsze wtedy gdy czegoś nie wiem. I choć nadal nie potrafię tak do końca wyluzować, nie zastanawiać się co pomyślą inni, każdego maila poprawiam po trzy razy i zanim coś powiem na forum mam lekką tremę, to wiem, że mój sposób mówienia wpływa na to, jak się czuję. Sposób, nie treść! Dbam o niego i z każdym zdaniem jest coraz łatwiej. Choć często czujemy się oceniane, ostatecznie życie to nie zawody, na których liczą się wyniki. Pamiętaj o tym zanim znów ugryziesz się w język.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...