Ostaszewska dostaje groźby, bo broni kobiet i krytykuje "dobrą zmianę". "Raz postraszono mnie po wizycie u Lisa"

Maja Ostaszewska nie boi się mówić głośno to, co myśli o decyzjach rządu i nie tylko.
Maja Ostaszewska nie boi się mówić głośno to, co myśli o decyzjach rządu i nie tylko. Fot. za Facebook.com/Maja-Ostaszewska
"Popiera dziewuchy", walczy z szeroko pojętą nietolerancją, sprzeciwia się "dobrej zmianie". Maja Ostaszewska nie marzyła o społeczno-politycznej agitacji, ale nie chce milczeć. Nawet, a może szczególnie wtedy, gdy słyszy groźby pod swoim adresem.

Aktorka filmowa i teatralna od dawna kojarzy się nie tylko z działalnością artystyczną. Zdaniem na tematy, które dotyczą wszystkich, dzieli się za pośrednictwem mediów, także tych społecznościowych. Po co? – To wolne prawo każdego z nas. Można w ogóle się nie wypowiadać. Pytanie tylko czy, zwłaszcza jeśli jest się osobą publiczną, której opinia budzi zainteresowanie, obojętność jest dobrą decyzją – mówi w rozmowie z "Co jest grane 24".



Ostaszewska należy do grona artystów zaangażowanych. – (...) Żyjemy w bardzo trudnym momencie, kiedy na całym świecie rozpędzają się nacjonalizmy, nietolerancja, kiedy wspólnota europejska przechodzi kryzys, a w naszym kraju narusza się konstytucję, trójpodział władzy, niezależność mediów, próbuje ograniczyć prawa obywatelskie – tłumaczy, czemu nie skupia się tylko na swojej pracy. Ostatnio wspiera inicjatywę "Ratujmy kobiety" przeciwstawiającą się środowiskom pro-life. Ich projekt zakazu aborcji nazywa ubezwłasnowalniającym. – Musimy brać odpowiedzialność, tworzyć państwo obywatelskie, jeśli nie chcemy za chwilę obudzić się z ręką w nocniku – zachęca do głośnego mówienia "nie".

Ostaszewska za swoje poglądy zderza się z krytyką. I akceptuje ją, dopóki jest konstruktywna, a rzadko taka bywa. Podkreśla jednak, że nie usuwa nieprzyjemnych komentarzy. – Raz zostałam postraszona karą za zdradę narodu polskiego po moim występie w programie Tomasza Lisa – wspomina jeden. – Pytano, czy się nie boję. Odpowiadam nie. Nie boję się – dodaje. Nie jest jedyna. Krystyna Janda i Jan Peszek, koledzy po fachu, również mówią, co myślą. Poza aktorami robią to politycy i dziennikarze, w tym m.in. Wojciech Mann. W rozmowie z Anną Dryjańską tłumaczy dlaczego.

źródło: cojestgrane24.wyborcza.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...