Maciej Stuhr o rządach PiS: Dlaczego nas to śmieszy? Bo nam się to nie mieści w głowie. A im się mieści...

Maciej Stuhr: Prezes Polski zaczyna walczyć z memami na swój temat.
Maciej Stuhr: Prezes Polski zaczyna walczyć z memami na swój temat. Fot. Zrzut ekranu z onet.pl
– Prezes Polski naprawdę zaczyna walczyć z memami na swój temat, stara się je przebić – podkreślił Maciej Stuhr, gość programu "Tomasz Lis.", pytany przez prowadzącego o to, co go śmieszy w obecnej rzeczywistości. Jak podkreślił, władza jest śmieszna, ale paradoksalnie może być też groźna.

Znany aktor odpowiadał na pytania dotyczące otaczającej go rzeczywistości, zwracają uwagę, że granica między tym, co martwi, a tym, co śmieszy, jest wyjątkowo cienka. – Obie te reakcje nie stają w konflikcie, wbrew pozorom. Im coraz bardziej jestem zmartwiony, coraz bardziej mnie to śmieszy – zastrzegł Stuhr.



Dodał, że niekiedy trudno mówić nawet o zmartwieniu, a raczej o żalu, a nawet wstydzie. – Możemy się obrażać, albo twierdzić, że wiemy więcej niż wie "Washington Post" czy "New York Times", a mi jest wstyd. Jeszcze niedawno całkiem fajne rzeczy o Polsce pisali – mówił gość programu nawiązując do przekazu "Wiadomości" TVP, który pominął krytykę z ust Baracka Obamy pod adresem Andrzeja Dudy.

Aktor odniósł się też do częstych obecnie oskarżeń o rzekomą antypolskość, które padały też pod jego adresem. Jak tłumaczył, podstawowe nieporozumienie, że często za taką postawę uznawana jest... troska o nasz kraj. – Paradoks polega na tym, ze obie strony mówią o sobie dokładnie to samo. Jedni i drudzy nic nie rozumieją (...) używają wobec siebie tych samych formułek – wyjaśniał Stuhr.

Pytany o to, co go śmieszy i bawi, przytoczył przykład prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, który ostatnio sugerował, jakoby jego brat, Lech Kaczyński, był faktycznym liderem "Solidarności". – Prezes Polski naprawdę zaczyna walczyć z memami na swój temat, stara się je przebić – żartował aktor.

Według niego, obecna władza potrafi rozbawić, ale może być też groźna. – Dlaczego nas to śmieszy? Bo nam się to nie mieści w głowie. A im się mieści... – skwitował.

Odniósł się też do żartów, których był autorem podczas ostatniej gali rozdania "Orłów". – Było to z pewnością najgłośniejsze 80 sekund w moim życiu. (...) Miałem wrażenie, że obie strony dyskusji mają skłonności do reakcji histerycznych. (...) Jedni nie zrozumieli do końca moich intencji, oburzyli się. Inni zrobili z tego jakiś manifest, jakaś kobieta upiekła dla mnie chleb, ludzie mnie pozdrawiali na ulicy, mówili "nie daj się". A to były tylko żarty... – podsumował gość programu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...