Jak mieszkają Polacy? Coraz lepiej. Architekci oceniają nasz wnętrzarski „styl narodowy”

Fot. Oknoplast
Na czarną godzinę, potem na wakacje, a dopiero w trzeciej kolejności – na remont mieszkania. Tak kształtują się oszczędnościowe priorytety statystycznego Polaka. Dopiero w trzeciej, westchną wielbiciele nowoczesnego designu i pasjonaci urządzania wnętrz. Aż na trzecim? Zdziwią się ci, którym obecność gierkowskiej meblościanki i boazerii w kuchni wynajmowanego mieszkania nigdy nie przeszkadzała. Architekci wystawiają nam jednak całkiem dobrą cenzurkę – zamiast „remontować”, coraz częściej „urządzamy”, a zamiast na gust Pana Zenka „Złotej Rączki” chętniej zdajemy się na wyczucie profesjonalnych dekoratorów wnętrz i architektów.

– Trudno określić, jakie jest „typowe” polskie mieszkanie. Kiedyś była to meblościanka w salonie i boazeria w przedpokoju – potwierdza projektantka Agnieszka Bancewicz-Welc z pracowni Make Again. Justyna Kozłowska z Zaza Studio dodaje, że na przestrzeni ostatnich 10 lat nasz „narodowy” gust znacznie ewoluował: – Mieszkamy bardzo różnie, oczywiście w zależności od grupy wiekowej. To, co cieszy, to fakt, że przestaliśmy być fanami lakierowanych powierzchni i ledów. Mieszkamy coraz lepiej, mamy coraz większe poczucie formy – komentuje.
Justyna Kozłowska
architekt, ZAZA Studio

Są dwa nurty: z jednej strony mamy mieszkania, w których jest wszystko – dosłownie: jest kolorowo i całkowicie bez zamysłu. Ale są również mieszkania, których właściciele szukają pomysłów, inspirują się, podglądają, co z czym łączyć. Świadomość wzrasta, przeważnie u młodych ludzi. W grupie wiekowej 40 plus jeszcze jest z tym gorzej.

Stylistka wnętrz Agnieszka Wrodarczyk chwali nas ostrożnie, ale również zauważa, że kwestie wystroju przestają być nam obojętne: – Choć gust mieszkaniowy Polaków zostawia jeszcze wiele do życzenia, w codziennej pracy obserwuję, że nasza świadomość się zwiększa, śledzimy europejskie (rzadziej światowe) trendy i też chcemy ładnie mieszkać – tłumaczy.
Kiedyś – miejsce, dzisiaj – styl
To, że nie chcemy już otaczać się meblami z paździerzu, jest zrozumiałe. Bardziej cieszy chyba jednak fakt, że staramy się szukać alternatywy dla „ikeowskiej” bazy. Coraz odważniej sięgamy po nietuzinkowe rozwiązania i szukamy własnego stylu. Uczymy się też wykorzystywać elementy, które do tej pory braliśmy za budowlany pewnik, a nie część wystroju wnętrza, jak na przykład okna. Chętniej bawimy się ich formą. Designerski kształt, proste kanciaste profile i duża powierzchnia szyby – to cechy, które sprawiają, że okno przestaje być koniecznym dodatkiem. Z kolei standardową biel ram coraz śmielej zastępujemy kolorem, chociażby widocznym na zdjęciach antracytem.
Biel, od której w stolarce okiennej odchodzimy, dla odmiany coraz odważniej stosujemy we wnętrzach. – Jeszcze kilka lat temu popularne były wyraziste i ciepłe barwy ścian (chyba z tęsknoty za słońcem), łazienki wykafelkowane po sam sufit i meble z płyty w kolorze wenge. Dziś coraz częściej stawiamy na naturalne materiały, jasne ściany, myślimy odważniej i chętnie samodzielnie angażujemy się w prace remontowe, renowację mebli czy inne projekty typu „zrób to sam”. Nie da się ukryć, że najpopularniejszy jest obecnie styl skandynawski, często uzupełniany o surowe, loftowe dodatki lub wręcz przeciwnie, o delikatne i kobiece pastele – zauważa Agnieszka Wrodarczyk.
– 10 lat temu panował pogląd, że mieszkanie będzie naj bardziej funkcjonalne, jeśli wygospodarujemy w nim jak najwięcej miejsca, w myśl zasady: jeśli mamy trzy pokoje, to zróbmy cztery. Mniej dbało się o detale, przeważała chęć rozciągnięcia przestrzeni za wszelką cenę. Dodatki nie były tak ważne, liczyły się niskie koszty. Dzisiaj przewagę zyskuje forma. Oczywiście dalej patrzymy na ceny produktów, ale mamy też większą tolerancję w tej kwestii. Ludzie zaczynają rozumieć design. Jedni lepiej, drudzy gorzej, ale mimo wszystko łatwiej jest przeforsować jakiś fajny designerski mebel niż kiedyś – twierdzi Justyna Kozłowska.
– Z aktualnych popularnych trendów wymieniłabym: wciąż jeszcze białą kuchnię (prawie każdy mój klient chce taką mieć), białą stolarkę drzwiową i listwy przypodłogowe oraz cegłę we wnętrzu. Od jakiegoś czasu odchodzi się już od „zagracania” salonu, najczęściej wraz z otwartą kuchnią pełni on funkcję typowo wypoczynkową, często bez miejsca na przechowywanie. Moim zdaniem w kwestii polskich wnętrz jest coraz lepiej. Możemy podglądać, śledzić trendy w internecie i dostępnej prasie branżowej – przekonuje Agnieszka Bancewicz-Welc.
Dowodem na potwierdzenie słów naszych ekspertek niech będą prezentowane w materiale zdjęcia. Wnętrza, które na nich widzicie, nie powstały na potrzeby sprzedażowej „pokazówki” – tak mieszka prawdziwa rodzina w jednej z małopolskich miejscowości. O to, aby nowoczesny design szedł w parze z funkcjonalnością zadbali specjaliści z firmy Oknoplast. I jeśli wciąż należycie do grupy, która pomysł skorzystania z usług architekta czy dekoratora wnętrz kwituje słowem: „fanaberia” – nadszedł czas na zmianę frontu.

Pomoc architekta to (już) nie grzech
Zdaniem Justyny Kozłowskiej wzrost świadomości w kwestii designu idzie w parze ze wzrostem zaufania do architektów i profesjonalnych dekoratorów wnętrz. Przeświadczenie, że „nie zna życia ten, kto sam nie urządził mieszkania” powoli staramy się w sobie zwalczyć. – Przy kupnie nowych mieszkań zdecydowanie korzystamy z usług architektów. W starych mieszkaniach częściej zdarzają się metamorfozy – bez rewolucji z przestawianiem ścian i grubej budowlanki. Zatrudnianie architekta stało się jednak modne i trudno się temu dziwić – przy tak dużych kredytach chcemy, żeby mieszkanie było zrobione na tip-top. Nie oszczędzamy na wystroju – tłumaczy.
Justyna Kozłowska
architekt, ZAZA Studio

Kiedyś, kupując mieszkanie, działaliśmy impulsywnie. Było nam wszystko jedno, jakie będzie otoczenie, jak zaprojektowane zostało wnętrze. Dzisiaj jest moda na fajne mieszkanie. Do tego stopnia, że to niezatrudnianie architekta po zakupie nowego mieszkania stało się w jakimś sensie dziwne, bo przecież samodzielne urządzenie wnętrza „od zera” to całkiem spore wyzwanie.

Waga indywidualnej konsultacji z architektem wzrasta jeszcze bardziej, gdy do urządzenia mamy nie tylko kilka pokoi, ale cały dom. Wtedy zdecydowanie przyda się ktoś, kto zwróci uwagę na to, że o charakterze przestrzeni mieszkalnej decydują nie tylko kolory i dodatki, ale również stałe elementy – na przykład okna.
– Wielu architektów skupia się na wyglądzie elewacji – w rezultacie w ich projektach w salonie są często mniejsze okna niż np. w łazience – bo tak akurat pasuje twórcom do koncepcji bryły i elewacji budynku – ocenia architekt Przemysław Lisiecki. Taki sposób myślenia powoli weryfikują jednak panujące na rynku trendy. Wybierając okna, coraz częściej zwracamy uwagę na to, ile światła przez nie wpadnie. Stawiamy na duże przeszklenia – zarówno tarasowe, jak i okienne.

– Moim zdaniem ważna jest – obok strony estetycznej – przede wszystkim funkcja użytkowa okna. Wychodzę z założenia, że większość czasu spędzamy wewnątrz budynku, i to, co i w jaki sposób widać przez okna, liczy się nie mniej niż wygląd domu z zewnątrz, który oczywiście powinien budzić pozytywne emocje i być wysmakowany, ale to dom jest dla człowieka, a nie człowiek dla domu – dodaje Przemysław Lisiecki.
Przemysław Lisiecki
architekt

Nowoczesne rozwiązania okienne i drzwiowe dają architektom duże pole do popisu, ale warto zawsze stosować je w sposób przemyślany. Okno jest dziś bez wątpienia ważnym narzędziem w rękach architekta, ale trzeba umieć z niego korzystać.

W kwestii urządzania domów i mieszkań edukujemy się więc nie tylko my – domorośli dekoratorzy, ale i profesjonaliści. Może więc już niedługo zamiast na modłę skandynawską, będziemy urządzać się „po polsku”. I wcale nie będzie to jednoznaczne z zastawieniem ściany regałami z lakierowanej płyty pilśniowej.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Oknoplast.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...