Wanna w sypialni? Tak mieszkają Polacy – nie tylko w nowoczesnych apartamentowcach

Fot. Oknoplast
Perełki architektury – tak miłośnicy designu z lat 60. i 70. opisują domy typu „kostka”. Nieustawne kloce – stwierdzą ci, którzy we wnętrzach tego typu mieszkają na co dzień, a nie tylko bywają przy okazji protestów przeciwko wyburzeniu Emilii czy Syreniego Śpiewu. I choć przynależność do obu tych grup wcale się nie wyklucza, dużo trudniej zachwycać się nietypowym rozkładem pomieszczeń, trzeci tydzień kartkując katalogi meblarskich sieciówek w poszukiwaniu kanapy pasującej do niewymiarowej wnęki. Jak komfortowo funkcjonować w funkcjonalistycznych wnętrzach i jednocześnie zachować ducha epoki, zapytaliśmy specjalistów.

Dogonić dzisiejszy styl życia
Pół wieku w czasach designu to dużo i niedużo. Z jednej strony istnieje spora szansa, że stolik, który babcia kazała ci wynieść na śmietnik, bo „się gibie”, po lekkiej renowacji z powodzeniem może zacznie żyć drugim życiem – i to gwiazdy stylu „vintage” w twoim mieszkaniu. Z drugiej strony, mieszkaniami z babcią już raczej byście się nie zamienili – i to nie tylko dlatego, że macie uczulenie na koty i meblościankę.

– Na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat totalnie zmienił nam się styl życia – tłumaczy architekt Renata Blaźniak-Kuczyńska. – Super, że budynki z tamtych lat modernizuje się z zewnątrz, nie zmieniając przy tym ich bryły. Wnętrza jednak trzeba przearanżować, choćby z tego względu, że dzisiaj więcej czasu spędzamy na przykład przed telewizorem czy grając na konsoli. W efekcie znacznie powiększyła się strefa salonu – dodaje.
– Trzeba zastanowić się, jak zmienić układ takiego wnętrza. Wąskie korytarzyki i drzwi, oddzielone od siebie pokoje, osobna kuchnia – z dzisiejszej perspektywy wydają się ciasne – potwierdza architekt Monika Gruszka. – Dodać przestrzeni można na różne sposoby: poszerzyć wejście do salonu czy otworzyć na niego kuchnię – twierdzi.

Jeśli z burzeniem ścian wolimy się wstrzymać, architektki proponują powiększyć pomieszczenia optycznie – wpuszczając do nich więcej światła. – Okna, ze względów technologicznych, były wtedy mniejsze. Dzisiaj mamy dużo więcej możliwości – są konstrukcje aluminiowe antywłamaniowe, nawet samoczyszczące – jest z czego wybierać – tłumaczy Renata Blaźniak-Blaźniak-Kuczyńska. Monika Gruszka sugeruje, żeby otwory okienne, w miarę możliwości, jak najbardziej poszerzać.
Monika Gruszka
architekt

O większych przeszkleniach warto pomyśleć zwłaszcza w pomieszczeniach bardziej reprezentacyjnych, takich jak salon. Można wybić otwór do samej podłogi. Jeśli dom stoi na w miarę dużej działce, a właściciele dbają o ogród, czemu nie otworzyć wnętrza na otoczenie? Apeluję również, aby zrezygnować z firanek z wzorami, które w nowoczesnych wnętrzach po prostu dobrze nie wyglądają. Wybierzmy raczej rolety lub żaluzje.

Otwarta kuchnia – standard, a otwarta łazienka?
Wstawianie dużych przeszkleń czy łączenie pokoi – to działania, jakie każdy właściciel domu typu „kostka” lub mieszkania typu „wczesny Gierek” rozważyć musi, aby w miarę wygodnie w nim funkcjonować. Wnętrza z lat 60. czy 70. są również przyjazne designerskim awanturnikom, którzy nie boją się niekonwencjonalnych rozwiązań. Może więc zamiast otwierać kuchnię, podobne rozwiązanie zastosować w przypadku… łazienki?
– „Master bedroom”, czyli tzw. sypialnia małżeńska, to koncept od dawna znany na Zachodzie. W obecnie budowanych apartamentowcach czy domach sypialnia z własną łazienką jest już standardem – tłumaczy Renata Blaźniak-Kuczyńska. – Sypialnia i łazienka to pomieszczenia bardzo intymne. Ich połączenie powiększa naszą strefę komfortu – dodaje Monika Gruszka. – Salon kąpielowy to coś prestiżowego. Spokojnie możemy otworzyć go na sypialnię, a nawet wstawić do niej wannę – dodaje.
Monika Gruszka
architekt

Dzisiaj, urządzając łazienkę, mamy znacznie większe pole do popisu – to już nie musi być glazura od podłogi po sufit. Jeśli chodzi o kwestie konstrukcyjne, kluczem jest to, aby taki remont wykonywała osoba w tych kwestiach doświadczona oraz taka, na której możemy polegać w kwestiach hydraulicznych. Fachowcy, wiadomo, są różni. Wielu z nich ma jednak otwarte głowy i nie uważa, że odsunięcie umywalki od pionu jest wyzwaniem nie do przejścia. Technicznie, zwłaszcza w domach jednorodzinnych, to nie są skomplikowane operacje.

Uniknąć efektu skansenu
Dostosowanie wnętrz do wymogów dzisiejszego życia wcale nie oznacza, że ducha lat 60. i 70. definitywnie trzeba z mieszkania wypędzać – zachowanie go w elementach wystroju jest bardziej niż mile widziane. Tu jednak trzeba postępować ostrożnie, aby na fali nostalgii nie popłynąć prosto do PRL-owskiego skansenu.
– Najważniejszym elementem każdego wnętrza jest to, żeby oddawało ducha właścicieli. Przy stałych elementach takich jak wykończenie podłogi, łazienka, kuchnia warto postawić na rozwiązania ponadczasowe, w stonowanej kolorystyce, tak żeby po paru latach nas nie drażniły. Jeżeli mieszkamy w domu/mieszkaniu z lat 60., 70. warto dodać akcenty nawiązujące do tamtego stylu, ale tylko takie, które naprawdę nam się podobają – tłumaczy architekt Emilia Królikowska.
Emilia Królikowska
architekt

Geometryczne wzory, mocne kolory nadają wnętrzom charakter. Najbardziej w wyposażeniu wnętrz z tamtego okresu podobają mi się dopracowane, ale nie przesadzone detale, które sprawiają, że nawet proste przedmioty stają się wyjątkowe.

Renata Blaźniak-Kuczyńska uspokaja jednak, że aby przeładować mieszkanie autentycznymi dodatkami z tamtych lat, trzeba się dość mocno postarać: – Prawda jest też taka, że tych rzeczy nie pozostało dzisiaj wiele. Jakość produkcji z tamtych czasów nie była bardzo wysoka – to miały być rzeczy szeroko dostępne. Dzisiaj najczęściej powracają meble tapicerowane, które stosunkowo łatwo odnowić – tłumaczy.
Renata Blaźniak-Kuczyńska
architekt

Efektu „skansenu” unikniemy, stosując umiar. Jeden taki mebel, ładnie odnowiony, stojący gdzieś w kącie, gdzieś tam wyszperana lampa z nowym abażurem, pojedyncza ceramika z Ćmielowa – owszem, ale nie w ogromnej ilości. Wystarczy jeden element, który zbuduje nastrój.

Gdzie szukać budujących nastrój dodatków? Poza strychami i piwnicami starszych krewnych warto odwiedzać targi staroci oraz internetowe komisy. – Świetnymi miejscami są targi staroci takie jak na przykład na Kole w Warszawie czy organizowane w ostatnią niedziele miesiąca na Rynku Starego Miasta w Lublinie. Nie ruszając się z domu, również możemy wybrać się na łowy, ale te internetowe. Moją ulubioną witryną jest Yestersen, znajdziemy tam meble i dodatki vintage (od lat 20. do 90.) zarówno w stanie oryginalnym, jak i już po odnowieniu. Skromniejszą, ale równie ciekawą ofertę ma sklep internetowy Resetpoint. Jeżeli wolimy „nowe” produkty, to idealnym miejscem jest strona nowymodel.org, można tam kupić meble zaprojektowane przez czołowych polskich projektantów z tamtego okresu, a wyprodukowane współcześnie – poleca Emilia Królikowska.
A jak w charakterze „wyspy skarbów” sprawdza się najpopularniejsza platforma handlowa w polskim internecie? – Allegro to również kopalnia, z tym że nieprzebrana. Trzeba być ostrożnym i kupować raczej u osób, które wystawiają kilka rzeczy, a nie pojedyncze przedmioty – dzięki temu mamy większą gwarancję, że dane przedmioty faktycznie z tamtego okresu pochodzą – tłumaczy Monika Gruszka.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Oknoplast.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...