5 "lewackich" pomysłów, które mogły ułatwić Polakom życie i... nie wypaliły

W krakowskiej bezgotówkowej kawiarni, gdzie płacono uśmiechem, chyba za mało się uśmiechano, albo prawami rynku rządzi małe poczucie humoru
W krakowskiej bezgotówkowej kawiarni, gdzie płacono uśmiechem, chyba za mało się uśmiechano, albo prawami rynku rządzi małe poczucie humoru Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Świetne w swoim założeniu, kochane przez hipsterów i lewicowców, a po kilku miesiącach z reguły klapa. Te pomysły chciały połączyć biznes z pomaganiem czy zwykłą życzliwością. Często oderwane są od rzeczywistości, zwłaszcza polskiej. Dla niektórych "prawaków", to po prostu "lewackie" wymysły. Polacy nie chcą się dzielić. Darzą tylko miłością sqautersów, których w naszym kraju są setki tysięcy*.

Uśmiech pełen fusów po kawie
„Pierwsza bezgotówkowa kawiarnia w Polsce” – tak reklamowała się Cafe Fińska w Krakowie. Najczęstszym pytaniem klientów było: – Jak zapłacić? Obsługa odpowiadała, że za herbatę jeden uśmiech, za kawę – dwa. Funkcjonowanie kawiarni opierało się na pracy wolontariuszy, którzy ustalali między sobą kolejność dyżurów.
W założeniu miało to być miejsce spotkań młodych. Jeden z miłośników– wolontariuszy stwierdził w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: – Jesteśmy po prostu błędem w Matriksie dzisiejszej gospodarki.



Błąd został szybko skorygowany. Pieniądze jednak są potrzebne na czynsz, opłaty czy zakup w hurtowni „uśmiechowej” herbaty.
MIASTO NIE CHCIAŁO SPONSOROWAĆ
„Nowy Wspaniały Świat” – to klubokawiarnia „Krytyki Politycznej”, która działała w Warszawie. Widać lewica lubi inwestować w kulturę i kawę. W prostych słowach pisali o założeniach swej działalności: – „Kpimy czy pytamy o drogę? Kpimy z antyutopii, ponieważ jest ona jedynie odwróconym odbiciem utopii – wiary w świat nieruchomy, z którego udało się wyrugować konflikty, egzystencjalny dramat życia i niepewność”.
Lokal na zbiegu Nowego Światu z ul. Świętokrzyską był wynajęty od miasta na preferencyjnych warunkach. Prowadzący lokal szczerze przyznawali, że nie mają szans na wynajęcie pomieszczeń od osób prywatnych z powodu stawek. Po zamknięciu lokalu, na jeden dzień, zajęli go anarchiści, wywiesili transparent: – Miasto to nie firma.
Nabijmy kieszenie szczytną akcją
Natomiast kolejną akcją jarała się cała warszawka. Chodzi o tzw. „zawieszona kawę”. Kupowałeś kawę dla siebie, a drugą zostawałeś dla innego klienta. Akcja w końcu spotkała się z krytyka. Oburzała cena pierwszej kawy. Ewa Wanat krytykowała, że to nie jest dzielenie się, ale najbardziej cyniczna i obrzydliwa ściema właścicieli knajpek ever. Klient zaspakajał swoje poczucie uczestniczenia w szczytnej akcji, a tymczasem nabijał cudze kieszenie. Wkrótce pojawiły się różne warianty tej akcji, m.in. sąsiedzka zupa. I coś się chyba zawiesiło. Cisza o akcji.
Wegetarianie krwiożerczy kapitaliści
Veganie miłują zwierzęta, a wyzyskują ludzi – grzmieli internauci, gdy informowaliśmy w Krowarzywach. Pracownicy zajęli lokal swojego szefa i zaczęli protestować. Natychmiast na miejscu pojawili się działacze lewicowi, którzy także kipieli oburzeniem. Tymczasem okazało się, że vege-szef stał się ofiara swojego pomysłu życzliwej firmy. Dalej działa, chociaż istniała obawa zamknięcia wegańskiego baru. Jeśli działacze i inni lewicowcy dalej czują się oburzeni, mogą skorzystać z nowego akcji – jadłodzielni, czyli foodsharingu. To często zwykła szafka, w której zostawimy zbędną żywność inny osobom, bardziej potrzebującym.
Pierwsza powstała na wydziale psychologii UW. Teraz otwierana jest w Toruniu przy miejscowym targowisku. Podobno w Niemczech jest to często spotykana forma pozbywania się zbędnej żywności.
W imię kultury! Zajmujemy tę kamienicę
Polscy mieszkańcy kolektywów z żalem mówią, że w takiej Holandii, czy takich Niemczech opłaty za budynek ponoszą lokalne władze. Dlaczego mają płacić? Bo squatersi chcą zbudować przestrzeń alternatywnej kultury. Tymczasem Polsce, w Warszawie... Zostali wyrzuceni z budynku przy ul. Elbląskiej, a potem walczyli z policją o budynek przy ul. Skorupki 6. Krytycy squaterów po prostu piszą, że zajmując pomieszczenia żerują na cudzej własności. Pojawił kolejny.
Kolektyw z Skorupki napisał: – Zajmując budynek nie spodziewaliśmy się, że wytrzymamy do pierwszych urodzin, organizując pierwsze że do drugich, rok temu że do trzecich, teraz już bez zbędnego pesymizmu po prostu zapraszamy. Na pohybel HGW, deweloperom, reprywatyzacji i naziolom.
Tysiące squatersów w Polsce
*Nic dziwnego, że ten kolektyw ma się dobrze, skoro w Polsce jest kilka milionów squatersów! To duża część lokatorów mieszkań komunalnych. Chociażby w Bytomiu lokatorzy zalegają 160 mln zł, w Lublinie 180 mln zł, a w Gdańsku 130 mln zł. Tych squatersów obecna lewicowa partia rządząca nie ruszy!

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...