Czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Hałasujące nocami motocykle powinny być oddawane na żyletki

Czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Hałasujące nocami motocykle powinny być oddawane na żyletki
Czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Hałasujące nocami motocykle powinny być oddawane na żyletki PonuryKlekot / YouTube.com
Jeżdżę motocyklami od trzynastego roku życia, ale nigdy nie patrzyłem bezkrytycznie na środowisko motocyklistów. Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo niejednolite, a zaliczają się do niego rozsądni pasjonaci oraz ci, dla których nocne "latanie" w krótkich spodenkach jest sposobem na przedłużenie swojego ego lub odreagowanie korpo-stresu. Nie tędy droga.

Mam wrażenie, że pędzące nocą przez miasto motocykle to jeden z tych problemów, z którymi policja nie jest w stanie sobie poradzić. Nocne wyścigi, czy też zwykłe przejażdżki z prędkością sięgającą 200 kilometrów na godzinę to stały element miejskiego krajobrazu. Rozwiercone, a czasem dosłownie puste wydechy mają być sposobem na podniesienie mocy i tak piekielnie mocnych silników ścigaczy.

Ludzie mają dość
Mało kto wierzy, że da się zatrzymać to zjawisko. – Słyszę ten ryk codziennie, ale kto by ich tam gonił – mówi mieszkaniec Ochoty, gdzie regularnie słychać pędzące jednoślady. Dziwi go, że problem nie znika, mimo że policja naprawdę ma czym gonić motocyklistów - od kilku lat posiada imponujące maszyny.
– Nikomu źle nie życzę, ale... – urywa myśl Agnieszka, matka dwójki dzieci mieszkająca przy Al. KEN na warszawskim Ursynowie. Szalejący motocykliści sprawiają, że w jej mieszkaniu trzęsą się szyby, a dzieci budzą się w nocy nawet kilkukrotnie. Jest wściekła, ale nie dzwoni na policję, bo w nią nie wierzy.

Jak się okazuje, w tym roku do stołecznego Wydziału Ruchu Drogowego wpłynęło zaledwie siedem zgłoszeń dotyczących uciążliwości związanych z nadmiernym hałasem emitowanym przez motocykle nocą. Jak tłumaczy nam asp. sztab. Robert Ochtabiński, policja za każdym razem kieruje we wskazany rejon załogi wyposażone w mierniki do badania hałasu, czyli sonometry. Tyle tylko, że nawet jeśli maszyny spełniałyby dopuszczone prawem normy, motocykliści często jeżdżą w grupach. A skumulowanego hałasu już nikt nie mierzy.

Maksymalne natężenie hałasu wynosi:

94 dB w przypadku motocykla z silnikiem o pojemności silnika mniejszej niż 125 cm3

96dB w przypadku motocykla z silnikiem o pojemności silnika większej niż 125 cm3. Czytaj więcej

Może nie jest to najważniejszy problem na świecie. O wiele bardziej niebezpieczni wydają się właściciele "plastików" ruszający spod świateł na jednym kole. Robią to w centrum miasta, a tuż obok na światłach stoją przechodnie. W razie złego lądowania - kaplica. Dla przechodniów oczywiście, bo oni nie mają kasków. Głowę daję, że w dużej mierze to ci sami pseudomotocykliści, którzy nocą udowadniają swoją męskość budząc przy tym pół miasta.
"Budzimy Kraków!"
30-letnia Paulina, matka rocznego dziecka napisała niedawno na Facebooku: "Sezon spania przy otwartym oknie rozpoczęty mocnym akcentem. Z przykrością stwierdzam, że czego nie dokonał okres noworodkowy, ząbkowanie i mieszkanie przy trasie przelotowej karetek z 3 szpitali, z powodzeniem załatwili nam motocykliści przejeżdżający z zawrotną prędkością pod naszym domem. Dziecko obudziło się dziś już więcej razy niż przez cały ostatni tydzień". Ten problem dotyka szczególnie matki, niezależnie od miasta.

Paulina ma pecha, bo w Krakowie motocykliści są bardzo aktywni. To właśnie tu swego czasu odbyła się akcja "Kraków nie śpi", w której wzięło udział około 150 samochodów i motocykli. Już sama nazwa pokazuje, że uczestnicy takich przejażdżek szczycą się swoimi dokonaniami i za nic mają spokój innych.

"Kupcie sobie zatyczki!"
Motocykliści tłumaczą często, że głośniejszy wydech to większe bezpieczeństwo. To prawda, bo motocykl łatwiej jest usłyszeć niż zobaczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że szalejący w nocy po ulicach właściciele ścigaczy jeżdżą za szybko, a przy tym za głośno. Wielu z nich nie rozumie, w czym jest problem i radzą, aby malkontenci kupili sobie zatyczki do uszu. Spotkać można jeszcze bardziej kuriozalne tłumaczenia, czy też, wyrazy zdziwienia:
Fragment artykułu w serwisie jednoślad.pl

W końcu jakie znaczenie ma to, że motocykl ma cichy czy głośny wydech, skoro przejeżdża koło ludzi tak szybko, że słychać go tylko kilka sekund? Jak się okazuje dla niektórych bardzo duże, powiedziałbym nawet, że do przesady. Czytaj więcej

Niektórzy obrońcy przecinaków próbują przeforsować jeszcze inną teorię. Mianowicie taką, że to właściciele cruiserów i chopperów (to te motocykle, które nazywa się poczonie "harlejami") mają najwięcej za uszami. Owszem, ich wydechy bywają głośne i baaardzo głośne. Ale jakoś nie widziałem ciężkich motocykli pędzących nocą przez Warszawę. Bez wychodzenia z domu można rozpoznać, że to raczej odgłosy "wściekłej kosiarki" a nie widlastych silników nie dają spokoju mieszkańcom miast (sam jestem posiadaczem nakedbike'a).
Nikomu nie chodzi o to, aby tworzyć państwo policyjne. Tym bardziej nie należy psuć i tak nadszarpniętej renomy kierowców jednośladów. Polscy motocykliści już teraz są nazywani dawcami i traktuje się ich bardzo często jak przestępców. Dlatego właśnie to sami motocykliści powinni zadbać o to, aby nie wytykano ich palcami. Mandat za zbyt głośny wydech to kwestia 300 zł, do tego dochodzi zakaz dalszej jazdy i odebranie dowodu rejestracyjnego. Ale nasz szacunek do otoczenia i jego do nas, to już odrębna historia.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...