Łukasz Jakóbiak. Na porażkę musisz zasłużyć, bo jeśli siedzisz w domu przed telewizorem, porażka cię raczej nie spotka

Łukasz Jakóbiak fot. Arcadius Mauritz
Ludzie, którzy odnoszą w życiu sukces nie zadają sobie pytania, czy go osiągną, ale kiedy to nastąpi. Są jak czołg. Po prostu idą po swoje. Łukasz niewątpliwie jest jednym z nich. Naturalnie opowiada o tym, co osiągnął. Nie ma w tym nic z przechwalania się. Trochę jakby próbował mnie przekonać - słuchaj, ty też możesz. Najciekawsze są jednak jego spostrzeżenia dotyczące porażki. Marzy mi się, żeby kiedyś tak jak o sukcesach, opowiedział o swoich niepowodzeniach, ale tylko po to, by ludzie zrozumieli, że nie ma sukcesów bez porażek.

Miewasz gorsze dni? Takie zupełne doły…

Oczywiście, gdyby było inaczej, zwariowałbym. Każdy by zwariował, wiesz dlaczego?



Nie mam pojęcia

Bo w życiu tak jest, że raz jesteśmy na górze, a raz na dole. W relacjach tak jest, z pieniędzmi również, nawet z pogodą doświadczamy deszczu i słońca na przemian.

A kiedy miałeś swój ostatni dół?

W zeszłym tygodniu było mi po prostu źle.

I co Ci pomogło?

Świadomość, że tak to właśnie jest. Nie mówię o akceptacji tego stanu, raczej rozumieniu, że jak coś się popieprzy to za chwilę się polepszy.

Ja za każdym razem jestem niepocieszona tymi gorszymi okresami, bo już byłam w ogródku, już witałam się z gąską…

Pocieszę cię, że nie do końca masz na to wpływ, przynajmniej nie zawsze. Więc warto nie tylko pamiętać o tym, ale też czasem analizować emocje, by wiedzieć skąd te stany gorszego samopoczucia do nas przychodzą, z czego wynikają.

Mówisz jak człowiek, który jest w trakcie psychoterapii

(śmiech) Bo ja chyba chciałabym być psychoterapeutą

Czy wywiady, które w tej chwili robisz, np. Z Kasią Miller czy Robertem Rutkowskim, to forma pomocy sobie i innym?

Profesor Godzic zapytał mnie kiedyś, po co robię te wywiady. Odpowiedziałem, że jestem nie tylko cholernie cwany ale mam też niesamowite szczęście, że mogę zapraszać kogo chcę i mogę zadawać im pytania, które mnie nurtują. W życiu nie byłbym w stanie zadać tylu pytań tak mądrym ludziom. Odcinek nagrywam przynajmniej raz w tygodniu. Zazwyczaj przygotowuję około trzydziestu pytań. Żartuję często po takich rozmowach, że jestem kilkaset złotych do przodu, które zaoszczędziłem dlatego, że rozmawiałem z gośćmi jako vloger, a nie pacjent na przykład.

Oczywiście są wywiady, w trakcie których wiem już, że nic nadzwyczajnego z nich nie będzie. Po prostu nie zawsze się udają. Zawsze jednak ważne są dla mnie te rozmowy, które w jakiś sposób dotyczą sfer, które mnie interesują. Jestem wtedy bardziej dociekliwy podczas rozmowy. Wierzę, że jeśli coś jest interesujące dla mnie, będzie też dla moich odbiorców. Przykładem jest właśnie wywiad z Robertem Rutkowskim, który nie funkcjonuje w portalach plotkarskich ani okładkach gazet, a jednak rozmowa z nim należy do jednej z najlepiej oglądanych, mimo że ten wywiad trwa w sumie 80 minut.
Skąd ten fenomen?

Wyjątkowo z Robertem zgraliśmy się, pojawiła się energia i ogromna ciekawość z mojej strony, dobry dzień oraz wiele innych czynników, które wpłynęły na finalny efekt. Robert bardzo ciekawie opowiadał, na tyle ciekawie, że pod koniec pierwszego wywiadu zaprosiłem go na kolejny.

To Twój nowy cykl?

To nie jest nowy cyk. Zrobiłem już kilka tego typu wywiadów (między innymi z Joanną Heidtman, Zbigniewem Lwem-Starowiczem czy Marią Rotkiel – red.), ale one nie odbiły się takim echem jak właśnie ten ostatni. Stąd między innymi wywiad z Kasią Miller. Już zastanawiam się nad dwoma - trzema kolejnymi osobami, które chciałbym zaprosić. Czy ty wiesz, że od dwóch miesięcy, czyli od czasu kiedy opublikowałem wywiad z Robertem Rutkowskim nie było ani jednego dnia, w którym nie dostałbym wiadomości, że ta rozmowa była dla ludzi znacząca, w jakiś sposób ważna?

Nie sądzisz, że to dlatego, że ludzie są dzisiaj bardziej niż kiedyś zagubieni i nie ogarniają życia?

Nie ogarniają. Z wielu powodów. Nie mają planów na życie, nie wiedzą co chcą robić, są zagubieni w gąszczu informacji, które do nich docierają. Nie mają kontaktu ze sobą więc też boją się życia i podejmowania decyzji i przez to uciekają. W alkohol, narkotyki i cała resztę.

Pijesz alkohol w ilościach…?

Nie stronię, ale piję w rozsądnych ilościach. Nigdy kiedy mam kryzys.

Słyszę, że praca nad sobą jest dla Ciebie ważna.

Tak, bardzo. Dzięki temu jestem spokojniejszym, lepszy człowiekiem

To jaki wcześniej był Łukasz?

Skomplikowany, czasem nieobecny również. Patrząc oczywiście z perspektywy dnia dzisiejszego. Byłem też mniej świadomy, znacznie mniej.

Dużo przeklinasz?

Dużo nie, ale czasami lubię (śmiech)

A wiesz, że to podobno cecha ludzi inteligentnych?

K…a, naprawdę? (śmiech)

Naprawdę, ale wracając do rozmowy, jak dzisiaj wygląda Twoje życie?

Jest bardzo intensywne, choć teraz i tak jest mi znacznie łatwiej niż jeszcze pół roku temu. Wtedy spałem 4-5 godzin na dobę i pracowałem 7 dni w tygodniu, często mając po 2 wykłady dziennie. Teraz po prostu jestem lepiej zorganizowany. Zatrudniłem też asystentkę, co znacznie ułatwiło moje życie zawodowe.

Prawie jak Prezes….

Wiem jak to brzmi. Kiedyś zapytałem pewnego prezesa właśnie, czy asystentka nie upośledza. W odpowiedzi usłyszałem, że nie, jeżeli asystentkę zatrudnia się do zadań, które świetnie zrobimy sami, ale na które nie mamy czasu. I to jest święta prawda. Potrafię mieć 9 wykładów motywacyjnych w 5 dni. Bywało tak, że w jednym hotelu prowadziłem dwa, dla dwóch różnych firm. Dzieliła je półgodzinna przerwa na kawę. Miałem też tak, że w ciągu jednego tygodnia ze swoimi wykładami byłem w trzech różnych krajach. Był moment, że myślałem, że zwariuję. To było wyczerpujące. Gdyby nie asystentka i agentka, nie byłbym w stanie wszystkiego sobie zorganizować i jeszcze poprowadzić wykładów….

Ze swoimi gośćmi rozmawiasz czy gadasz?

Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Wydaje mi się, że rozmawiam jak ze znajomymi.

I to się sprawdza?

To nie jest tak, że włączam takie podejście. Ja takie podejście mam

Taki po prostu jesteś?

Tak. Czasem oczywiście zdarza się, że ktoś zestresuje mnie do tego stopnia, że trudno jest mi ‘być sobą’.

Kto był takim gościem?

Na przykład Prezydent Komorowski. Byłem strasznie zdenerwowany, ale mimo tego starałem się rozmawiać tak, by czegoś ciekawego się od Pana Prezydenta dowiedzieć.

(naszą rozmowę przerywa telefon taty Łukasza)
Jak rodzice przyjmują Twój sukces?

(po namyśle) Moja mamy chyba się już przyzwyczaiła, co zaczęło mnie trochę martwić (ś miech). Czasem opowiada mi o telefonach od znajomych, którzy mówią jej o przeczytanych ze mną wywiadach. Na co moja mama z zaciekawieniem pyta, który wywiad mają na myśli (śmiech). Generalnie, rodzice są bardzo ze mnie dumni.

Wierzyli w Ciebie od początku, czy patrzyli z lekkim przymrużeniem oka na Twoje początki?

Od samego początku chciałem robić dziwne rzeczy, sam do końca nie wiedziałem jeszcze jakie. Przyglądali się tej mojej walce i czasem, zwłaszcza tacie zdarzyło się powiedzieć – synku, znajdź sobie jakąś normalną pracę, zacznij zarabiać. Powiedziałbym – standard w wykonaniu rodziców.

I co wtedy robiłeś?

Byłem strasznie uparty. Sam nie bardzo wiedziałem skąd to się we mnie brało. A jak ‘zaskoczyło’, i ja i rodzice osiągnęliśmy poziom relaksu (śmiech). Przyjęli mój sukces, cieszą się z niego, a najbardziej z tego, że nie muszą się o mnie martwić. To jest dla nich bardzo komfortowe.

Skąd w Tobie ten upór?

Z kompleksów. One w gruncie rzeczy bardzo mnie zahartowały. Pamiętam moment, kiedy jako młody chłopak stanąłem i powiedziałem do siebie - ‘ja wam jeszcze kiedyś (beeep) pokażę! I pokazałem. Jak nikt w ciebie nie wierzy, to albo się załamiesz, albo udowodnisz, co potrafisz. To jest motywacja ambicjonalna.

Mówisz, że masz dobre życie…

Mam fantastyczne życie. Gdybym powiedział, że coś jest nie tak, zgrzeszyłbym.

A ile osób nie było w stanie udźwignąć Twojego sukcesu?

Tak, były osoby, które nie wytrzymały

Masz czasem wrażenie, że ludzie chcą się z Tobą przyjaźnić bo osiągnąłeś sukces?

Oczywiście. Moja agentka regularnie otrzymuje maile z prośbą o kontakt telefoniczny do mnie od osób, które podobno zgubiły mój telefon. Na szczęście mam tę umiejętność, że dość łatwo ‘czytam’ ludzi i to mnie ratuje z wielu opresji. Niestety w magiczny sposób tracę tę umiejętność, kiedy się zakochuję (śmiech).

Wtedy mechanizmy obronne przestają działać?

Tak, wtedy trafia je szlag (śmiech). Mam tego pełną świadomość.

Czy Twoje grono znajomych bardzo się zmieniło przez te parę lat?

Właściwie nie zmieniło się. To w większości te same osoby.

Jak zaczęła się historia z Twoimi wykładami motywacyjnymi?

Któregoś dnia zostałem zaproszony na Uniwersytet Jagielloński. To był czas, kiedy moje wywiady zaczynały być popularne i ludzie chcieli usłyszeć o tym, jak się robi talk show w kawalerce. Wiesz, młody vloger, gwiazdy w małym mieszkaniu, wszyscy wtedy o mnie pisali. Przy okazji tego wykładu przytoczyłem kilka swoich historii, które jak się okazało, nie mieszczą się w głowach ludzi. Okazało się, że to było bardzo motywujące. Potem, kiedy zapraszano mnie na różnego rodzaju konferencje, zawsze zastrzegałem, że pod koniec chciałbym zrobić taki mini – motywacyjny wykład. Tak to się właśnie zaczęło i rozrosło. Mam blisko 100 wykładów w ciągu roku, a rok temu wystąpiłem dla 30 tysięcy ludzi w Poznaniu.
Jak bardzo się bałeś?

Myślałem, że umrę. To był ogromny stres.

Jak ludzie reagują na Twoje nieprawdopodobne historie? Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy to taka, że nie potrafiłabym być tak zdeterminowana…

Słuchaj, ja za każdym razem wiem jaka czeka mnie nagroda. I to mi wystarczy, żeby być maksymalnie zdeterminowanym do osiągnięcia celu. Czy miałabyś motywację do pracy gdybyś wiedziała, że nie dostaniesz nagrody w postaci pensji? Musimy wiedzieć co na nas czeka, co dostaniemy.

A jak wiele porażek poniosłeś?

Z biegiem lat coraz mniej. Najwięcej ponosiłem ich będąc dzieckiem. W ogóle uważam, że porażka powinna być sexy. Problem w tym, że nie mówimy o porażkach. Ja również. Nie publikujemy ich na facebooku czy na Instagramie. Publikujemy tylko pokolorowane życie. Dlatego świat pewnie uznał, że w porażce jest coś, czego należy się wstydzić.

A co powinno oznaczać przyznanie się do porażki?

Na porażkę musimy zasłużyć, bo jeśli siedzisz w domu przed telewizorem, porażka cię raczej nie spotka. Musisz działać, coś robić, żeby ewentualna porażka się pojawiła. A to oznacza, że jesteś aktywny, przedsiębiorczy. Nie wyszło, przyznałaś się? To oznacza dojrzałość. I o ile byłoby łatwiej, gdyby o porażkach mówiło się otwarcie. Więcej ludzi podejmowałoby próby, większej liczbie osób udawałoby się osiągać sukcesy, bo więcej osób robiłoby podejście do osiągnięcia celu.

Wróćmy do Twoich porażek…

Nie pamiętam tej jednej spektakularnej. Oczywiście na porządku dziennym są osoby, które odmawiają mi wywiadów, np. dlatego, że nie przepadają za wywiadami, albo po prostu nie czują tego formatu. Trudno mi to jednak określać jako porażkę. To raczej naturalna kolej rzeczy wpisana w to czym się zajmuję. Ale oczywiście niebyłym sobą, gdybym za pół roku nie ponowił zaproszenia.

Sukces cię zmienił? Woda sodowa uderzyła Ci do głowy?

Mam nadzieję, że nie. Długo pracowałem i wciąż pracuję nad poczuciem własnej wartości i wciąż jeszcze sporo tej pracy przede mną. Odkryłem chyba tak oczywistą i znaną od lat zależność, pomaganie innym, pomaga nam.

Jak myślisz o tym gdzie będziesz za pięć lat, to gdzie się widzisz? Masz taki plan w ogóle?

Bardzo ogólny. Wiem co chcę robić i czuć, i jaki chcę być. A chcę być cały czas niezależny, tak jak jestem teraz. Udało mi się zapracować na to, by móc robić to co chcę – jeśli mam ochotę gdzieś pojechać, to jadę, jeśli zabrać rodziców na wakacje, to zabieram. Mam więc olbrzymi komfort, który chciałbym aby trwał.

Łukasz Jakóbiak - twórca i prowadzący talk-show 20m2. Nazywany polską Oprah Winfrey. Jako pierwszy internetowy twórca otrzymał nominację do nagrody Wiktora w kategorii Odkrycie Telewizyjne Roku 2012. Zasłynął wywieszeniem gigantycznego CV przed firmą w której chciał pracować. Znalazł się w rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych w Biznesie magazynu Brief. Prowadzi w całej Polsce wykłady motywacyjne pod hasłem: Znajdź Siłę. Do lipca 2016 roku wysłuchało go na żywo ponad 60 000 osób. Był gościem seminarium Go Big Or Go Home z Randy Gagem gdzie wykładał dla ponad pół tysiąca uczestników. Wykładał jako jeden z 12 najlepszych mówców na Festiwalu Inspiracji w 2014, 2015 i 2016 roku. W 2015 roku wystąpił dla ponad 30 000 publiczności obok Nicka Vujicica. Występował na Uniwersytecie Oxford i na prestiżowej konferencji TEDx. W ciągu roku ma blisko 100 wykładów dla firm na których motywuje pracowników i prezesów największych spółek. Wyznaje zasadę 50/50. Pół roku spędza w podróżach, a kolejne pół roku w pracy. Prywatnie właściciel wielu marzeń i pomysłów na ich realizację.

Napisz do autorki: katarzyna.soltysik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...