Ryzyko czy głupota? Specjalista od dopingu tłumaczy, co chciał osiągnąć Zieliński, jeśli brał nandrolon

Tomasz Zielinski i jego brat Adrian Zieliński są podejrzani o stosowanie dopingu.
Tomasz Zielinski i jego brat Adrian Zieliński są podejrzani o stosowanie dopingu. Fot. Dawid Antecki / Agencja Gazeta
Badania wykazały obecność środków dopingujących, ale Zieliński idzie w zaparte, że nic nie brał. Porównaliśmy jego tłumaczenie z opinią specjalisty, którego zapytaliśmy wprost: czemu ktoś miałby brać sterydy, chociaż wiedział, że czeka go kontrola i, przede wszystkim, co w ogóle chciał osiągnąć.

Zawodowi sportowcy badani są praktycznie bez przerwy. Chociaż kontrole przeprowadzane są z zaskoczenia, to zawodnicy są świadomi, że mogą odbyć się w każdej chwili. Mimo to pamiątką Polaków po Igrzyskach Olimpijskich w Rio, poza medalami będzie atmosfera oszustwa i postępowania toczone w sprawie środków dopingujących.




Czym jest nandrolon i jak się go stosuje?
W organizmie Tomasza Zielińskiego wykryto nandrolon. To steryd anaboliczny, który bierze się, aby zwiększyć siłę, a także, w mniejszym zakresie, aby przypakować. Ma dwie zalety: po pierwsze, faktycznie działa, a po drugie, w porównaniu z innymi substancjami, nie sieje zniszczenia w organizmie.

– Jest często stosowany przez zawodników podnoszących ciężary i trenujących dyscypliny siłowe. Jest znany od lat, ale stosuje się go współcześnie, dlatego że jest stosunkowo mało toksyczny, a jego skutki uboczne są ograniczone – mówi Michał Rynkowski z Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Jednak stosowany regularnie, środek powoduje zaburzenia osobowości, problemy emocjonalne, a w skrajnych przypadkach pozbawia libido i powoduje zanik gonad.

Zieliński tłumaczył, że nie był świadomy, że taka substancja była obecna w jego organizmie. Chociaż nikogo nie oskarżył, stwierdził, że ktoś mógł podać mu go celowo. Jak się zażywa nandrolon i czy rzeczywiście tak łatwo go „podrzucić”?
– Nandrolon podawany jest na kilka sposobów. Najskuteczniejsze jest stosowanie zastrzyków, ale dostępny jest także w innych formach, np. jako tabletki, ale efekty po ich zażyciu są dużo mniejsze niż w przypadku zastrzyków – tłumaczy Michał Rynkowski.

Czy ktoś mógł dosypać środek?
Dosypania lub wzięcia przypadkiem dopingu nie można wykluczyć, ale jest to mało prawdopodobne. Mimo to, historia sportu zna takie przypadki. Joanne Skibińską, lekkoatletkę, zdyskwalifikowano po wykryciu stanazolu, który jest jednym z najostrzej karanych środków wspomagających. Była mistrzyni udowodniła jednak, że stymulanty zażyła nieświadomie, wraz z odżywką kupiona przez nieświadomego składu trenera.

Nandrolon stosuje się np. podczas leczenia atrofii mięśni i niedoboru hormonów. W Polsce można go znaleźć np. w leku Deca-Durabolin i niektórych kroplach do oczu, ale nadal pozostaje oficjalnie środkiem zakazanym wśród zawodowych sportowców.

– Nie znam żadnego wniosku o zgodę na ich stosowanie, która wpłynęłaby do komisji. Mało prawdopodobne jest, aby był stosowany w celach leczniczych przez zawodowych sportowców – podkreśla Michał Rynkowski.
Jak badano Zielińskiego?
Zawodnicy są badani praktycznie cały czas, zarówno przed zawodami jak i w czasie treningów. Kontrole często są niezapowiedziane i prowadzone tak, aby zaskoczyć badanego.

– W przypadku Tomasza Zielińskiego nandrolon stwierdzono podczas badania w Rio, a także w próbkach pobranych w Polsce. W pojemnikach oznaczonych literami A i B znajduje się ten sam mocz pobrany w ramach jednej kontroli – podaje Michał Rynkowski.

Stanowisko Zielińskiego jest jasne: nie jest na tyle głupi, aby zażywać środek, który, według jego słów, w organiźmie pozostaje przez 18 miesięcy. Według badań środek tak naprawdę utrzymuje się w organizmie do kilkudziesięciu dni.

Czas zależy od stopnia wydzielania go z organizmu, przyjętych dawek i cech genetycznych. W przypadku Zielińskiego doping pojawił się już w lipcu, następnie stężenie spadło i gwałtownie wzrosło przed igrzyskami.

W pierwszej próbce, pobranej w lipcu stężenie wynosiło 12 nanogramów. W badaniu z 19 lipca wyniosło ok. 2 nanogramy i utrzymało się do 22 lipca. Próg decyzyjny wynosi 2,5 więc zawartość mogła wzbudzić wątpliwości, ale analiza próbki pobranej w Rio wykazała 10 nanogramów, co może świadczyć, że zawodnik po raz kolejny zastosował substancję zakazaną.

– Moim zdaniem zawodnik po prostu podjął ryzyko, mając nadzieję, że podczas zawodów byłby czysty, ale został wytypowany do kontroli kiedy tylko przyleciał do Wioski Olimpijskiej i nie spodziewał się tego badania – opiniuje Michał Rynkowski.

Tomasza Zielińskiego czeka postępowanie dyscyplinarne. Ponieważ odbędzie się ze względu na próbkę pobraną w Rio, prawdopodobnie zajmie się tym Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów. Grozi za to do 4 lat dyskwalifikacji. Zawodnik oczywiście ma prawo do obrony i przytaczania dowodów. Na tym etapie nie możemy ocenić, jaka kara go czeka, ale zdaniem komisji wyniki wskazują, że naruszył przepisy antydopingowe.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...