"Zakupy to trauma. Ludzie z głodu zabili zwierzęta w zoo". Polacy opowiadają o życiu w Wenezueli

Bezdomny śpi na ulicy w centrum Caracas pod graffiti przedstawiającym Simona Bolivara.
Bezdomny śpi na ulicy w centrum Caracas pod graffiti przedstawiającym Simona Bolivara. fot. Piccaya/123rf.com
Chociaż znajduje się na złożach ropy, ludzie nie mają co jeść, prąd jest wyłączany, a zagraniczne firmy uciekają. Oto Wenezuela pod rządami związanego z Partią Socjalistyczną Nicolasa Manduro.

– Pyta pan jak ten kraj zmienił się przez ten czas? Otóż nie, ten kraj się nie zmienił. Przez te 25 lat ten kraj pogrążył się tylko w swojej rzeczywistości. Ten kraj jest ofiara swojej mentalności – stwierdza pani Justyna, Polka mieszkająca od 25 lat w Wenezueli.



Chociaż nie planowała, spędziła w tym kraju połowę swojego życia. Studia skończyła w trakcie przemian politycznych w Polsce. Pracę, jak wspomina, znalazła. Gorzej było z pieniędzmi. Kiedy po uregulowaniu czynszu zdała sobie sprawę, że pozostałe środki wystarczą jej na zakup 300 gramów mięsa, podjęła decyzję o emigracji. Wybór padł właśnie na Wenezuelę, gdzie rodzinę miał jej mąż, z pochodzenia Syryjczyk.

Dziś to mieszkańcy Wenezueli głodują i przeklinają socjalizm. Internet obiegła informacja, że ludzie w Wenezueli są tak głodni, że włamują się do ogrodów zoologicznych i zabijają zwierzęta. Jeżeli w szoku, w poszukiwaniu wyjaśnienia, skierowaliście się na stronę wenezuelskiej ambasady, mogliście zobaczyć zupełnie inne oblicze tego kraju. Redakcja serwisu nie wspomina o obywatelach rzucających się na zwierzęta w zoo, za to z radością wychwala poprzedniego prezydenta.

Można dowiedzieć się m.in., że Hugo Chavez „jest na najwyższym ołtarzu miłości narodu wenezuelskiego” oraz, że „tak wielcy jak on rodzą się raz na 200 lat”. Skoro tacy zadowoleni to chyba niczego im nie brakuje? Kraj szczęścia i dobrobytu. Tylko po co w takim razie pożerają te biedne zwierzątka?

Propaganda w Wenezueli nie pojawiła się jednak z kryzysem. Długo wcześniej wyznaczyła rytm tamtejszego życia politycznego.

– Środki masowego przekazu nadawały ogromna ilość propagandy. Była to propaganda nacjonalistyczna, w stylu: Wenezuela jest najpiękniejszym i najbogatszym krajem na świecie, Wenezuelczycy są najlepszymi ludźmi na świecie, a wenezuelska demokracja najwspanialsza na świecie – wspomina pani Justyna.

Okradają puste sklepy
Z relacji płynących z Caracas wynika, że sytuacja zwierząt w tamtejszym zoo nie jest dużo lepsza niż mieszkańców. Większość jest niedożywiona, część padła z głodu. W desperacji pracownicy ogrodu jako karmę wykorzystują dziko rosnące owoce. W tym czasie mieszkańcy miasta ustawiają się w długich kolejkach pod miejscowymi sklepami. Nie mają pewności co kupią. Ci bardziej sfrustrowani zdecydują się na rabunki.

Prasa opisywała przypadki, w których chwytano na ulicach psy, koty i gołębie. Rządowe kontrole cen sprawiły, że produkcja stawała się coraz mniej opłacalna (w tym roku spadła o 85 proc.), a import praktycznie niemożliwy. Politycy znaleźli już na to rozwiązanie: kolejne regulacje.

Takie rzeczy widział na oczy pan Marek, który w Wenezueli mieszkał do niedawna, jako pracownik jednej z zachodnich firm. O pobycie tam opowiada niechętnie, bo, jak mówi, historie o ludzkim dramacie, Polacy odbierają jako żarty.

– To tam się naprawdę dzieje. To nie są wymysły, ani wyolbrzymione sensacje z brukowców. W momencie, w którym moja firma zwijała działalność, próba zrobienia zakupów była koszmarem. Wszyscy o tym mówią, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. To trochę jak w filmie Barei, gdyby słodko-gorzki ton zastąpiono ciężkim dramatem – opowiada, po czym kilkukrotnie upewnia się czy jego słowa mnie nie bawią.

Ministerstwo Pracy zaproponowało, aby osoby zatrudnione w prywatnym sektorze, ale mające doświadczenie rolnicze rzuciły swoje dotychczasowe zajęcia i, dla dobra narodu, ruszyły do pracy na państwowych farmach. Tymczasem z Wenezuelą pożegnały się duże linie lotnicze, m.in. Lufthansa, a lokalny partner Coca Coli wstrzymał produkcję. Jeżeli Wenezuelczycy chcą coś kupić, nierzadko muszą przedrzeć się do Kolumbii, z która granicę zamknął Manduro.

– Wyobraża pan sobie, że nie ma mąki? No właśnie. Ja sobie nigdy tego nie wyobrażałem. Wiem, to głupie. Ale zdałem sobie sprawę, że obecność mąki w sklepie to był dla mnie jeden z fundamentów stabilności świata. Właśnie tutaj, w Caracas dowiedziałem się jak wygląda świat bez mąki. Nie ma też makaronu, ryżu, mleka, jajek, cukru, kawy, drobiu. Nie ma nawet margaryny – wymienia.
Chcesz popracować? Nie ma mowy, dostajesz wolne!
Kiedy Wenezueli nie krzywdzili politycy, robiły do międzynarodowe rynki i natura. Niskie ceny ropy uderzyły nie tylko w kraje arabskie. Najdotkliwiej odczuły to uboższe gospodarki, takie jak Wenezuela, która znajduje się na jednym ze złoży.

Aby zbilansować budżet, ropa sprzedawana jest po jednej z najwyższych cen na świecie. To łączy się z kryzysem energetycznym, który mieszkańcy odczuwają bezpośrednio. Po prostu wyłączany im jest prąd. Doprowadza to także do absurdalnych sytuacji, w których, aby ograniczyć zużycie energii, urzędnicy na siłę otrzymują kolejne dni wolne od pracy, a obywateli zachęca się, aby zrezygnowali z urządzeń takich jak suszarki.

– Ludzie są pod ścianą, ale za to są kreatywni. Znów może to zabrzmieć jak scena z jakiejś absurdalnej komedii, ale mówię panu, to jest dramat. Mają tam taką potrawę z kukurydzy. To arepa. Jedzą to tak jak my chleb. Kiedy tam jeszcze byłem, niektórzy z braku kukurydzy używali bananów. Byli też tacy, którzy zmienili swoje mieszkania w małe plantacje warzyw. Mam przyjaciela, który wszędzie gdzie ma światło, poustawiał doniczki. W branży usług co rozsądniejsi wrócili do handlu wymiennego. Ja cię ostrzygę, ty daj mi w zamian jeść – mówi pan Marek.

Jeżeli czegoś nie można dostać nawet drogą wymiany, ani od "bachaqueros", jak nazywa się tam spekulantów, pozostaje stworzenie substytutu. Pan Marek do ojczyzny wrócił z wiedzą jak zrobić pastę do zębów z sody i tłuszczu. Ktoś mu wytłumaczył także jak zrobić dezodorant, ale tego przepisu nie pamięta.
Ropa za papier toaletowy
Podczas gdy suszenie włosów staje się niemal zamachem na krajowe rezerwy, higiena urasta do rangi luksusu. Poza niedoborami żywności, obywatele muszą sobie radzić z brakiem szamponów, mydła, a nawet środków antykoncepcyjnych. Kiedy amerykański producent Kimberly-Clark wstrzymał produkcję, minister pracy Oswaldo Vera ogłosił okupację fabryki i wznowienie produkcji. Nicolas Manduro rozwinął ten incydent w rewolucyjne ostrzeżenie dla zagranicznego kapitału. Stwierdził, że każda firma, która zostanie zamknięta, zostanie przez rząd otwarta i udostępniona pracownikom.

Dramatyczne informacje docierają także ze szpitali, gdzie po prostu nie ma czym leczyć i ratować życia. W kuriozalny sposób łączy się to z wspomnianą sytuacją na rynku ropy. Wyspiarskie państwo Trynidad i Tobago zaoferowało rządowi Wenezueli barter: papier toaletowy w zamian za ropę.

Chociaż kilka lat temu Wenezuela zgromadziła rekordowe rezerwy walutowe, dług zagraniczny musi spłacać ze złota. Również te strategiczne rezerwy wkrótce się skończą. Według analityków od niewypłacalności kraj dzieli tylko kilka miesięcy.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...