Jak mieć pewność, że twoja ukochana nie stanie się twoim koszmarem? 6 cech kobiety na resztę życia

„Kiedy Harry poznał Sally” 1989 kadr z filmu
Jak to się dzieje, że słodkie Anie, miłe Kasie i śliczne Patrycje zamieniają się w zmory? Kobiety, o których faceci z dłuższym stażem małżeńskim mówią pogardliwie „moja stara”. Młodsi myślą o zerwaniu, ale są tak opleceni zaciskającym się sznurem emocjonalnych zależności i uzależniających wygód, że wiecznie przekładają tę decyzję na „później”. Powodów może być tak wiele, jak jednostkowych przypadków, ale są cechy, które znacząco zwiększają prawdopodobieństwo, że pewnego dnia nie obudzicie się obok kogoś z kim nie chcielibyście nawet pójść pogadać przy kawie, gdyby nie to, że...no cóż...jesteście parą.

Kobiety mają to do siebie, że masowo wierzą w magiczne właściwości miłości. Ma ona rzekomo moc przemieniania zatwardziałego drania czy pospolitego dupka w mężczyznę marzeń. Panowie z kolei w kwestii serca (i okolic) zdają się wyznawać zasadę zaczerpniętą od Beyoncé – „if you like it then you shoulda put a ring on it”. Dobry seks, ładna buzia, smaczny stek i brak konfliktów związanych z zamiłowaniem do footballu i piwa wydają się więc zestawem idealnym. Oczywiście do czasu.

Nie jest wielofunkcyjnym robotem AGD

Gotuje dokładnie tak jak lubisz, co kosztowało ją kilka lat frustracji. Pamięta, żeby twojego ulubionego piwa nie zabrakło nigdy w lodówce, a wyprasowanych koszul w szafie pełnej woreczków z lawendą. Dom świeci czystością, a wymiętoszeni koledzy, posiadacze kobiet roztrzepanych z zazdrością spozierają na muffiny z wiśniami i gorzką czekoladą, które przynosisz czasem do pracy. Tylko, że sprzęt AGD, jak sprawnie by nie działał, ma to do siebie, że co jakiś czas wymienia się go na nowszy. Bez większych sentymentów, bo ciężko rozmawia się z włączoną pralką czy zmywarką, a doba ma ograniczoną liczbę godzin. Kobieta, która ma czas na rozwijanie swoich zainteresowań, czytanie, spotkania ze znajomymi będzie zawsze ciekawsza, niż ta, która poświęca 3/4 swojego wolnego czasu na pucowanie półmisków. Bogaty świat wewnętrzny bez pożywek dla mózgu to po prostu za mało. Z pustego i Salomon nie naleje.



Wielu mężczyzn jest wychowywanych w przeświadczeniu, że utrzymywanie bezwzględnego porządku wokół i zdolności kulinarne to warunek sine qua non udanego związku na lata i dobiera pod tym kątem partnerki. Poniewczasie zostaje im tylko zgrzytanie zębami w wypielęgnowanym gniazdku, z dwudaniowym obiadem pod nosem. I zastanawianie się czy Aśka, która spała w pościeli poplamionej kawą byłaby tak zabawna, spontaniczna i ekscytująca jak kiedy trzeba było ją z ciężkim sercem zostawić, bo zbliżaliście się do trzydziestki, a ona „nie nadawała się na żonę”. Perspektywa mycia podłóg i szyb przez najbliższe 40 lat z kobietą, która mówi ciekawe rzeczy i ma własne zdanie jest znacznie mniej przerażająca, niż ograniczenie komunikacji w związku do „Co zjesz na obiad?”.

Nie chce cię zmieniać


No a przynajmniej nie od A do Z


Nie oszukujmy się, lwia część kobiet ma to do siebie, że usiłuje w jakimś stopniu zmieniać swoich lubych, ich zwyczaje i gusta. Tutaj trochę przebrać, tam podsunąć ciekawą książkę i zawiesić lniane zasłony w świecącym pustkami kawalerskim lokum. Niektórzy faceci mają ze zmianami wprowadzanymi przez kobiety niemały problem. Zgadzają się w miłosnym uniesieniu na zbyt wiele, a potem plują sobie w brodę i zgrzytają zębami. Albo wręcz przeciwnie – wyznają przykazanie praojców, mówiące, że baba im rządziła nie będzie. Zgodnie z nim walczą o każdy centymetr swojej zawalonej przykurzonymi płytami przestrzeni i o przetarte bokserki w banany jak o największą świętość.

Mężczyzna roztropny będzie umiał rozróżnić szurniętą panienkę, której ambicją jest przycięcie go do wymyślonego modelu od dziewczyny, której pomysły wzbogacą lub polepszą jego życie. Jasne, że fajnie i wygodnie jest zaczynać dzień od półlitrówki coli, a czas poświęcać na urągające inteligencji seriale komediowe, ale ile można żyć w ten sposób. Odpowiednia kobieta inicjuje zmiany, ale będzie liczyła się ze zdaniem swojego mężczyzny. Nie będzie sarkała na spotkania z nielubianymi przez nią kumplami czy rosnącą kolekcję figurek z „Gwiezdnych Wojen”, jeśli będzie widziała, że to dla niego ważne.

Jola Lojalna

Kobiety sporo ze sobą gadają. Niektóre plotkują, inne jedynie opowiadają prawdziwe historie o znanych, czasem tylko jednej ze stron, osobach. W tym także o facetach, nawet tych własnościowych. Gdybyś wiedział ile obcych ludzi zdaje sobie sprawę z twoich gabarytów i możliwości seksualnych, najpewniej płoniłbyś liczko aż do grobowej deski. Bo nie jest to tylko Emilka, przyjaciółka ze studiów, z którą twoja dziewczyna wypiła o dwie lampki za dużo, ale najpewniej także koleżanki Emilki, a może nawet i twoja rodzona siostra. Choć brzmi przerażająco, to akurat najmniej szkodliwy przykład związkowej nielojalności. Najprawdopodobniej nigdy się o nim nie dowiecie, więc nie zepsuje wam humoru. Są jednak subtelniejsze przejawy nielojalności.

Nielojalna kobieta nie rozumie, że związek to gra zespołowa, w której absolutnie zabronione jest faulowanie na meczach wyjazdowych (na własnym boisku może się zdarzyć najlepszym). Anty-graczka często ma po prostu niemal patologiczne problemy z komunikowaniem się ze swoim partnerem i szuka publicznego zrozumienia. Naskarży jego matce jak to synek jej nie pomaga, mając nadzieję na zmasowany atak na lubego. Z kolei podczas dyskusji o oszałamiającym sukcesie jednego ze znajomych padnie z jej ust zdanie w rodzaju „No tak, ja się wcale nie dziwię, na przykład mój Marek nigdy nie miał pomysłu na siebie, nie wspominając już o samozaparciu”.

Nielojalna kobieta zdradzi twoje nieszkodliwe kłamstewka w imię prawdy, za której strażniczkę nagle się uzna, a jeśli pokłócisz się z najlepszym przyjacielem, zamiast załagodzić sytuację, lub po prostu się nie wtrącać opowie się po jego stronie. Podobnie jak w przypadku skryto-niemiłego mężczyzny, o którym pisałam jakiś czas temu w analogicznym tekście dotyczącym facetów, rozpoznanie Joli Nielojalnej to nie lada sztuka. Taka kobieta często będzie powoływała się na coś w rodzaju klauzuli sumienia, która skłania ją do mówienia innym całej prawdy o tobie („Przecież sam zapytał! Wiesz, że nie lubię kłamać!).

Niezależność finansowa...

Temat finansowej niezależności, nie tylko małżonków, ale nawet par w fazie przed-kohabitacyjnej, to w Polsce wciąż temat tabu. Niektórym młodym kobietom nie da się wytłumaczyć, że fundowanie obiadu i kina, czy weekendowego wyjazdu nie jest niczyim obowiązkiem, a raczej gestem, który powinien pozostawać zawsze w gestii stawiającego. Jeśli dziewczyna poniekąd zmusza do tego mężczyznę, zamienia randkę z miłej, WSPÓLNEJ zabawy w spotkanie z escort girl, za której towarzystwo trzeba płacić. Wszak w innym przypadku nie będzie nim w ogóle zainteresowana.

Współcześni faceci zdają się zresztą obawiać żon-utrzymanek. Z badań przeprowadzonych na University of Iowa wynika, że panowie przy doborze partnerek zwracają uwagę na perspektywy zarobkowe kandydatek. Ankietowani zostali poproszeni o przyporządkowanie 18 cech do grup takich jak niezbędne, ważne, pożądane i nieistotne. Okazało się, że mężczyźni umieścili perspektywę dobrych zarobków wyżej niż kobiety.

Finansowo zależna żona jest też po prostu niezdrowa. Świadomość, że ma się na utrzymaniu dodatkową osobę (czy w przypadku par z dziećmi – dodatkowe osoby) to ogromna odpowiedzialność. Nietrudno się domyślić jak potencjalnie stresogenna w przypadku niepewnej sytuacji na rynku pracy. Wbrew pozorom finansowa zależność od mężczyzny jest także bardzo niebezpieczna dla kobiet, które pozbawione zatrudnienia pewnego niezbyt pięknego dnia mogą się obudzić z dwoma niespodziewanymi brakami – męża i pracy.

...i emocjonalna

Wielu mężczyzn rozczula się na widok swojej dziewczyny z buzią wykrzywioną w podkówkę, kiedy mówi „Ojej, jak mi smutno, dlaczego, to ja nie wiem” (w domyśle „Zajmij się mną teraz, jestem bezbronnym żyjątkiem”). Tyle, że to, co dawkowane umiejętnie jest uroczą pozą umacniającą związek, we wspólnym życiu na dłuższą metę zabija. I to nawet nie tyle miłość, co radość życia osoby opiekującej się dorosłym dzieckiem. Nawet supermanowi o gołębim sercu opadną w końcu ręce od nieustannej konieczności pocieszania partnerki niezadowolonej z siebie, mówiącej wciąż o urojonej depresji i zrozpaczonej z nie do końca jasnych powodów.

Dziewczyna typu bluszcz, wymaga stałego kontaktu nawet, jeśli rozstajecie się na góra 4 godziny, potrzebuje nieustannego wsparcia psychicznego. Taka kobieta, kiedy jej luby będziesz załamany po śmierci kogoś bliskiego albo po utracie pracy, nie będzie w stanie zająć się nim, bo nie potrafi zajmować się nawet sobą. Małe dziewczynki w ciałach kobiet uwieszają się na szyjach partnerów i coraz bardziej wikłają ich w sieć emocjonalnych zależności. Początkowe wyznania z rodzaju „bez ciebie nie potrafię żyć, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie” to w tym przypadku nie tylko ogniste deklaracje afektu, ale też fakty.

Rozstanie z taką kobietą jest ciężkie, bo wpędza w nieprawdopodobne poczucie winy. Mężczyzna czuje się jakby zostawiał na środku ruchliwej ulicy bezbronną pięciolatkę. Jak rozpoznać dziewczynę-bluszcz? Zazwyczaj trzeba odrobinę poczekać, ponieważ początkowo oplatają się raczej nieśmiało i uroczo. Niektóre egzemplarze uwielbiają mówić. Głównie o sobie i przeważnie źle, jak gdyby czekając na wciąż nowe zaprzeczenia i poklepywanie po plecach. Nie lubią cudzych dylematów i problemów, uznając się za predestynowane do smutku.

Umie zadbać o swój wygląd

Last, but not least. Piersi i pośladki po latach oporu coraz bardziej ulegają sile grawitacji, twarz niepostrzeżenie pokrywa się pajęczą siecią zmarszczek, a szyja wiotczeje. Jasne, wszystkie nas to czeka. Tyle, że w okolicach 40. dochodzi do przetasowania kart rozdanych kobietom w okresie pokwitania. Jakże często zdarza się, że na zjeździe z okazji dwudziestolecia matury nikt nie rozpoznaje klasowej piękności, a myszowata niegdyś Agnieszka zachwyca modną fryzurą i gustowną sukienką. Kiedy ma się 20 lat i urodę, można wyglądać zjawiskowo w porwanych trampkach i sukience za 39,99 zł z C&A i bez umiejętności umalowania oka. Potem robi się z tym już nieco ciężej. Nie wszystkie kobiety decydują się wówczas iść na fitness, częściej odwiedzać fryzjera, kupić sobie lepszy podkład i stosować na noc serum.

Można się oburzyć i zakrzyknąć, że przecież to miłość nas połączyła i nic nas wygląd drugiej połówki nie obchodzi. Ale nawet jeśli nie uświadamiamy sobie tego do końca, będzie to tylko gładko brzmiąca półprawda. Przebywanie z kimś, kto schludnie i ładnie wygląda jest po prostu przyjemne, podobnie jak siedzenie w ładnie urządzonym salonie jest milsze niż siedzenie w zakurzonej graciarni, nawet jeśli to nasze ukochane graty. Na to czy kobieta będzie dbała o swój wygląd za kilkanaście lat będzie wskazywało to, jak dba o niego teraz. Nie mówię o ekstremach w rodzaju cotygodniowych pielgrzymek do miejskich SPA i wysypujących się z szafki tubkach i słoiczkach, których aplikacja zajmuje dwie godziny dziennie. Niemniej, jeśli 25-latka nie umie się umalować nawet w podstawowy sposób na ważne uroczystości, nigdy nie widziałeś, żeby używała balsamu do ciała, a u fryzjera nie była od półtora roku to są spore szanse, że tak już zostanie.

Poza dbałością o ciało, jest jeszcze oczywiście ubiór, a ten jak wiadomo zależy od gustu. Więc jeśli w sekrecie odrobinę podśmiewasz się ze stylu długonogiej Vanessy pełnego zaprawionych lycrą sukienek, błyszczących cielistych rajstop i bazarowej biżuterii wyobraź sobie, jak będzie ubierać się twoja wybranka jako 40-latka. Wbrew temu, co pokazują programy telewizyjne styl nie jest czymś co można szybko i łatwo zmienić, pokazując komuś trzy triki na krzyż.
Pominęłam taki banał jak inteligencja. Nie znam bowiem osoby, która nie uważała by się za inteligentną (intelekt partnerki będzie więc oceniany bardzo subiektywnie i to w jednoelementowym układzie odniesienia). Pomijam już fakt, że nikt zdrowy na ciele i umyśle nie związałby się z kretynką, no chyba, że byłby nosicielem kompleksów o sile regularnej traumy. Wzajemne zaufanie wydało mi się równie oczywiste. Jednego banału sobie jednak nie daruję. Z osobą, z którą planuje się spędzić resztę życia trzeba się po prostu przyjaźnić. Kiedy dzika namiętność, wyjadanie sobie z dzióbków i miłosne szczebiotanie nieco osłabną, będzie można wciąż opowiedzieć sobie przebieg dnia, skomentować obejrzany program, iść razem na rolki czy na imprezę.

Przeczytaj także nasz tekst o cechach mężczyznach na całe życie!


Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...