3 dowody na to, że mężczyzna, z którym stworzysz najpiękniejszą relację w życiu to teść

Albert Finney i Michael Douglas w komedii "Teściowie" Fot. Materiały prasowe
Jak sama nazwa sugeruje, naszym wybrankiem zostaje mężczyzna, którego same wskazujemy serdecznym palcem. Jego rodzina to jednak dobrodziejstwo inwentarza, z którym nie zawsze jest nam po drodze. Przyjęło się, że czarnym charakterem jest najczęściej teściowa i to ona jest muzą milionów czerstwych żartów. O związkach z teściem nie mówi się nic, bo od kiedy dobre relacje to materiał na niezłą polewkę? Tymczasem mogą one być nie tylko dobre, ale i okazać się najlepszymi, jakie kobieta kiedykolwiek nawiąże z mężczyzną.

- Nie jestem typem babki z sercem na dłoni i nawiązywanie relacji przychodzi mi raczej jak po grudzie niż po maśle - zaczyna Joanna, 29-letnia pracowniczka domu mediowego. - Nie cierpię tego przymusu przełamywania lodów z każdym, z kim tylko zdążysz wymienić uścisk dłoni. Tak ułożyło mi się w życiu, że musiałam być harda, a ludzie nie lubią poczucia, że narzuca im się dystans. Nie mam wielu przyjaciół i dobrze mi z tym. Ważne, że w moim życiu pojawił się wspaniały, wartościowy mężczyzna, któremu całkowicie ufam. - Mąż? - pytam. Też - uśmiecha się w odpowiedzi Joanna.
- Umówmy się - teść raczej nie jest na szczycie listy twoich potencjalnych bratnich dusz - mówi mi Ewa, atrakcyjna pracowniczka banku po 40. Poznajesz faceta, zakochujesz się, wchodzisz do jego rodziny, a potem co jakiś czas grzecznie posyłasz jego ojcu uśmiech znad niedzielnego schabowego. Przynajmniej ja nie oczekiwałam nic więcej. Teść okazał się dla mnie niespodzianką. Kto by pomyślał.... - kiwa głową i tajemniczo się uśmiecha.


- W moim życiu było, że tak powiem, sporo mężczyzn - zaczyna ostrożnie Daria, 39-letnia pani inżynier. Najpierw 2 braci, potem sporo kumpli na typowo męskim wydziale, z czasem różni mniej lub bardziej poważni narzeczeni, a w końcu mąż. Nasz związek rozkręcał się powoli, długo nie wiedzieliśmy, czy w ogóle chcemy się zaangażować. Przez jakieś 1,5 roku bujaliśmy się od weekendu do weekendu, aż w końcu postanowiliśmy, że chyba czas się związać. Pierwszym krokiem w tym kierunku było hasło "poznaj moich rodziców". Byłam bardzo ciekawa zwłaszcza jego ojca, myślałam, że w ten sposób obejrzę sobie mojego mężczyznę za te parę dziesiątek lat. Chciałam się przekonać, jak daleko pada jabłko od jabłoni. I przekonałam się, jak cholera" - mówi unosząc brew.

Mów mi tato

Joanna, mimo że wydaje się dość powściągliwa, na ułamek sekundy sprawia wrażenie, że na tej skorupie są jakieś pęknięcia. - Miałam 9 lat, kiedy mój tata zginął pod kołami samochodu pijanego kierowcy. Facet miał ponad 3 promile i jechał pod prąd. Oczywiście jemu nic się nie stało, a ja i moja siostra zostałyśmy tylko półsierotami. Rozumie pani, co to znaczy chować własnego ojca wcześniej niż ma się komplet stałych zębów?

Nawet nie próbuję sobie tego wyobrazić, tylko po cichu liczę wszystkie chwile, w których nikt by mi go nie zastąpił. Ostatnie o czym myślę, to sytuacje gdy jego pomoc była czysto funkcjonalna. Zawieź tu, kup mi to, napraw mi zabawkę.. To nie takie proste. Myślę o tym, jak równoważył perspektywę kobiety i kształtował wyobrażenie mężczyzny, które podświadomie już zawsze zostaje w głowie dziewczynki. Uczył rozsądku, objaśniał specyfikę męskiej natury i dawał poczucie absolutnego bezpieczeństwa.

- Pogodziłam się z losem, mimo że czułam, że ta strata bardzo mnie spaczyła - kontynuuje. Po związaniu się z moim mężem, dosyć szybko zostałam przedstawiona jego rodzicom. Było bardzo poprawnie, ale tak jak powiedziałam, otwieram się na ludzi w żółwim tempie. Stopniowo nasze rozmowy się wydłużały, a teść zaczął mi imponować dojrzałością, subtelnością i wielką kulturą osobistą. Nigdy nie zadał mi ani jednego niedelikatnego pytania. Tuż przed naszym ślubem włożył mi do ręki prostokątny pakunek. W środku było oryginalne wydanie mojej ukochanej książeczki dla dzieci z końca lat 80-tych. Uświadomiłam sobie, że kiedyś wspomniałam mu o tacie, którego pamiętam właściwie tylko ze zdjęć i z wieczorów, kiedy kazałam mu po 100 000 razy czytać mi właśnie tę bajkę. On nic nie powiedział i ja też nie. Książeczka do dziś stoi na honorowym miejscu u nas w domu.

Ratunku

Ewa sprawia wrażenie pogodnej i dosyć wyluzowanej kobiety, mimo że okazuje się ofiarą stereotypu teściowej z piekła rodem. - Jesteśmy z mężem po ślubie prawie 15 lat, więc już raczej nic mnie nie zaskoczy ze strony jego mamusi. A początki były takie obiecujące... Ewuniu, jaka ładna sukienka, Ewuniu zjedz jeszcze trochę... Słodka do wyrzygania, dopóki nie usłyszała o zaręczynach. Do ślubu jeszcze zachowywała pozory, a potem zaczęła pokazywać, na co ją stać. Gdyby nie mój teść... uffff...

- Zawsze mnie dziwiło, co go trzyma pod jednym dachem z tą kobietą. Jako dość atrakcyjny, wartościowy i wykształcony człowiek mógł sobie pozwolić na jakąś lepszą selekcję. To w pewnym sensie też dowód na jego lojalność i silny charakter. Któregoś dnia, po mniej więcej pół roku puszczania jej szpil mimo uszu, trafił mnie szlag. Na wrednie zaserwowane pytanie, jaką planuję być żoną, skoro nie wiem jak zrobić pomidorową, odpyskowałam że żoną atrakcyjną, z którą można bez wstydu pójść zjeść w restauracji. Śmierć była blisko, ale sytuację uratował mój teść. Lodowatym spojrzeniem uciszył małżonkę, kazał wszystkim wziąć głęboki oddech i natychmiast zmienił temat na lżejszy. Wtedy po raz pierwszy zachował się jak rasowy bufor między dwoma ogniami. Od tamtej pory jest moim rodzinnym skrzydłowym.

Teść może łagodzić obyczaje, bo w odróżnieniu od swojej żony nie traktuje synowej jak rywalki. Jeśli przeżył już w życiu parę lat, to najprawdopodobniej zrozumiał też, że nie ma to jak święty spokój. Ewa podaje mi kolejne przykłady, jak to teść zgrabnie dbał o przebywanie zawodniczek w przeciwległych narożnikach. Z czasem nawet odniosła wrażenie, że próbował zrekompensować jej zjadliwy charakter żony, do którego on już zdążył przywyknąć. Regularnie oferował się do opieki nad dziećmi, a raz w tajemnicy przed żoną pożyczył młodym sporą sumę pieniędzy, która w dramatycznym momencie postawiła ich na nogi. - Okazał mi więcej serca, niż mogłam sobie życzyć. To chyba właśnie on jest tym klejem, który trzyma naszą rodzinę razem.

Ex-machina

- W moim wypadku wypada raczej powiedzieć były teść - w głosie Darii nie słychać żalu. - Rozwiedliśmy się z Mariuszem prawie 5 lat temu, emocje zdążyły wystygnąć. Chyba po prostu za dużo myśleliśmy "fajnie tak wziąć ślub" niż "oto wkraczamy na wspólną drogę życia". Przed ślubem nie przedyskutowaliśmy na przykład kwestii dzieci, których - jak wyszło w praniu - on wcale nie chciał. Mimo że nie był już smarkaczem, bardzo pilnował swoich zwyczajów wypuszczania się z kolegami w miasto i wracania nad ranem zdrowo wciętym. Widziały gały co brały, jego temperament i rozrywkowa natura mnie nie zaskoczyły. Wryło mnie dopiero, kiedy zaszłam w ciążę, a on zasugerował, żebym ją usunęła. Pierwsza osoba, do której zadzwoniłam, to teść.

Mówi się spójrz na rodzica, zobaczysz w co się pakujesz na przyszłość. W przypadku Darii kompletnie się to nie sprawdziło. Jej teść tylko fizycznie okazał się podobny do jej męża. Domator, bardzo inteligentny historyk o łagodnym usposobieniu, wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy stanął po stronie synowej. Nie wyrzekł się oczywiście jedynego syna, ale ich stosunki bardzo się ochłodziły od tego czasu. W trakcie ciąży to właśnie teść woził ją na badania kontrolne, to on przywiózł ją i córeczkę po porodzie i to on powiedział "możesz na mnie liczyć". Daria mówi, że po ogłoszeniu rozwodu przeszło jej przez myśl, że ich relacja jakoś rozpłynie się w codzienności. W końcu jej małżeństwo, czyli de facto podstawowy powód nawiązania tej znajomości przestał istnieć. - Właśnie to pokazało mi siłę naszej przyjaźni. Przetrwać rozwód i w ramach alimentów dostać takie wsparcie? Bezcenne.

Niebezpieczne związki

Zaczęło mnie w międzyczasie zastanawiać, czy relacja synowa-teść kiedykolwiek może wkroczyć na niebezpieczny grunt. W końcu znajomość starszego mężczyzny i młodej kobiety stanowi pewne społeczne tabu i najczęściej funkcjonuje w dość dwuznacznym kontekście. Pomijam odwieczny dylemat, czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest w ogóle możliwa. Ewa puszcza do mnie oko - E, ktoś tu chyba czytał za dużo Danielle Steele. To chyba tylko u niej się zdarza, że teść wygląda jak jakiś opalony półbóg, a wichry namiętności pchają ku sobie zakochanych na przekór światu. To wcale nie jest romantyczna relacja - teściowi bliżej do twojego ojca niż do swojego własnego syna. Jeśli jest normalny, to w najlepszym przypadku zacznie cię traktować jak własną córkę i tak jak mnie - zwyczajnie chronić.

Co jest w takim razie takiego co daje im teść, a czego nie daje mąż, czyli ten ich cały wybranek? Joanna nie zastanawia się długo nad odpowiedzią - To, że ślubujesz miłość do końca świata właśnie mężowi znaczy, że to on, a nie teść będzie musiał przejść próbę ognia. Nic prostszego niż wziąć się i wypalić. Teść to mimo wszystko obserwator z pewnego dystansu, który w dodatku przeszedł już te wszystkie trudne etapy w małżeństwie i dlatego może zaoferować bezinteresowne wsparcie. Bardzo kocham męża, ale jeśli mnie wkurzy, to nie jemu się z tego powodu wypłaczę w rękaw, tylko właśnie teściowi. Nie jest złorzeczącą na facetów koleżanką, której mądrość sprowadzi się do recepty "a rzuć chama". Ufam jego mądrości i jego chęci, żeby małżeństwo syna było zwyczajnie szczęśliwe.

Małe wielkie gesty

Drugi ojciec, obrońca i opiekun, bliski przyjaciel nawet pomimo rozpadu rodzinnych więzi... To nie są relacje, po które wystarczy się schylić na ulicy. Jak w takim razie pielęgnuje się takie związki? - Pielęgnować? To nie grządka pomidorów - śmieje się Daria. - Właściwie to nigdy nie czułam stwierdzenia "przyjaźń trzeba pielęgnować". Na tym moim zdaniem przyjaźń polega, że potrzeba dawania sobie nawzajem wsparcia i uczucia jest całkowicie naturalna, a nie przywoływana przez powiadomienie na fejsie. W sobotę uwielbiam dłużej pospać, ale kiedy po raz kolejny o 6.30 wyrywa mnie ze snu telefon teścia, który pyta jakie chcę owoce z targu, czuję się najszczęśliwszą babką na świecie.
Ewa ma podobne zdanie. - Nie widujemy się codziennie ani nie siedzimy sobie non-stop na głowach. Właściwie to nawet nie widujemy się tak bardzo często. Dla mnie najważniejsze jest to, że kiedy już się widzimy, to wiem, że mam go po swojej stronie. Dopiero po latach mąż przyznał mi się, że na początku naszego związku teściowa gorliwie go do mnie zniechęcała, a nawet próbowała mu wepchnąć w ramiona inną. Szczegółów nie znam, ale teść - człowiek spokojny - podobno uniósł się tak, że teściowa już więcej nie spróbowała sabotażu i ograniczyła się do okazjonalnego plucia jadem.

- Drugi ojciec to bardzo mocne określenie - Joanna zaczyna powoli. Wiadomo, co przepadło jest już nie do odrobienia. Nigdy nie będę dziewczynką, którą tatuś pocałuje w stłuczone kolano po upadku z roweru. Ale z drugiej strony mam znajomych, których kontakt z ojcem w dorosłym życiu sprowadza się do odbębnienia 2 świątecznych obiadów w roku. Ja do mojego teścia dzwonię co najmniej raz w tygodniu, radzę się go w sprawach zawodowych i mimo że jestem już dużą dziewczynką, przy nim nie boję się poczuć, jak ta całkiem mała.

Niby z rodziną najlepiej na zdjęciu, a z teściami to nawet na dwóch osobnych, ale relacja synowej z teściem jakoś nie daje pola do rechotu. Może się wręcz okazać tą najpiękniejszą, bo nie dość, że jest prezentem od losu w czystej postaci, to jeszcze jest wolna od pułapek, w jakie zwykle wpadają kobiety i mężczyźni.

napisz do autorki: karolina.ciesinska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...