Kenia mówi stop wolontariuszom, którzy tylko udają, że chcą pomagać, a chodzi im głównie o zwiedzanie

Madonna chwali się na Instagramie zdjęciami z Afryki.
Madonna chwali się na Instagramie zdjęciami z Afryki. Fot. Instagram / Madonna
Czasami warto jest zrobić coś dla innych, szczególnie dla najbiedniejszych, dlaczego więc zamiast angażować się w krajowe projekty wolonatriatów nie wyjechać do Afryki? 42 proc. Kenijczyków żyje poniżej granicy ubóstwa, więc to idealny kierunek, by dać ujście palącej potrzebie pomocy. Czy to możliwe, że zamiast wdzięczności ze strony lokalnej społeczności możemy spotkać się z niechęcią? Rząd Kenii napływającym szerokim strumieniem pracownikom organizacji pozarządowych (NGO) mówi nie.

Czy trudno jest pojechać do pracy do Kenii? Okazuje się, że niespecjalnie. Najwięcej jest misji religijnych. Są też programy skierowane do młodych dziennikarzy, nauczycieli, pracowników społecznych, opiekunek do dzieci, a nawet rolników. W większości przypadków jedynym wymaganiem jest ukończenie 16. lub 18. roku życia, umiejętność dogadania się po angielsku i szczere chęci. Więcej wymagań mają młodzi lekarze i weterynarze - tu potrzebna jest konkretna, specjalistyczna wiedza. Co ciekawe, w przypadku nauczycieli niekoniecznie.

Jednostki organizujące takie wyprawy nie ukrywają, że wolontariat w Kenii jest po części wyprawą turystyczną. Nic dziwnego - po ostatnim kryzysie prezydenckim w latach 2007-2008, jest to kraj politycznie stabilny, dbający o swój wizerunek i komfort turystów, i oczywiście atrakcyjny przyrodniczo.

Przypomnijmy, że w 2007 roku w wyniku wyborów prezydenckich urząd objął Mwai Kibaki, co jego polityczni oponenci z Railem Odingą i Pomarańczowym Ruchem Demokratycznym na czele uznali za manipulację. Została ona potwierdzona przez międzynarodowych obserwatorów. W wyniku zamieszek, które następnie objęły cały kraj, doszło do masowych morderstw ludności cywilnej.

Dziś jest to już pieśń przeszłości. Turystyka napędza gospodarkę, młodzi lekarze i weterynarze ratują wiele istnień, dlaczego więc Kenijczycy są coraz bardziej wkurzeni? By odpowiedzieć sobie na to pytanie, zajrzyjmy na początek na Barbie Savior, satyryczne konto na Instagramie. Zobaczymy serię malowniczych zdjęć z lalkami Barbie w roli głównej, które robią sobie selfie na tle ubogich zakątków Kenii. Obok zdjęć znajdziemy też okolicznościowe komentarze.
Nic zatem dziwnego, że na pierwszy plan zaczynają wysuwać się głosy mówiące o szkodliwości prowadzonej od lat tak zwanej naiwnej wolunturystyki (ang. voluntourism, od tourism i volunteer). Kenijczycy nie tylko są oburzeni postawą przyjezdnych, pracujących w organizacjach pozarządowych, którzy dostrzegają w odwiedzanym przez siebie kraju wyłącznie ruinę, będącą pretekstem do dopieszczenia własnego ego. Głównym problemem jest to, że teoretycznie pomocowe organizacje nie pomagają Kenii tak dobrze, jak by mogły.

A przynajmniej taka jest diagnoza kenijskiego Departamentu ds. Organizacji Pozarządowych. Zgodnie z jej ostatnim raportem, w Kenii pracuje około 12 tysięcy przyjezdnych. Każda z tych osób zarabia średnio cztery razy więcej niż osoby pochodzenia kenijskiego, często wykonujące dokładnie te same czynności. Podczas rekrutacji organizacje pozarządowe priorytetowo traktują przybyszów z Zachodu. Ci z kolei niechętnie dzielą się swoim doświadczeniem i wiedzą z lokalnymi pracownikami, przez co tubylcy pozostają dla rynku pracy niekonkurencyjni.

W niektórych regionach dochodzi do jeszcze większych absurdów. Wśród pragnących nieść pomoc Europejczyków i Amerykanów dość popularnym celem wyjazdu jest opieka nad dziećmi, które straciły rodziców w wyniku AIDS. Okazuje się jednak, że procedura pomocy nie zawsze przebiega uczciwie. Od lat pojawiają się sugestie, że niekiedy dzieci są specjalnie utrzymywane w ubóstwie lub bez opieki, by przyciągnąć jeszcze więcej białych opiekunów z ich pełnymi portfelami, a część z nich posiada jedno lub nawet oboje rodziców.

Przy okazji narasta jeszcze jeden problem - warunki życia przyjezdnych oraz Kenijczyków są skrajnie różne. Tworzenie się luksusowych gett i posyłanie dzieci do oddzielonych od reszty lokalnej społeczności "białych" szkół nie sprzyja łagodzeniu wzburzenia części kenijskiego społeczeństwa.
Jak można się spodziewać, prawda na temat działalności organizacji pozarządowych w Kenii nie jest czarno-biała, a oświadczenie Departamentu nie ominęła krytyka ze strony części związanego z nim środowiska. Argumentuje ono, że rządowa niechęć do NGO jest w większej mierze sprawą polityczną, niż wskazywaniem na realny problem.

Faktem jest, że powtarzające się oskarżenia o nadużycia finansowe i związki z grupami terrorystycznymi sukcesywnie prowadzą do likwidowania kolejnych organizacji pozarządowych w Kenii. Komentatorzy zastanawiają się, czy u podstaw tych działań nie leży raczej chęć ograniczenia w regionie wpływów zachodnich, co wydaje się być w interesie nawykłego do antyzachodniej narracji prezydenta Kenyatta, starającego się o reelekcję w 20017 roku. Można się zatem spodziewać, prawda na temat NGO leży gdzieś po środku tego sporu.

Źródło: Quartz Africa

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...