Kosmos zmienia osobowość. Astronauta George Zamka opowiada nam o życiu na stacji kosmicznej

Bob Benkhen, astronauta biorący udział w misji STS-130 Endavour.
Bob Benkhen, astronauta biorący udział w misji STS-130 Endavour. Materiały prasowe
Kto w dzieciństwie nie marzył o zostaniu astronautą? Nieprzebyta przestrzeń i miliardy planet do odkrycia, z których niektóre być może są nawet zamieszkane... Dla George Zamka, któremu udało się zrealizować marzenie o kosmicznych podróżach, to jednak nasza planeta wydaje się być najbardziej fascynująca. I tą fascynacją chce dzielić się z innymi.

– Kiedy wracamy na Ziemię, chcemy dzielić się swoimi doświadczeniami. Inaczej po co w ogóle latać w kosmos? — powiedział astronauta podczas niedzielnej premiery filmu zrealizowanego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej pt. „Space between the words”. Astronauta NASA o polsko-kolumbijskich korzeniach chętnie podzielił się ze mną nie tylko przemyśleniami dotyczącymi pięknej i mrocznej strony przestrzeni kosmicznej, ale też kilkoma uwagami na temat codziennego życia astronauty.

Kim chciał pan zostać w dzieciństwie?

George Zamka: To zależało od dnia, w którym ktoś zadawał mi to pytanie. W zasadzie jako dziecko miałem trzy marzenia — po pierwsze, grać zawodowo w baseball, po drugie — zostać strażakiem, a po trzecie, astronautą. Myślę, że dobrze wybrałem. Jestem trochę za niski i za wolny, by być dobrym baseballistą i prawdopodobnie to samo tyczy się kariery strażaka. Bycie astronautą mi pasuje.


Jakie to uczucie, dryfować w przestrzeni kosmicznej?

Przede wszystkim to nie dryfowanie - ma się uczucie, jakby się spadało. Trudno do tego na początku przywyknąć. Tak jak do wielu innych rzeczy.

Na przykład do jedzenia?

To prawda, że na statku kosmicznym wszystko inaczej smakuje. Zmieniają się zmysły. To, co smakowało na Ziemi, może być okropne w kosmosie i odwrotnie. Ja na przykład miałem takie doświadczenia z ciastem czekoladowym. Kiedy próbowałem go na Ziemi, wydawało mi się obrzydliwą breją. Jedząc je na statku, niemal słyszałem muzykę...
Na stacji kosmicznej można się nudzić?


Absolutnie nie. Głównie dlatego, że każdego dnia mamy tak wiele obowiązków, że kiedy kończymy jedną czynność, natychmiast pojawia się myśl, że powinniśmy pomóc kolegom albo zajrzeć do grafiku i zająć się czymś następnym.

W takich misjach nasze zaopatrzenie jest bardzo ograniczone i to dotyczy również tlenu. Dlatego, by nie tracić czasu na robieniu niczego, zaplanowane jest więcej czynności, niż faktycznie jesteśmy w stanie wykonać.

Astronauci nie mają czasu na rozrywki?

Przyznaję — czasami bywałem podstępny i szukałem okazji, by zbliżyć się do okien i podziwiać widoki. Kiedy miałem wolną chwilę, zaglądałem też do swojego iPada — podczas wcześniejszych misji miałem taką dużą, nieporęczną wersję na baterie — i słuchałem muzyki. Wszystkich gatunków, również Chopina.
Muzyka Chopina była jedną z głównych inspiracji dla zrealizowania przez pana, a także japońskiego astronautę, Soichiego Naguchi, filmów „Chopin — The Space Concert” oraz najnowszego „Space between the words”.

Tak, choć przede wszystkim chcieliśmy podzielić się tym pięknym widokiem, jaki rozpościera się z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W efekcie powstał wyjątkowy film. Osoby, które będą oglądać zrobione przez nas zdjęcia, słuchając przy tym muzyki Chopina, będą miały odczucia, które będą całkowicie ich własne. Nie moje — moje wrażenia są związane z moimi doświadczeniami podczas tej i poprzednich misji, a przecież każdy jest inny. Muzyka, którą znają i którą prawdopodobnie lubią widzowie, pozwoli im reagować na te widoki we właściwy sobie, indywidualny sposób.

Jak rozumieć tytuł filmu "Space between the words"?

Aparat fotograficzny łapie tylko to, co widzi oko. Umysł widzi o wiele więcej. Natomiast zdjęcia Suichiego, prawdopodobnie najpiękniejsze zdjęcia, jakie widziałem w życiu, pokazują to, co znajduje się pomiędzy słowam. To, czego nie sposób opisać, czyli wrażenia, jakich doświadcza umysł skonfrontowany z tak pięknym widokiem.
W swoich filmach pokazujecie, że jak piękny może być kosmos. Ale czy jego ogrom nie jest czasem przytłaczający dla astronautów zawieszonych w maleńkiej puszce gdzieś w przestrzeni kosmicznej?

Nie czujemy tego przez cały czas. Były w mojej karierze momenty ogromnego zaskoczenia i również nieliczne chwile strachu. W takich przypadkach największym wsparciem są pozostali członkowie załogi. Widzieć, że inni zachowują się normalnie, nie są niczym zaalarmowani — to jest największą pomocą.

Powstawały między wami różne relacje...

Cała załoga podczas misji liczy łącznie nie więcej niż 12-13 osób, zwykle mniej. Spędziwszy zamknięci razem tyle czasu, znamy się naprawdę dobrze.
Czasem to było trudne, przebywać z kimś bez przerwy, każdego dnia. Nie można tego porównać do normalnych sytuacji na Ziemi, gdzie, jeśli nie mamy ochoty kogoś widzieć, możemy po prostu wyjść z pokoju. Na stacji kosmicznej umiejętność wspólnego życia z innymi staje się problemem, z którym każdy astronauta musi sobie poradzić.

Zdarzały się awantury?

Ja na szczęście nie brałem udziału w zbyt wielu kłótniach. Kiedy się pojawiają, wszyscy odczuwają ich skutki. Dlatego astronauci zwykle ich unikają i starają się robić, co do nich należy.
Misja kosmiczna zmienia osobowość?

Tak, wszyscy astronauci tego doświadczają, ale tłumaczą to w bardzo różny sposób. Dla mnie na przykład Ziemia jest teraz bardzo malutkim miejscem, w którym jesteśmy o wiele bardziej ze sobą powiązani i od siebie zależni, niż to sobie na co dzień uświadamiamy. Populacja ludzi rośnie, ale planeta nie powiększa się. Dlatego teraz o wiele ważniejsze wydaje mi się to, byśmy uczyli się wzajemnie o siebie dbać - żyć na Ziemi w taki sposób, by każdy miał dostęp do jedzenia, wody i świeżego powietrza.

Podczas misji byliście zainteresowani tym, co działo się na Ziemi?

Bardzo. Byliśmy odizolowani, ale wiedzieliśmy, że na Ziemi wiele oczu jest zwróconych w naszą stronę i pomaga nam w misji. Kiedy ja byłem w kosmosie, obowiązywały jeszcze stare przepisy, zgodnie z którymi docierały do nas tylko wyselekcjonowane informacje ze świata — to, co dowództwo chciało, byśmy wiedzieli. Dopiero potem dano astronautom swobodny dostęp do internetu.
Co pan myśli o hollywoodzkich produkcjach opowiadających o misjach kosmicznych — „Interstellar”, „Marsjanin”, „Grawitacja”… Czy oddają to, jak te misje rzeczywiście wyglądają?

Za każdym razem myślę, że te filmowe misje wyglądają o wiele lepiej od rzeczywistych i są przede wszystkim o wiele… czystsze. Przecież na stacji nie możemy brać pryszniców, korzystamy z gąbek nasączonych środkiem czystości. Tak samo — nakładamy szampon i go wycieramy, to wszystko nie jest łatwe. Jesteśmy więc tylko w trzech czwartych tak czyści jak aktorzy grający astronautów.
Zrealizowany podczas wyprawy statku STS-130 Endeavour film „Space between the words” jest kontynuacją produkcji pt. „Chopin — The Piano Concert”, w ramach którego wykonano ponad 300.000 zapierających dech w piersiach fotografii naszej planety.

Zdjęcia do „Space between the words” wykonał astronauta Terry Virts, który wykorzystał do tego celu najnowszą technologię 4K, dzięki której, jak żartobliwie komentuje reżyser filmów, Adam Ustynowicz, „możemy zobaczyć i odczuć to, co widzą astronauci podczas lotów w kosmos, brakuje jeszcze tylko stanu nieważkości”.
Podczas tworzenia zdjęć do obu filmów kluczową rolę odgrywała muzyka Fryderyka Chopina, którą astronauci za namową Ursynowicza zabrali ze sobą w kosmos, jak wspomina, w pośpiechu nagraną na płytę CD.

Pierwszemu pokazowi fragmentów filmu towarzyszyły grane na żywo nokturny Fryderyka Chopina w wykonaniu światowej sławy smyczka, Mariusza Patyry oraz kwintetu Sinfonia Viva.

George Zamka — amerykański astronauta o kolumbijsko-polskich korzeniach. Żołnierz legendarnego Marines, czyli Korpusu Piechoty Morskiej USA. Pilot wyszkolony do działań bojowych w każdych warunkach atmosferycznych. W latach 1998–2013 członek grupy astronautów w NASA. W 2007 roku odbył piętnastodniowy lot na pokładzie wahadłowca Discovery podczas misji STS-120. W 2010 roku jako dowódca wyprawy uczestniczył w misji STS-130.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemt.pl

Trwa ładowanie komentarzy...