Jaki "Wołyń"? Tu, przy granicy, bardziej liczy się biznes. "Ukraińcy okupują naszą Biedronkę, my ich stacje benzynowe"

Przejście polsko-ukraińskie w Krościenku, od strony Ukrainy.
Przejście polsko-ukraińskie w Krościenku, od strony Ukrainy. Fot. Wikipedia/CC BY-SA 3.0
Historia historią, ale żyć z czegoś trzeba. I nawet jeśli "Wołyń" tu dotarł, to można mieć wrażenie, że mało kogo w Bieszczadach ten film obchodzi. Ukraińcy niemal tonami wywożą produkty z polskich sklepów, Polacy jeżdżą do nich nawet po cukier, bo tańszy. Współpraca przygraniczna kwitnie. Tak bardzo,  że Biedronkę w Ustrzykach Dolnych nazywają "Ukraińską". Kto tu ma czas i ochotę na jakieś zaszłości historyczne? Tu jest prawdziwe polsko-ukraińskie życie.

Pani Iza z gminy Lutowiska jeździ na Ukrainę przynajmniej raz w miesiącu. Czasem jest to Sambor, czasem Chyrów. Jak kończy jej się benzyna, wsiada w samochód i tankuje do pełna. – No ile w Warszawie benzyna kosztuje, co? Bo u nas 4,50. A na Ukrainie za 3 zł kupię. Opłaca się? – pyta rzeczowo. Kupuje jeszcze papierosy. – Za paczkę najtańszych zapłacę 2,30. A u nas? – znów pytanie. Ona kupuje dla siebie, ale handlarze za taką paczkę biorą w Polsce 7 zł. Przebicie ogromne.



Właścicielka jednej z firm w Bieszczadach mówi mi, że na "normie" – tak nazywają tu określone przepisami ilości towarów, które mogą być przewożone przez granicę – polscy handlarze są w stanie zarobić 80 zł dziennie. – Tutaj pracy za tyle nie znajdą – przyznaje.

Cukier, ketchup, herbata...
Pomijając jakość tych towarów, kiedyś z Ukrainy opłacało się przywozić jeszcze alkohol i słodycze. I Polacy kupują je do dziś. Pani Iza zawsze, jak jest na Ukrainie, kupuje jeszcze cukier, bo też jest tańszy, około 2 zł za kilogram. W sklepie w Lutowiskach płaci 3 zł.

– Od nas do najbliższej Biedronki jest 25 kilometrów, a do Lidla 60. Nie opłaca mi się jechać, bo na bilet więcej wydam – mówi. Z Ukrainy przywozi jeszcze ketchup i przeciery pomidorowe, bo dobre i tanie, a także herbatę Lipton. Tu cena podobna w Polsce, ale w opakowaniu jest jeszcze kubek. Płaci około 11 zł.

– Przecież w Polsce też można takie zestawy kupić w podobnej cenie – mówię.
– Ja, proszę pani, mieszkam w Lutowiskach. To są Bieszczady. U nas są dwa sklepy. O jakiej Polsce my mówimy? – odpowiada.
To od niej słyszę, że bardzo dużo ludzi stąd jeździ na Ukrainę, tak jak ona. Ale jeszcze więcej przyjeżdża stamtąd do Polski – zwłaszcza w okolice Ustrzyk Dolnych. – Tuż za granicą jest taka bieda, że pani sobie nie wyobraża. Dzieci na stacjach benzynowych zaczepiają: "pani, daj na cukierka". U nas jest biednie. Ale tam jest o wiele gorzej. Bieda bywa niewyobrażalna – mówi.

Kupią wszystko na promocji
Przejście graniczne, które łączy tę część Polski z Ukrainą to Krościenko. Tylko ruch samochodowy. Czasem można stać 4 godziny, czasem można przejechać bez kolejki. Kiedyś był dużo, dużo gorzej. – Jak Ukraińcy mieli u siebie święto, to w naszych sklepach jakby przeszedł huragan. Wymiotło wszystko, puste półki były – wspomina Roman, lokalny biznesmen. Aż trudno wyobrazić sobie, jak było wtedy, skoro dziś również wszyscy mówią o tłumach....

O Ukraińcach słyszę tu, że doskonale znają się na promocjach w Polsce. Wiedzą co, gdzie i za ile. I jeśli w Biedronce jest promocja, całymi wózkami wywożą towar ze sklepu. – Potrafią wykupić wszystko, co jest aktualnie w promocji. Pampersy, parówki, mięso – mówi Agnieszka, właścicielka jednej z lokalnych firm niedaleko ul. 29 listopada, przy której jest "Ukraińska Biedronka".

W Ustrzykach mówią, że w całym kraju nie ma chyba bardziej dochodowego dyskontu. – Dzięki niej mamy drugą, która powstała specjalnie po to, by odciążyć tamtą – śmieje się Wiesław Stebnicki, były radny Ustrzyk, dziś redaktor naczelny lokalnej gazety "Nasze Połoniny".
"Są nachalni, nie można spokojnie przejść"
Przed Biedronką zawsze są Ukraińcy, bardzo dużo kobiet. Nie można spokojnie przejechać samochodem, nie sposób przejść. Mieszkańcy Ustrzyk denerwują się, bo Ukraińcy są bardzo nachalni. – To jest tragedia. Człowiek podjedzie samochodem i jeszcze nie zdąży wysiąść, a już go z 10 Ukraińców otoczy: "Pani, kup wódkę. Papierosy? Chałwu?"- mówi Agnieszka. Sprzedają też czosnek i fasolę. Niektóre towary nawet 40-50 procent taniej niż dostępne w Polsce. – Ledwo ze sklepu wyjdę, dźwigam pięć toreb z zakupami i patrzę w chodnik, nie na nich, a i tak zaraz zaczynają się zaczepki – słyszę.

Ukraińców jest też dużo w centrum miasta. – Jest ich cała chmara, przejść przez rynek nie można – to pan Roman, biznesmen. Żadna z osób, z którymi rozmawiam, nie chce podać nazwiska, ani nawet branży, w której pracuje. Bo choć marudzą, i tak z Ukraińcami robią biznesy. Jedni uzależnieni od drugich.

Oprócz żywności Ukraińcy kupują ostatnio sprzęt budowlany i AGD, np. okna i blachy dachowe. Tu ciekawostka – podobno są limity wagowe na głowę. Jak chcą przewieźć więcej blachy, jednym samochodem do Polski przyjeżdża więcej osób.

Najbardziej zaskakuje jednak cebula, którą kupują w dużych ilościach. – Też mnie to ciekawiło i kiedyś o to zapytałam. Okazało się, że to pozostałość po czasach kołchozów, kiedy wszystko było wspólne. Ludzie boją się siać, bo zaraz im wszystko ukradną – słyszę od jednej z mieszkanek Ustrzyk.

Rozbijają się takimi autami, że głowa boli
Ukraińcy przyjeżdżają do Polski w ramach małego ruchu granicznego, który w lipcu co prawda został zawieszony, ale wkrótce go przywrócono. Korzystają z odliczeń VAT, a także innych możliwości, które daje im prawo.

Na przykład jest taki proceder, o którym wszyscy chętnie mówią – współwłaścicielstwo samochodów. Ukrainiec kupuje samochód na spółkę z Polakiem, auto ma polską rejestrację, a Ukrainiec większe możliwości. Mieszkańcy opowiadają o jednym przypadku, opisywanym przez lokalne media, gdy okazało się, że jeden z nich, jest współwłaścicielm 200 samochodów.

O MRG – z informacji MSZ

Zezwolenie uprawnia jego posiadacza do przekraczania granicy do 60 dni każdorazowo od dnia przekroczenia granicy, ale nie więcej niż łącznie 90 dni w okresie każdych 6 miesięcy liczonych od dnia pierwszego przekroczenia granicy. Zezwolenie takie może być wydane mieszkańcom strefy przygranicznej, którzy posiadają ważny dokument podróży, uprawniający do przekraczania granicy państwowej. Czytaj więcej



Do Polski przyjeżdżają też bogaci Ukraińcy. – Jeżdżą takimi samochodami, że głowa boli. Płacą za wszystko, nie patrzą na ceny. Przyjeżdżają na narty, na basen, na wypoczynek. Mówią, że bardziej im się opłaca, że u nas "lipsze" warunki – mówi Roman. Opowiada zasłyszaną pogłoskę, której nie udało mi się jednak potwierdzić, że kiedyś przyjechali i wynajęli cały wyciąg narciarski, by mieć go tylko dla siebie.

"Pokażemy wam Lachy!"
Zaszłości historyczne? Czy są ważne? Dopiero co na Ukrainie odwołano pokaz "Wołynia".

Wiesław Stebnicki mówi, że sam słyszał okrzyki "Pokażemy wam Lachy!". Było to jakieś sześć lat temu, gdy jako radny z Ustrzyk był zaangażowany w walkę o odzyskanie polskiego kościoła po drugiej stronie granicy – dla Polaków na Ukrainie. Ta walka o odzyskiwanie świątyń była zresztą obustronna. Ale przy tym kościele, w którym Ukraińcy urządzili dom weselny, był szczególnie duży opór. Wtedy padły te słowa.

Na co dzień też różnie bywa. Ale w zwyczajnym, normalnym życiu, jednym bez drugich, byłoby dziś chyba ciężko. Ilu Ukraińców pracuje w Polsce? Ilu Polaków robi na Ukrainie biznesy? Pani Iza mówi, że u niej, w Lutowiskach, na przystankach bez przerwy widzi ogłoszenia: "Zapraszamy na wycieczkę do Lwowa".

Zresztą, dopiero co Polski Bus uruchomił połączenia ze Lwowem i innymi miastami. Nie z Bieszczad. Z Poznania, Torunia, Szczecina...- - Od dawna otrzymywaliśmy prośby od pasażerów dotyczące wprowadzenia połączeń na Ukrainę. Wiemy, że jest to niezwykle atrakcyjny kierunek pod kątem zarówno turystycznym, jak i edukacyjnym - tłumaczył Piotr Pogonowski, dyrektor ds. marketingu. Samo życie.

Napisz do autorki:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...