Co minutę zabija jedną kobietę. Dzięki temu urządzeniu raka piersi możesz wykryć w domu

Fot. materiały prasowe
Chropowaty, nadmuchiwany gumową pompką rękaw i zabawne uczucie mrowienia, kiedy zaciska się na przedramieniu zna każdy, kto ma w rodzinie osobę z nadciśnieniem. Podobnie, każdy krewny diabetyka kojarzy szybkie kliknięcie, kiedy nakłuwacz przebija skórę na opuszku palca. Z kolei skojarzenia z urządzeniem badającym piersi ma wciąż zbyt mała grupa kobiet – nawet spośród tych, które z chorymi na raka miały, lub mają, bliską styczność. Ta sytuacja już się zmienia, bo do sprzedaży trafił właśnie Braster - urządzenie, które, podobnie jak ciśnieniomierz i glukometr, każdy z nas może mieć w domowej apteczce.

15 minut – tyle czasu wystarczy poświęcić, aby sprawdzić, czy w naszych piersiach nie pojawiły się niepokojące zmiany. Raz w miesiącu włączmy urządzenie i łączymy się za pomocą wi-fi z zainstalowaną w telefonie aplikacją. Kilka minut później, kiedy Braster przyzwyczai się do panującej w pomieszczeniu temperatury, rozpoczynamy badanie. Przyciskamy kielich urządzenia do piersi – raz, trzy lub pięć, w zależności od jej rozmiaru – i powtarzamy po drugiej stronie klatki. Pomiar przesyłamy do analizy centrum telemedycznego. Po dwóch dniach sprawdzamy wynik. Tak, to może być takie proste.

Na jakiej zasadzie działa Braster? Marcin Halicki, prezes Braster S.A. tłumaczy, że urządzenie rejestruje zróżnicowanie temperatur na powierzchni piersi. –Za pomocą specjalnej aplikacji, obrazy termiczne są przesyłane do systemu automatycznej interpretacji, który ocenia, czy w przekazanych danych uwidocznione są zmiany, mogące oznaczać rozwój nowotworu.
Marcin Halicki
Prezes Braster S.A.

Do wykrywania zmian w piersiach Braster wykorzystuje termografię kontaktową, która jest metodą bezpieczną, nieinwazyjną, bezbolesną i sprawdzoną.

– Raz na miesiąc sprawdzamy, czy wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że każdej kobiecie będzie się po prostu chciało. Ja na pewno będę to robić – mówiła na spotkaniu z okazji wprowadzenia Brastera na rynek ambasadorka marki – Magdalena Różczka.

Samokontrola to nie wszystko
Pytanie, po co nam specjalne urządzenie, skoro badanie piersi, jak przy okazji każdej wizyty przypomina nam ginekolog, można wykonywać “ręcznie”? – Badanie palpacyjne jest ważne. Istotne jest jednak to, że Braster pozwala wykryć zmiany, których samodzielnie nie jesteśmy w stanie wyczuć. Korzystanie z Brastera nie zwalnia nas również z mammografii. Wszystkie te trzy metody powinny się nawzajem uzupełniać – zaznaczał Prof. dr hab. n. med. Tadeusz Pieńkowski, Dyrektor Medyczny Radomskiego Centrum Onkologii.

Faktem jest, że wiele z nas do samobadania piersi podchodzi “jak do jeża” – nawet pomimo świadomości ryzyka, z jakim wiąże się zaniedbanie tego rytuału i znajomości statystyk, mówiących o tym, że rak piersi co minutę zabija jedną kobietę. – Raz na pół roku chodziłam na USG. Jeśli chodzi o samodzielne badanie piersi, to nigdy specjalnie sobie sama w tej kwestii nie ufałam – potwierdza Magdalena Różczka.

Braster eliminuje nie tylko problem “kwalifikacji” potrzebnych do poprawnego wykonania procedury, ale również przypilnuje nas w kwestii systematyczności, bo o zbliżającym się terminie badania przypomni aplikacja. Regularność jest tu o tyle istotna, że każdy kolejny pomiar pozwala Brasterowi "uczyć się” naszego ciała, co wpływa na skuteczność tej metody.

Braster można zamówić w internetowym sklepie producenta. Jego cena uzależniona jest od tego, ile jesteśmy skłonni zapłacić “na strat”: przysłowiowa złotówka pozwala nam korzystać z urządzenia za 49 zł miesięcznie. Cena abonamentu spada do 29 zł jeśli na początek zdecydujemy się wyłożyć 195 zł. Możemy również zapłacić za 24 miesiące z góry – wtedy Braster kosztuje 891 zł.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Braster S.A.

POLUB NAS NA FACEBOOKU