Niepokorni dziennikarze zajęli się życiorysem Zandberga. Pytali o naukę duńskich wierszyków i "mało polskie nazwisko"

Reporterzy lokalnej telewizji internetowej postanowili zlustrować pochodzenie Adriana Zandberga.
Reporterzy lokalnej telewizji internetowej postanowili zlustrować pochodzenie Adriana Zandberga. Fot. Zrzut ekranu z CW24tv
Mainstreamowi niepokorni dawno nie zlustrowali żadnego życiorysu. Postanowili ich wyręczyć autorzy internetowej telewizji CW24tv. Reporter przepytał lidera Partii Razem na temat jego miejsca urodzenia, mało polskiego nazwiska i nauki duńskich wierszyków w przedszkolu.

"Wiadomości" mają swoich wiernych naśladowców w internecie. Bo relacja internetowej telewizji CW24tv ze spotkania Andriana Zandberga z mieszkańcami Włocławka czerpie z najlepszych dokonań Klaudiusza Pobudzina i Ewy Bugały. I tak jak u nich nie brakuje samozaorań.

Lektorka podaje w wątpliwość argumentację lidera Partii Razem dotyczącą progresywnych podatków. – Najczęściej powoływał się na przykład Finlandii – kraju europejskiego, z którym Polacy mają najmniej kontaktów i trudno było jego argumenty zweryfikować – słyszymy. Hmm, może nie trzeba jechać do Skandynawii – wystarczy poczytać? Ale nie to jest najbardziej groteskowe.

Absolutnym hitem jest dochodzenie na temat życiorysu Zandberga. Zdaniem lektorki życiorys polityka jest pełen zagadek i wyborcy powinni wiedzieć o nim więcej. Dlatego bojowo nastawiony reporter stacji dopytuje o miejsce urodzenia Zandberga, o powody emigracji jego rodziców i powody powrotu w 1985 roku.

Dalej jest tylko lepiej: współautor materiału zauważa, że nazwisko Zandberga jest mało polskie (posłanka Wassermann z PiS może się poczuć urażona) i pyta o przodków polityka. – Niestety znam moje drzewo genealogiczne tylko cztery pokolenia wstecz – przyznawał Zandberg, właściwie już nie próbując ukryć rozbawienia. Na koniec został jednak przygwożdżony i w sumie powinien już żegnać się z karierą polityczną.

– Z największą szczerością muszę panu pamiętać, że nie pamiętam zbyt wiele z maluchów w przedszkolu – mówi Zandberg z szerokim uśmiechem na twarzy. I tu znowu wkracza lektorka: – Ha ha ha, jakie śmieszne pytanie zadał nasz dziennikarz – przedrzeźnia Zandberga.

Ale zaraz jej głos staje się śmiertelnie poważny, bo i sprawa jest poważna. – Kwestie urodzenia w wielu krajach w kontekście polityki to poważna sprawa. Dlaczego mamy nie wiedzieć, czy Adrian Zandberg jako duński przedszkolak nie recytował wierszyków wielbiących Królestwo Danii? Niestety we wczesnych latach rozwoju tego polityka pamięć, którą cechują się historycy, nie była jeszcze na tyle rozwinięta i możemy się tylko domyślać, w jakiej wychował się on kulturze – tajemniczo kończy wątek autorka.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...