Doradcy podatkowi mają żniwa dzięki PiS. Kaźmierczak: "Optymalizują" nawet ci, którzy nigdy tego nie robili

Doradcy podatkowi mają żniwa dzięki PiS. Kaźmierczak: "Optymalizują" nawet ci, którzy nigdy tego nie robili
Doradcy podatkowi mają żniwa dzięki PiS. Kaźmierczak: "Optymalizują" nawet ci, którzy nigdy tego nie robili ZPP
Zapowiadany przez PiS jednolity podatek ma najmocniej uderzyć w przedsiębiorców i samozatrudnionych. Rząd jest oczywiście innego zdania. Politycy przekonują, że dzięki niemu zyskają najmniej zarabiający. – Kluczowe pytanie, co do tego podatku, to czy leci z nami pilot? – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Napisał Pan na Facebooku, że podatek jednolity będzie strzałem w stopę PiS. To dlaczego oni się nim chwalą?

Cezary Kaźmierczak: Nie wiem, czy się chwalą. Kompletnie nie jestem w stanie pojąć, co PiS chce akcją dezinformacyjną i plotkami wokół tego podatku osiągnąć. Po prostu mnie to przerasta.

Dezinformacja? Plotki? O czym Pan mówi?

O podatku jednolitym. Różni ludzie wychodzą, różne rzeczy mówią i kompletnie nie wiadomo, czemu to służy. Kluczowe pytanie, co do tego podatku, to czy leci z nami pilot? Czy ktoś w ogóle wie, o co w tym chodzi? Trudno naprawdę wywnioskować.

Ależ wnioski już są! Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk powiedział, że krytykami przygotowywanego jednolitego podatku są osoby o "bardzo wysokich" zarobkach.

Ludzie o "bardzo wysokich dochodach" w Polsce w ogóle nie płacą podatków w Polsce. Minister powinien chyba o tym wiedzieć. Ja nie jestem politykiem i ciężko odnosić mi się do felietonów i enuncjacji prasowych. Jako związek pracodawców mamy wątpliwości, czy w ogóle zajmować stanowisko w tej sprawie. Jeżeli prawdą jest, że to ma przynieść 10 mld dodatkowego przychodu do budżetu z działalności gospodarczej, to ja jestem święcie przekonany, że to nie tylko nie przyniesie 10 mld przychodu, ale przyniesie 10 mld straty.

Na jakiej podstawie Pan to mówi?

Nie trzeba do tego specjalistycznej wiedzy. Wystarczy pamięć do wydarzeń z lat 90. Podatki można liczyć w Excelu, kiedy mówimy o podatkach nie do uniknięcia. Mamy trzy takie podatki w Polsce. Podatek rolny, bo nie schowamy hektarów w lesie, nie wywieziemy ich Cypr. Drugim jest podatek Belki - podatek bankowy. No i jeszcze jest ZUS dla działalności gospodarczej – ma stałą stawkę ryczałtową. Od nich nie ma ucieczki. Natomiast podatek jednolity jest podatkiem, od którego jest ucieczka. Ona jest bardzo prosta.

Ma Pan na myśli przeniesienie firmy za granicę?

Przejście do szarej strefy, przeniesienie firmy za granicę, zaniżanie przychodów i robienie kosztów. To wszystko w latach 90. już było w Polsce! Wtedy w gazetach można było znaleźć dziesiątki ogłoszeń pod tytułem "koszty kupię", "zadłużoną spółkę z o.o.kupię". To wszystko wróci.

Po wprowadzeniu przez Millera podatku liniowego dla przedsiębiorców wpływy do budżetu wzrosły z roku na rok z 21 mld do 28 mld, a teraz spadną. Po prostu część ludzi ucieknie za granicę, a to jest bardzo niebezpieczne. Choć w tych wszystkich firmach internetowych, to ja nie wiem, jak Urząd Skarbowy będzie mógł kwestionować jurysdykcję podatkową, jeżeli "substance" firmy będzie w Czechach.

Substance, czyli?

Na przykład serwery firmy będą w Czechach czy Wielkiej Brytanii, a tylko obsługa klienta w Polsce. Życzę powodzenia w udowadnianiu, że "substance" - istota działalności - nie znajduje się w innej jurysdykcji podatkowej. Nikt nie będzie płacić 40 proc. podatku, tak jak wtedy nikt nie płacił.

To doskonale widać w naszych statystykach. Artykuł o tym, jak założyć firmę w Czechach, jest w ostatnich dniach hitem. Ludzie masowo wpisują to hasło w wyszukiwarkę.

Przez ten chaos komunikacyjny budżet państwa już stracił może z miliard złotych. My pracujemy z całym szeregiem różnych doradców podatkowych, ale w ostatnich dniach straciliśmy z nimi kontakt. Przestali wręcz wywiązywać się ze swoich zobowiązań, tłumacząc się tym, że mają taki ruch klientów, że nie są w stanie tego obrobić w tej chwili. Mówią, że ci, którzy nigdy nie optymalizowali, zaczynają to robić.

Otrzymałem niedawno mail od przedsiębiorcy, który powiedział: "Jak źle im z moim 300 tys. zł rocznie, to będę teraz płacił 8 tys. euro rocznie - doradcy podatkowemu, a im nic".

Pańskim zdaniem ludzie dobrze zrobią, gdy zdecydują się wyprowadzić biznes za granicę? Oczywiście mam na myśli ich własny interes, a nie państwowy, który na tym straci.

To jest ryzykowne i bardzo bym przestrzegał przed działalnością fikcyjną, gdzie substance firmy nie znajduje się za granicą. Moim zdaniem to może być hodowla ZUS-u...

Hodowla?

Będą ich sobie tam hodować, a później przyjdą do nich przed upływem piątego roku, aby im zapłacili.

ZUS może im zadać kilka pytań, którymi udowodni, że tak naprawdę działalność jest prowadzona w Polsce.

Tak, ale jak już mówiłem, znam firmy internetowe, które poprzenosiły tam informatyków i nie bardzo widzę możliwość udowodnienia im, że substance biznesu jest nie w Czechach czy na Słowacji. W jaki sposób mieliby to im udowodnić? Przestrzegam natomiast przed prowadzeniem fikcyjnej działalności. To się może źle skończyć.

Dla tych ludzi, czy dla Państwa?

Dla ludzi. Państwo teraz próbuje podważyć nawet najmniejsze zaufanie, jakie mają obywatele.

Kilka dni temu wymieniał Pan na Twitterze burzliwe wiadomości z szefową "Wiadomości" Marzeną Paczuską. O co dokładnie chodziło?

"Wiadomości" wyjęły z kontekstu moją wypowiedź, że jestem przeciwnikiem obecnego systemu podatkowego. To prawda, jestem. Ale po moich słowach puszczono informację, jakim to wspaniałym pomysłem jest podatek jednolity, którego jestem przeciwnikiem w tej formie.

Mam wrażenie, że początkujący przedsiębiorcy myślą przede wszystkim o tym, aby nie płacić miesięcznie 1100 zł, bo to zabija ich biznes.

My złożyliśmy projekt ustawy o małej działalności gospodarczej, która byłaby objęta właśnie jednym podatkiem w wysokości około 21 proc. Nawet ZUS się na to zgodził, aby ulżyć ludziom mającym obroty do 5 tys. zł. Dla mnie będzie to bardzo poważny test, co będzie dalej z tym projektem. Wszystko dostali i teraz nic, tylko robić. To realna szansa powrotu na rynek, 100 - 200 tys. osób, z łącznej liczby 700 tysięcy które według GUS są dziś w szarej strefie.

O ile dobrze pamiętam, na początku rządów PiS patrzył Pan na ich działania nieco bardziej przychylnie. Coś się zmieniło?

Ja tam każdemu rządowi dobrze życzę, bo jest to w końcu w naszym interesie, aby dobrze rządzono. Ale mija rok i za wiele się nie wydarzyło. Zobaczymy co będzie dalej, ale pod względem gospodarki, mamy do czynienia ze zmianami personalnymi. Żadnych innych na razie nie było, a mam nadzieję, że będą.

Pojawiło się 500 plus.

Na razie z takich realnych i poważnych rzeczy, pojawiło się 500 plus. Jaki to będzie miało wpływ na demografię, to nie wiem. Mam nadzieję, że pozytywny, bo w naszej sytuacji - 216 miejsce na świecie pod względem dzietności kobiet - powinniśmy się już chwytać wszystkiego. Poza tym nie jestem w stanie wymienić pozytywnych działań i zmian w gospodarce, a było dużo różnego rodzaju zapowiedzi. Ile ludzie będą na to czekać?

Przedsiębiorcy na razie się przyglądają. Próbuję dostrzec jakiś pozytyw w podatku jednolitym... Jeśli to wprowadzą, to będą musieli się z tego wycofać po roku, dwóch, bo gwałtownie spadną im wpływy - 10 miliardów z PIT od jednoosobowej działalności to według mnie jest pewne. To może będzie wtedy szansa i nadzieja na to, aby kretyński i idiotyczny system podatkowy, jaki mamy w Polsce, wyrzucić i napisać go od początku.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU