Był bankrutem do sprzedania komukolwiek. LOT wstaje z kolan i przejmuje połączenia lotnicze w Estonii

Miał być przejęty przez Chińczyków, a tymczasem sam przejmie udziały w zagranicznej linii lotniczej.
Miał być przejęty przez Chińczyków, a tymczasem sam przejmie udziały w zagranicznej linii lotniczej. Materiały prasowe
PLL LOT przejmie część samolotów i sprzedaż biletów firmy linii lotniczych Nordica. To maluch latający 6 samolotami na regionalnych połączeniach ze stolicy Estonii Tallina. Jednak w tej historii liczy się sam fakt, że po latach strat, cięcia kosztów LOT jest w stanie się rozwijać i przyłączać do biznesu mniejsze firmy.

LOT ma już wkrótce ogłosić szczegóły transakcji. Polski przewoźnik przygarnie to, co pozostało po upadku linii lotniczych Estonian Air. Przejmie 49 procent udziałów w spółce Regional Jet – dysponującej samolotami Bombardier. Sprzedaż biletów linii lotniczych Nordica będzie się odbywać za pośrednictwem LOT-u. Połączenia z Tallina będą miały "lotowski kod" LO.
Rafał Milczarski, prezes PLL LOT

To pierwszy krok na drodze konsolidacji rynku Europy Środkowo-Wschodniej przez LOT. Linie lotnicze z naszego regionu nie muszą być skazane na podporządkowanie wielkim graczom z Europy Zachodniej, utratę swoich narodowych tożsamości i ograniczanie skali działalności. Przeciwnie. Wraz z LOT-em mogą się dalej rozwijać, jednocześnie budując efektywny hub transferowy w centrum regionu, czyli Warszawie, stolicy Polski, w szczególności w zakresie połączeń dalekiego zasięgu.

Zaledwie w ubiegłym roku LOT miał 327 mln złotych straty i był na sprzedaż komukolwiek, kto dałby przyzwoite pieniądze i obiecał nie zamykać narodowych linii lotniczych. I nagle... dobra zmiana. W tym roku narodowy przewoźnik przewiózł 20 procent pasażerów więcej. Otworzył nowe połączenia lotnicze m.in. do Seulu i Tokio (byliśmy tam podczas premierowego lotu). Tańsze paliwo sprawiło, że w kasie firmy pojawiły się zyski.
W pierwszym półroczu LOT miał zanotować 20-30 mln zł zysku na działalności podstawowej. Według prognoz, w całym 2016 roku ma zarobić około 125 mln zł, przewożąc 5,5 mln pasażerów. Zamówił też 10 najnowocześniejszych Boeingów 737. Dwa nowe Dreamlinery, które dotrą do Warszawy w przyszłym roku mają obsłużyć nowe trasy do USA m.in. do Los Angeles. Niedawno ogłoszono też kolejne połączenie do Nowego Jorku (lotnisko w Newark).



Wyrwani z niewoli UE
Rafał Milczarski, nowy prezes LOT (powołany w styczniu) mówił, że chce rozwijać lotniczy biznes. Gdyby był "misiewiczem", pewnie wzbudziłby najwyżej uśmiech. Ale skończył przyzwoite studia na wydziale ekonomii Uniwersytetu Cambridge, zna się na branży transportowej.

Okazało się, że dzięki zakupom i leasingowi nowszych, bardziej oszczędnych samolotów, koszt lotu na pasażera spadł o 8 proc., czyli LOT będzie w stanie zaoferować nie tylko dobrą jakość przewozów, ale także bardziej przystępne ceny. Tylko w tym roku otworzył 24 nowe połączenia. Menedżerowie spółki mówią, że obecne zyski zawdzięczają drakońskim cięciom w poprzednich latach. Najnowsza historia LOT-u wcale nie musiała skończyć się happy endem.

Przypomnijmy, że w 2012 roku LOT otrzymał publiczne wsparcie w wysokości 527 mln zł. Ceną za przetrwanie spółki będącej praktycznie bankrutem było ograniczenie rozwoju polskich linii lotniczych wymuszone przez urzędników Komisji Europejskiej. Dopiero w tym roku narodowy przewoźnik mógł zrzucić ten kaganiec. Takiego finału nie doczekały właśnie Estonian Air czy węgierski Malev.

Już nie na sprzedaż?
Jeszcze w tym roku mówiono, że inwestorem czy partnerem LOT-u mogliby zostać Chińczycy z Air China. Niemiecka Lufthansa od dawna nie była już zainteresowana. Na tle takich wspomnień przejęcie przez LOT biznesu jakiejkolwiek konkurencyjnej linii to sensacja. Zresztą i tak ten plan sprzedaży spółki zdaje się tracić już na aktualności. Kiedy przynosiła straty jeden z byłych prezesów grzmiał: – Moim zadaniem jest ściąć koszty jak się da, pokazać, że ten biznes jest cokolwiek wart i i sprzedać jak najszybciej pierwszemu nabywcy.
Kto podjąłby decyzję sprzedaży spółki zarabiającej ponad 100 mln i będącej częścią narodowych sreber? Tym bardziej, że w bankach i mediach trwa lub jest zapowiadana "repolonizacja".

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...