3 pozornie zwykłe rozwiązania, które pokazują, jak technologia wymiata w nowych samochodach. Audi A4 Allroad

Audi A4 Allroad to luksusowy samochód offroadowy. Brzmi nietypowo. Fot. naTemat
Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję jeździć paroma najnowszymi modelami Audi. Było tam niepowtarzalne skrajnie mocne RS6 i charakterny SUV ukryty pod nazwą SQ5. Było A3S, które okazało się ciekawym wyborem na „pierwsze auto”, a teraz także A4 Quattro w wersji Allroad.

Te kilka modeli pozwoliły nie tylko oswoić się z marką, ale i wyrobić pewne nawyki i przyzwyczajenia. Na podstawie tej ostatniej A4-tki chcę pokazać Wam kilka rozwiązań, które najbardziej przypadły mi do gustu. Czy to ze względów wizualnych, czy to czysto praktycznych.
- Ale przecież już go opisywałeś – powiedział redakcyjny kolega, który zobaczył na firmowym parkingu tę A4-kę. Fakt, jakiś czas temu pisaliśmy o A4 Avant Quattro, które na zewnątrz wygląda niemal identycznie, co wersja Allroad. Wizualnie różnice pomiędzy jednym a drugim są, ale to przy całej wielkości auta akcenty. Mamy np. zwiększony prześwit i bardziej zarysowane „pancerne” (plastikowe) nadkola, które przy jeździe offroad'owej mają ochronić nadwozie.

Ten model można opisać oksymoronem, które dokładnie oddaje jego charakter: ekskluzywny samochód offroadowy. Dla drwala z korporacji, jak pisaliśmy już podczas jego premierowych jazd w Polsce.
Wróćmy jednak do tematu tekstu, czyli tego, co dostajemy w najnowszych modelach Audi. To kilka powtarzających się rozwiązań, które sprawiły, że po dziesiątkach godzin spędzonych za tymi autami, myślę o nich pozytywnie. To kilka rozwiązań, które występują we wszystkich modelach lub są dodatkiem. Kryterium? Miłe zaskoczenie, które sprawiło, że z czegoś korzystało się wygodniej, lub po prostu było… ładne. Tak, jestem z tych, dla których kwestie wizualne są równie ważne, jak te użytkowe.

1. Wirtualny kokpit

To jedno z tych rozwiązań robiących większe wrażenie. Zwłaszcza dla osób przesiadających się ze starszych modeli samochodów. To także rzecz, z której obiektywnie korzystać będziemy najczęściej. Mowa o wirtualnym kokpicie, który jest prawdziwym centrum dowodzenia samochodem i zależnie od potrzeb, pokazuje to, czego życzy sobie kierowca.

Wyświetla się tuż przed nami, zaraz za kierownicą w miejscu zegarów. Na początku może wyglądać właśnie jak zwyczajne elektroniczne zegary, ale kilka kliknięć pozwala całkowicie zmienić sposób wyświetlania informacji. Zarządzamy tam wszystkim, czego w praktyce potrzebuje kierowca podczas jazdy: informacje dotyczące jazdy (przebiegi, spalanie, zasięg, ilość paliwa itd.), zegary (prędkość, obroty), radio, multimedia, telefon czy nawigacja.
Całość obsługujemy właściwie jednym palcem – lewym kciukiem. Mniej więcej w tym miejscu na kierownicy znajduje się kilka przycisków potrzebnych do zarządzania. Na początku całość może wydawać się nieco skomplikowana, zwłaszcza że zmienia się tryb widoku (o tym zaraz), ale po dokładnym opanowaniu naprawdę się to docenia. Po jakimś czasie obsługiwałem go już „na pamięć”.

Wszystkie dane są prezentowane na 12,3-calowym ekranie o bardzo dobrej jakości, a poszczególne karty zmieniają się bardzo płynnie. Plus za oprawę graficzną całości, która cieszy oko. Do wyboru mamy dwa tryby wyświetlania wszystkich informacji: klasyczny oraz infotainment.
W trybie klasycznym najwięcej miejsca zajmują dwa zegary (prędkościomierz i obrotomierz), a pomiędzy nimi znajduje się mniejsza „cała reszta”, która zmienia się zależnie od tego, co wybierzemy np. stacje radiowe lub nawigacja. To taki typowy standard, dobry w trasie, którą znamy i zależy nam na wyraźnie widocznych danych dotyczących osiągów.
W tryb infotainment przechodzimy po kliknięciu przycisku „view”. Szybka animacja, coś się zmniejsza, coś powiększa, jeszcze coś innego zjeżdża gdzieś w bok i nasz ekran uległ diametralnej zmianie. Na pierwszym planie znajduje się to, co do tej pory było „w tle”. Największe wrażenie robi to w przypadku nawigacji, gdzie naszym oczom ukazuje się wielka mapa, pokazująca naszą trasę.

2. Konsola MMI, czyli jak się nie frustrować

Multimedialny interfejs użytkownika. Tłumacząc na polski jest system do sterowania wszystkim, co pojawia się na ekranie, znajdującym się na desce rozdzielczej. To naturalnie coś, co mamy w większości samochodów, dlatego chciałbym się skupić tylko na jednej opcji, która okazała się bardzo praktyczna i sprawdzała w codziennym użytkowaniu.
Szczerze nie znoszę systemów nawigacji, które wymagają ode mnie kręcenia pokrętłami w kółko, żeby wklepać konkretny adres. Boże kochany, ile to wtedy trwa. A jeśli samo oprogramowanie nie chodzi płynnie, ale z lekkim opóźnieniem, jest to dla mnie naprawdę trauma. Tutaj poza paroma przyciskami dostajemy jeden kontroler do obsługiwania całego komputera.

Świetne w nim jest to, że samo pokrętło jest także panelem dotykowym. Widzicie tę czarną górę? To miejsce działające trochę jak touch pad. Wystarczy, że wpiszemy tam palcem literę, jej koślawy odpowiednik pojawia się od razu na ekranie, a następnie zamienia w „normalną” literę. Całość jest odczytywana bardzo poprawnie i na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, w których system popełnił błąd.
Jeśli się pomylimy, wystarczy, że narysujemy kreskę od prawej do lewej, a ta zadziała jak kasowanie ostatniej litery. Jeśli zrobimy odwrotnie tj. pociągniemy kreskę z lewej do prawej, dostajemy spację. Wszystko działa tak samo w przypadku wybierania numeru telefonu. Oczywiście jeśli ktoś nie chce kreślić nic palcami, może przeklikiwać się normalnie, ale to naprawdę spora wygoda. Dodatkowo za pomocą gestów możemy także scrollować, powiększać czy przesuwać mapę.

3. Reflektory, czyli światło światłu nierówne

Świeci? Świeci, to po co drążyć temat? Ano okazuje się, że warto, bo w przypadku Audi naprawdę jest sens chwilę przyjrzeć się reflektorom. Że te robią wrażenie, przekonałem się nie tylko na własne oczy. Niech dobrze odda to jedna z sytuacji, gdy z włączonym kierunkowskazem czekam na światłach, by skręcić w prawo. We wstecznym lusterku widzę, jak dwójka mężczyzn w samochodzie za mną wyraźnie gestykulując dyskutuje o tym, co przed chwilą pojawiło się przed ich oczami. Tak, tak – mowa o migającym kierunku Audi.

Dla laika nowsze modele Audi będą bardzo podobne. Niemal identyczne. Reflektory są tym elementem, które pozwala je szybko odróżnić. Wystarczy szybkie spojrzenie „w oczy” takiego samochodu, by rozwiać wątpliwości. To światła w technologii Matrix LED, które o lata świetlne wyprzedzają te „zwykłe”.
Na początku stosowane tylko w topowych modelach, z czasem zaczęły docierać także do tych niższych. Dziś samochody Audi są subiektywnie jednymi z najładniej wyglądających samochodów „we wstecznym lusterku” innych aut. Uwielbiam też wspomniane „kierunki”. Nie jest to zwykłe świecenie czy miganie. To tzw. dynamiczne kierunkowskazy, które błyskawicznie zapalają się od jednej do drugiej strony, tworząc efekt „pływającego” lub „falującego” kierunkowskazu.
Same światła to technologiczny majstersztyk i lata temu trudno byłoby pomyśleć, jak dużo filozofii i kombinowania można wrzucić w coś „co ma tylko świecić”. Tutaj to prawdziwy kombajn, który nie tylko ładnie wygląda, ale myśli za kierowcę i wymiernie ułatwia jazdę po zmroku. Światła w tej technologii dostosowują się do warunków panujących na drodze. System decyduje, które z całej masy diod zapalać, gasić, doświetlać, jak mocny i gdzie kierować snop światła. Pilnuje, by nie świecić innym po oczach, a nam pokazać to, czego potrzebujemy. Światło jest mocne i idealnie białe.
W niektórych modelach mamy także reflektory Matrix Laser, które działają jak… projektora rzucający obraz na powierzchnię drogi. Tę opcję znam jednak tylko z teorii, a nie praktyki. System może na drodze wyświetlić nam obraz pasów z przejścia dla pieszych, strzałki nawigacji, pokazujące, w którą stronę zaraz będziemy skręcać, czy znaki i symbole.

Pewnie, to wszystko nie jest czymś, czego nie można spotkać w innych samochodach. To po prostu subiektywna "trójeczka", która sprawia, że jazda nowymi modelami Audi jest wygodna i przyjemna, a te rozwiązania wyraźnie zostały mi w głowie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...